"Nasilenie nastąpiło w roku 2018". Dziennikarka o szkalowaniu sędziów i wiceministrze Piebiaku

Polska

Magdalena Gałczyńska opisała sprawę wiceministra Piebiakatvn24
wideo 2/36

- Był czterostronicowy paszkwil, celowo użyję tego słowa, pełen niepopartych niczym informacji na temat profesora Markiewicza i z tym coś trzeba było zrobić. To musiało jakoś, gdzieś trafić. Pani Emilia wymyśliła, że trzeba to anonimowo, z nieswojego konta, rozesłać do wszystkich możliwych źródeł - powiedziała na antenie TVN24 Magdalena Gałczyńska, dziennikarka Onetu. Opisywała domniemaną współpracę wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka z kobietą mającą rozsyłać anonimowe informacje szkalujące sędziów.

Portal Onet ustalił, że wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak ma stać za zorganizowanym hejtem wobec sędziów krytykujących zmiany w wymiarze sprawiedliwości wprowadzane przez Zjednoczoną Prawicę. Jedna z takich akcji miała skompromitować szefa stowarzyszenia sędziów "Iustitia" Krystiana Markiewicza, a inna sędziego "Iustitii" Piotra Gąciarka. W sumie Onet pisze o co najmniej 20 osobach wytypowanych do oczerniania.

Według portalu, za rozsyłanie kompromitujących go materiałów odpowiedzialna była współpracująca z Piebiakiem kobieta o imieniu Emilia (redakcja Onetu zna jej nazwisko, jednak go nie publikuje).

We wtorek po południu Piebiak złożył rezygnację z pełnionej funkcji.

"To mogło się zacząć już pod koniec 2016 roku"

Na antenie TVN24 o sprawie mówiła dziennikarka Onetu, która ją opisała, Magdalena Gałczyńska.

- Najprawdopodobniej, ale zaznaczam, że to są moje domysły i spekulacje, to mogło się zacząć już pod koniec 2016 roku. Nasilenie tej akcji nastąpiło w roku 2018. Wtedy, przypomnę, mamy tę akcję z profesorem Markiewiczem, szefem "Iustitii", a (...) wcześniej z sędzią Gąciarkiem. Można odnieść wrażenie, że 2018 to jest takie apogeum - powiedziała, tłumacząc działania skierowane przeciwko sędziom tego stowarzyszenia.

Aby zdyskredytować przewodniczącego "Iustitii", kobieta opisywana jako "Emilia" miała przekazywać szkalujące go informacje dotyczące życia osobistego do oddziałów Stowarzyszenia i mediów. Jak wynika z publikacji Onetu, list miała też wysłać do samego Markiewicza na jego domowy adres, który dostała od Piebiaka.

PRZECZYTAJ KOMENTARZE SĘDZIÓW MARKIEWICZA I GĄCIARKA W TEJ SPRAWIE >

Według ustaleń Onetu pani Emilia z wiceministrem Piebiakiem mieli również wspólnie przygotowywać atak medialny w telewizji państwowej na sędziego Piotra Gąciarka z warszawskiego oddziału "Iustitii". 25 maja 2018 roku został wyemitowany program o sędzim Gąciarku oraz o poznanej przez niego w internecie młodej kobiecie. Jak napisał Onet, sędzia poznał ją w sieci pięć lat wcześniej, ale nigdy nie spotkali się osobiście. Sędzia twierdzi, że oprócz wysyłania kosztownych prezentów pożyczył kobiecie pieniądze. Gdy zakończyła znajomość, sędzia zażądał zwrotu pożyczki, do czego nie doszło. Gąciarek zawiadomił wówczas prokuraturę. Sąd skazał kobietę za wyłudzenie.

Telewizja państwowa przedstawiła ją w programie jako ofiarę sędziego Gąciarka, który miał wykorzystać swoją pozycję zawodową i znajomości do skazania młodej kobiety.

Gałczyńska dodała, że w tej chwili współpracy między wiceministrem a panią Emilią nie ma. - Skończyła się w 2018 roku - wyjaśniła dziennikarka.

"Czterostronicowy paszkwil"

Dziennikarka Onetu opisywała, że współpraca między panią Emilią i wiceministrem sprawiedliwości polegała na tym, że "była kobieta, która miała podsuwać pomysły, w jaki sposób rozpowszechniać informacje, których drogą oficjalną rozpowszechnić się nie da". - Sytuacja wyglądała następująco: był czterostronicowy paszkwil, celowo użyję tego słowa, pełen niepopartych niczym informacji na temat profesora Markiewicza i z tym coś trzeba było zrobić. To musiało jakoś, gdzieś trafić. Pani Emilia wymyśliła, że trzeba to anonimowo z nieswojego konta rozesłać do wszystkich możliwych źródeł, głównie w "Iustitii", i sprawa poszła w świat - opowiedziała Gałczyńska o sylwetce sędziego opracowanej w celu jego zdyskredytowania.

- Na pewno wiemy, że były przekazywane adresy mailowe do bardzo wielu członków "Iustitii" i wiemy, mamy to udokumentowane, co zresztą pokazaliśmy w tekście, że przekazany został adres domowy profesora Markiewicza - mówiła dalej dziennikarka Onetu.

- Wydaje mi się, że jeżeli prywatna osoba od wiceministra dostaje czyjś adres domowy i meldunkowy, bo tam minister wyraźnie podkreśla, że to są chyba obydwa adresy, czyli jeden adres zameldowania i zamieszkania, to coś jest mocno nie w porządku - dodała.

Minister twierdzi, że "nie pamięta"

Gałczyńska zwróciła uwagę na fragment korespondencji, w którym wiceminister pisze o wywiadzie, jakiego udzielił sędzia Markiewicz.

- Pani Emilia informuje wiceministra Piebiaka, że spróbuje dziennikarzy zainteresować tematem tego paszkwilu na temat profesora Markiewicza. I co na to odpowiada wiceminister? Odpowiada co następuje: "plugawy wywiad 'Gazeta Wyborcza' dziś z nim puściła, trzeba odpłacić". Dla mnie to jest sposób myślenia, który, mówiąc szczerze, nie do końca mieści się w głowie. To, że wiceminister jest w stanie napisać do prywatnej osoby (...), że sędziemu, który wypowiedział się niedobrze na temat dobrej zmiany, trzeba odpłacić - oceniła dziennikarka.

Gałczyńska stwierdziła, że współpraca wiceministra sprawiedliwości i kobiety wymienianej z imienia odbywała się na dużą skalę. - My tak naprawdę ciągle jeszcze szacujemy, ilu było tych pokrzywdzonych sędziów - powiedziała.

Dziennikarze Onetu zapytali wiceministra Piebiaka o komentarz w tej sprawie. - Minister twierdzi bardzo lakonicznie, że nie będzie się na ten temat wypowiadał. Twierdzi również, że nie pamięta. Jak dla mnie jest to dość wymowny komentarz - oceniła Magdalena Gałczyńska.

Autor: mart/adso / Źródło: TVN24,Onet

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: