Polska

"Dzwoniłem do Tuska, zanikał zasięg, szarpanina"

Polska

prezydent plWiadomość o katastrofie smoleńskiej zastała parę prezydencką w Budzie Ruskiej na Sejneńszczyźnie

Zanikał zasięg, więc szarpanina, co chwila wyskakiwałem na zewnątrz, zmieniałem miejsca (...). Tuska - pamiętam - szukałem przez Sławka Nowaka i przez BOR - opowiada prezydent Bronisław Komorowski, który wraz z żoną Anną wspominał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" dzień 10 kwietnia 2010 r. Pierwsza Dama: - Oni pognali na sygnale, a ja pojechałam do Warszawy już sama, spokojnie, powolutku. Zadzwoniłam do dzieci, żeby przygotowały tacie ciemny garnitur i ciemny krawat.

Wiadomość o rozbiciu Tu-154 zastała parę prezydencką w Budzie Ruskiej na Sejneńszczyźnie, gdzie Bronisław Komorowski odpoczywał po prawyborach prezydenckich w Platformie Obywatelskiej.

Konstytucja w praktyce

O godz. 8.59 zadzwonił szef MSZ Radosław Sikorski z informacją, że doszło do wypadku prezydenckiego samolotu, ale nie wie, z jakim konsekwencjami. Potem - jak relacjonowali Komorowscy - usiłowali się dowiedzieć czegoś z radia, bo na wsi nie mają telewizora. Po kilku minutach znów zadzwonił minister spraw zagranicznych.

- Pierwszą moją myślą po telefonie Radka Sikorskiego była konstatacja, że sytuacja opisana w konstytucji to nie żadna teoria, tylko absolutnie dramatyczna rzeczywistość. I dotarło do mnie, że jest źle, bardzo źle. I że w tragicznej dla Polski sytuacji muszę przejąć odpowiedzialność za państwo - powiedział Komorowski.

I dodał: - Zadzwoniłem do ministra Czapli, szefa Kancelarii Sejmu. Miałem do niego trzy pytania. Pierwsze: czy konstytucyjny zapis jest wystarczająco precyzyjny i nie budzi żadnych wątpliwości? Drugie: w jakiej formule i jakie działania trzeba podjąć dla potwierdzenia wykonania tego punktu konstytucji. Oraz trzecie: jaki zakres uprawnień prezydenta mam obejmować?

Anna Komorowska: - Powiedziałeś mu też, słyszałam: proszę, ściągnąć wszystkich, którzy mogą być potrzebni.

Z telefonem w jednej dłoni, kierownicą w drugiej

Prezydent wspomniał też, jak miał kłopot z dodzwonieniem się do premiera Donalda Tuska: - Zanikał zasięg, więc szarpanina, co chwila wyskakiwałem na zewnątrz, zmieniałem miejsca (...). Tuska, pamiętam, szukałem przez Sławka Nowaka i przez BOR.

Borowcy - jak relacjonował - pytali go, czy przylecieć po niego i żonę śmigłowcem. - Podziękowałem, samochodem będzie szybciej, niech tylko wyjadą nam na przeciw, spotkamy się po drodze - powiedział. I dodał, że z premierem rozmawiał w drodze. - Bronek jedną ręką trzymał kierownicę, a w drugiej miał telefon. Co chwila z kimś rozmawiał - wspomniała Anna Komorowska.

Prezydent do samochodu BOR przesiadł się w okolicach Łomży. - Oni pognali na sygnale, a ja pojechałam dalej na do Warszawy już sama, spokojnie, powolutku. Zadzwoniłam do dzieci, żeby przygotowały tacie ciemny garnitur i ciemny krawat - opowiadała pierwsza dama.

Tylnym wejściem

Prezydent opowiadał też, jak rozwiązał problem dziennikarzy, którzy kłębili się przed kamienicą, w której mieszkał przy ul. Śniegockiej. - To jest stara kamienica. Przed wojną miała dwa wejścia (...). Przy śmietnikach od Miechowskiej zrobiono wejście główne, a drzwi od Śniegockiej zamknięto i na klatce schodowej prowadzącej do naszego mieszkania trzymało się rowery. Miałem klucz, wszedłem niezauważony - wspominał.

www.tvn24.pl/smolensk

Źródło: Gazeta Wyborcza

Źródło zdjęcia głównego: prezydent pl

Pozostałe wiadomości