Donald Tusk był pytany we wtorek, w drodze powrotnej ze szczytu w Helsinkach, o spór prezydenta Karola Nawrockiego z wicepremierem, szefem MSZ Radosławem Sikorskim.
- Nie będę komentował przeszłości prezydenta i kwestii ustawek, czy generalnie swoistego hobby pana prezydenta, to nie do mnie to już należy. Jest wybrany, jest prezydentem, więc wyborcy przynajmniej po części zaakceptowali taki, a nie inny życiorys (Nawrockiego) - skomentował Tusk.
Prezydent w poniedziałkowym wywiadzie dla Wirtualnej Polski powiedział m.in., że szef MSZ ma "krótki lont" i nie trzyma ciśnienia. Był też pytany o słowa Sikorskiego, który w trakcie rozmowy z kanałem "Didaskalia" na YouTubie powiedział, że obaj z prezydentem mieli w przeszłości "quasi-rycerskie epizody". "On w Afganistanie, a pan prezydent w lesie" - brzmiała prośba WP o komentarz.
"On w Afganistanie z aparatem, a ja w lesie z pięściami? Jeżeli minister Sikorski czuje się rycerzem, to wypada mi pogratulować mu dobrego samopoczucia" - odpowiedział Nawrocki.
Między Nawrockim a Sikorskim trwa również spór o nominacje ambasadorskie, a w ostatnim czasie przyczynkiem do kolejnej politycznej przepychanki między środowiskiem prezydenta a szefem MSZ stało się brudne auto, które czekało na prezydenta na łotewskim lotnisku.
Tusk o "nieodbieraniu telefonu" przez Nawrockiego
Szef rządu podkreślił, że ważniejsze dla niego od "wymiany złośliwości między prezydentem a premierem Sikorskim" jest to, że "prezydent Nawrocki i jego otoczenie odmawia de facto współpracy, jeśli chodzi o politykę zagraniczną".
- Prawie codziennie spotykam się z próbami podważania autorytetu polskiego rządu i Polski przez kogoś z otoczenia prezydenta i to bardzo źle służy naszym interesom. Podjąłem naprawdę, i to bardzo łatwo udowodnić, próby bliskiej współpracy z prezydentem, jeśli chodzi o politykę zagraniczną, ale od wielu tygodni nie ma właściwie żadnej reakcji, włącznie z nieodbieraniem telefonu - przyznał premier.
- Początki (współpracy - red.) były nie najgorsze muszę powiedzieć. Przynajmniej prezydent odpowiadał na SMS-y albo na telefon - dodał.
Tusk zaznaczył, że "ta współpraca wydaje się oczywistą koniecznością i konstytucyjnym obowiązkiem, a niestety pan prezydent i jego ludzie raczej robią wszystko, żeby utrzymać konflikt i przede wszystkim, żeby wkraczać też w kompetencje, które są kompetencjami rządu".
Premier dopytywany o to, czy jeszcze dzwoni lub pisze do prezydenta, odpowiedział: - Nie, zaprzestałem, nie przynosiło to rezultatu.
Reporter TVN24 Jan Piotrowski dopytywał, kiedy po raz ostatni próbował tej formy kontaktu z głową państwa. - Nie wnikajmy w szczegóły. Ostatnio chyba kilka dni temu jeszcze spróbowałem - odpowiedział Tusk.
Tusk: Kaczyński stracił status przywódcy polskiej prawicy
Tusk skomentował też spory wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. - Nie kłóćcie się tam ludzie, tyle mogę im powiedzieć - powiedział.
Pytany, czy prezes PiS panuje jeszcze nad sytuacją w swojej partii, szef rządu odparł: - Już wiele tygodni temu powiedziałem, że nieprzypadkowo, kiedy patrzę na prezesa Kaczyńskiego i kiedy jego sejmowe koleżanki i koledzy wstają i krzyczą na przykład "Karol Nawrocki", to pan prezes też klaszcze, ale się nie cieszy.
Tusk dodał, że "nie była to złośliwość, tylko najprostsza analiza". - Wiadomo, że Jarosław Kaczyński stracił status przywódcy polskiej prawicy, czyli lidera polskiej prawicy, i wydaje się, że definitywnie. I to jest chyba powód, dla którego jego niemalże kult w Prawie i Sprawiedliwości niknie i właściwie stał się już przeszłością - kontynuował premier.
Według Tuska "to, co dzisiaj wyprawia (Mateusz) Morawiecki, jeszcze parę miesięcy temu było w ogóle nie do pomyślenia". - Trochę jest śmieszne, że konkurencja jest nawet na Wigilię z tego, co przeczytałem (...). Chociaż usiądźcie przy jednym stole w Wigilię - dodał premier, odnosząc się do doniesień Onetu. Według portalu Morawiecki zaplanował na wtorek spotkanie wigilijne, które ma się rozpocząć o godzinie 20, tuż po tym organizowanym od lat przez Kaczyńskiego.
Politycy PiS od wielu tygodni publicznie wymieniają się ostrymi uwagami o dalszym kierunku partii i strategii na kolejne wybory parlamentarne. Jedną z osi konfliktu jest spór zwolenników i przeciwników Morawieckiego wewnątrz formacji.
Narastający konflikt zauważył sam Jarosław Kaczyński, który w ubiegły piątek zwołał naradę w siedzibie partii na Nowogrodzkiej w celu załagodzenia go. Na naradzie nie pojawił się jednak Mateusz Morawiecki, który wraz z Beatą Szydło był w tym czasie na spotkaniu z wyborcami w Brzozowie na Podkarpaciu.
CZYTAJ TEŻ: "Walczy już nie jeden, dwóch, tylko kilkunastu". PiS versus PiS >>>
Były prezes TVP Jacek Kurski oskarżył też byłego premiera o to, że "realizuje jakiś plan" przeciwko PiS. W długim wpisie w mediach społecznościowych skrytykował też sposób prowadzenia przez Morawieckiego polityki, gdy ten był szefem rządu.
Autorka/Autor: os/akr
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Adam Warżawa/PAP