- Podpisałem pierwszy z 200 dokumentów. To są nominacje na asesorów - przekazał premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej. Rozpoczęła się ona od podpisania dokumentu.
Szef rządu przypomniał, że "pan prezydent Nawrocki wręczył nominacje asesorom, ale wcześniej nie wypełnił konstytucyjnego obowiązku, jakim jest uzyskanie kontrasygnaty premiera". - To wynika jednoznacznie z konstytucji. Nie chodzi o prestiż - mówił.
Donald Tusk o "politycznym spisku"
Tusk powiedział, że "sprawa może wydawać się na pierwszy rzut oka skomplikowaną procedurą legalistyczną". Mówił, że dotyczy ona "tej grupy asesorów, młodych, ambitnych ludzi, którzy skończyli odpowiednią publiczną szkołę, Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury, żeby stać się asesorami, a w przyszłości sędziami".
- Ta grupa 200 asesorów, gdyby została legalnie nominowana, mogłaby rozpatrzyć miesięcznie 10 do 11 tysięcy spraw, ponieważ, jak państwo wiecie, asesorzy mogą także orzekać, zanim staną się, w pełnym tego słowa znaczeniu, sędziami - mówił. - To orzekanie ma sens wtedy, kiedy jest legalne - zaznaczył.
Zdaniem szefa rządu "dramat tej sytuacji polega na tym, że dwie instytucje odpowiedzialne za ochronę i respektowanie konstytucji zawiązały coś na kształt politycznego spisku, aby tę konstytucję złamać".
- Trybunał Konstytucyjny, ten w składzie nieprawidłowym, (…) osobiście pan Święczkowski, postanowili odpowiedzieć pozytywnie na zamówienie pana prezydenta Nawrockiego, stwierdzając, że tego typu dokumenty nie wymagają kontrasygnaty premiera - przypomniał.
Premier zaznaczył, że w tej sprawie nie chodzi o jego satysfakcję. - Chodzi o to, że jeśli ktoś uzna, że orzeczenie, jakie wydał asesor, który nie ma kontrasygnaty premiera, jest nieważne i może w związku z tym de facto uniemożliwić podejmowanie jakichkolwiek działań tej grupie asesorów - tłumaczył.
- Na szczęście prezesi sądów, do których dotarł wadliwy dokument bez kontrasygnaty premiera, zgodnie zresztą z oświadczeniem, stanowiskiem Krajowej Rady Sądownictwa, odesłali do KRS-u wszystkie dokumenty z intencją, aby trafiły do mnie, na moje biurko, tak, aby ta kontrasygnata w jakiś sposób, chociaż wbrew woli prezydenta i pana Święczkowskiego, żeby ta kontrasygnata na tych dokumentach się znalazła - powiedział.
Donald Tusk: to zamach na konstytucję
Tusk relacjonował, że dokumenty do kontrasygnaty otrzymywał od wszystkich prezydentów, w tym od Andrzeja Dudy. - Nikt nie miał żadnych wątpliwości, że zgodnie z konstytucją, z zasadami naszego ustroju politycznego, tego typu decyzje urzędowe prezydenta wymagają także podpisu, czyli tej kontrasygnaty premiera - mówił.
Premier ocenił, że "to jest kolejna próba de facto złamania konstytucji na rzecz zmiany ustroju bez zmiany konstytucji". - Bardzo to smutne, że w tym, tu jest mały tylko cudzysłów, spisku przeciwko konstytucji uczestniczy i prezydent, i członkowie tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego - powiedział. Zadeklarował też, że resztę podpisów pod nominacjami na asesorów złoży zaraz po konferencji prasowej.
- Nie znajduję słów krytyki dla tej gierki politycznej, a w tle przede wszystkim dla łamania, takiego ewidentnego naruszania konstytucji - skrytykował. - Szczególnie żal mi było tej grupy asesorów, bo oni nie poszli do Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, żeby się bawić w jakieś polityczne zapasy, tylko chcieli zostać sędziami w przyszłości, chcieli orzekać i stali się ofiarami tej dość podłej i małej gry - mówił Tusk.
- Mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli wagę sprawy. Nawet jeśli wydaje się, tak jak powiedziałem, trochę formalna i trochę skomplikowana, to naprawdę mamy do czynienia z takim zupełnie niepotrzebnym, powiedziałbym absurdalnym, ale też groźnym zamachem na konstytucję - podsumował szef rządu.
Pod koniec lipca prezydent Karol Nawrocki wręczył akty nominacji 200 nowym asesorom. W związku z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z czerwca nie przekazał ich wcześniej szefowi rządu. W odpowiedzi na ruch Nawrockiego KRS wskazała, że o skuteczności aktów mianowania przesądzi udzielenie im kontrasygnaty przez premiera.