Do śmietnika na sygnale, z butelkami po piwie. Jest postępowanie w sprawie policjantów

Polska

tvn24Policjanci butelki po piwie wyrzucili do kosza przed supermarketem

Postępowanie wyjaśniające w sprawie policjantów, którzy jechali radiowozem na sygnale, by pozbyć się butelek po piwie, wszczął Komendant Powiatowy Policji w Garwolinie (woj. mazowieckie). Sprawdzi, czy funkcjonariusze nie dopuścili się uchybień i czy w sposób zasadny używali policyjnego koguta.

Sprawa wyszła na jaw dzięki amatorskiemu filmikowi, który nagrał jeden z mieszkańców Garwolina. Andrzej Kargól zauważył w radiowozie puste butelki po piwie. Zaniepokojony, zaczął domagać się od funkcjonariuszy wyjaśnień i postanowił nagrać zdarzenie telefonem komórkowym.

Policjanci, najwyraźniej zdenerwowani pytaniami, szybko go zbyli. Kłopotliwych butelek pozbyli się natomiast wrzucając je do śmietnika, do którego pojechali z włączonym kogutem.

Rzecznik komendy powiatowej policji asp. szt. Leszek Wielgosz wyjaśnia, że butelki to pozostałość po wcześniejszej interwencji mundurowych z udziałem rowerzysty.

- Te butelki były zostawione w miejscu publicznym. Nie chcąc zanieczyszczać miejsca publicznego zabrali je do radiowozu, by wyrzucić je następnie do kosza na śmieci - mówi w rozmowie z reporterem TVN24, Rafałem Stangreciakiem.

Na sygnale do supermarketu

Policjanci tłumaczyli, nie zdążyli jednak wyrzucić butelek, bo dostali kolejne zgłoszenie. Wtedy właśnie miał je zauważyć pan Andrzej.

- Rzecznik komendy głównej sam zachęca do tego, że jeżeli podejrzewamy, że ktoś może być po spożyciu alkoholu, należy go zatrzymać - wyjaśnia autor nagrania. Na jego pytanie, co w radiowozie robią butelki po piwie, jeden z funkcjonariuszy odpowiedział krótko: - Nie wiem. Pan Andrzej zadzwonił więc na policję. Chciał do czasu przyjazdu kolejnego radiowozu zatrzymać funkcjonariuszy, ci jednak wsiedli do samochodu i odjechali.

- Policjanci musieli dokończyć czynności, które zostały wcześniej rozpoczęte - tłumaczy rzecznik.

Funkcjonariusze odjechali, a po drodze włączyli koguta. Następnie zatrzymali się w sklepie, kupili owocowy napój, a butelki wyrzucili do kosza.

Kiedy ponownie zobaczyli pana Andrzeja z telefonem komórkowym, wyraźnie się zdenerwowali. - Pomówienie jest karalne. Ja nie muszę się panu tłumaczyć - stwierdził jeden z nich.

Policjantów przebadano po 30 minutach alkomatem, na komendzie i bez świadków. - Zero, zero - odpowiedział krótko funkcjonariusz, zapytany o stan trzeźwości kolegów.

Rzecznikowi brak słów

Rzecznik, który początkowo cierpliwie tłumaczył policjantów, po obejrzeniu całego nagrania pana Andrzeja, zaniemówił.

- W tym materiale jest dużo więcej informacji, niż te, do których ja miałem dostęp - przyznaje.

Autor: eos/ja / Źródło: tvn24