Polska

Delegalizacja stowarzyszenia. Dlaczego wniosek Międlara trafił do prokuratury?

Polska


Były ksiądz Jacek Międlar wystąpił do Ministerstwa Sprawiedliwości o rozwiązanie Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Resort skierował wniosek do prokuratury. Ministerstwo wyjaśnia, że odbyło się to zgodnie z wymogami przepisów administracyjnych.

Rzecznik ministra Sebastian Kaleta napisał na Twitterze: "MS o nic nie wnioskuje, przekazało pismo (Międlara) zgodnie z właściwością, a prokuratura musi odpisać, co z tym robi".

Procedurę w takich przypadkach jednoznacznie regulują przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego. Zgodnie z nimi, jeżeli organ administracji publicznej, do którego podanie wniesiono, jest niewłaściwy w sprawie, niezwłocznie przekazuje je do organu właściwego, zawiadamiając jednocześnie o tym wnoszącego podanie. A zwykły obywatel może żądać rozwiązania stowarzyszenia tylko za pośrednictwem prokuratora lub starosty.

Kluczowe "rażące" i "uporczywe" naruszanie prawa

Zgodnie z Prawem o stowarzyszeniach sąd na wniosek prokuratora lub starosty może rozwiązać stowarzyszenie, gdy jego działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie prawa albo postanowień statutu i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem. Wniosek o rozwiązanie może złożyć tylko starosta albo prokurator. Zwykły obywatel może żądać rozwiązania stowarzyszenia tylko za pośrednictwem jednego z tych organów.

Właściwy miejscowo (czyli urzędujący w mieście, w którym ma siedzibę stowarzyszenie) starosta oraz prokurator są - jak mówią przepisy - "organami nadzoru" nad stowarzyszeniami.

- Kompetencje prokuratora i starosty w zakresie składania wniosków są równoważne. To znaczy, że i prokurator, i starosta mają w tym względzie podobne uprawnienia - mówi portalowi tvn24.pl radca prawny Olga Malinowska z kancelarii Lech Obara i Współpracownicy. - Na wniosek starosty, prokuratora, lub też z własnej inicjatywy sąd przeprowadza postępowanie dowodowe. Po zakończeniu tego postępowania sąd wydaje postanowienie. Jeżeli postanowi o rozwiązaniu stowarzyszenia, to sąd rejestrowy wykreśla je z rejestru stowarzyszeń.

Katalog łagodniejszych konsekwencji

Rozwiązanie jest najsurowszą formą wyciągnięcia konsekwencji wobec stowarzyszenia łamiącego prawo. Sąd może też upomnieć władze stowarzyszenia albo uchylić niezgodne z prawem uchwały.

Rozwiązanie stowarzyszenia może nastąpić tylko wtedy, gdy stowarzyszenie łamie prawo rażąco lub uporczywie i "i nie ma warunków do przywrócenia działalności zgodnej z prawem". Obie przesłanki muszą być spełnione łącznie. Gdy sąd uzna, że są warunki, aby skutecznie przywołać stowarzyszenie do porządku, to go nie rozwiązuje.

"W praktyce najpierw następuje odpowiednie upomnienie, aby udowodnić przed sądem, że naruszenie prawa lub statutu ma charakter uporczywy albo rażący" - pisze radca prawny dr Mateusz Dróżdż z Uczelni Łazarskiego na łamach fachowego czasopisma "Przegląd Prawa Handlowego".

Rzadkie przypadki delegalizacji

Dr Dróżdż dowodzi, że rozwiązanie stowarzyszenia w Polsce jest niezwykle rzadko stosowane w praktyce, bo przepisy obowiązujące w tej dziedzinie budzą zastrzeżenia ekspertów, a orzecznictwo sądów jest niejednolite i niezbyt obszerne.

Ze zgromadzonych przez niego informacji wynika, że po 1990 roku sądy trzy razy rozwiązywały stowarzyszenia: w 1995, 2005 i 2009 roku. Podstawą były: bezprawne długotrwałe podszywanie się przez stowarzyszenie pod adres uznanej uczelni; nieprowadzenie dokumentacji przez stowarzyszenie i bezprawne pobieranie opłat od osób trzecich oraz - w ostatnim przypadku - głoszenie poglądów antysemickich i nawoływanie do zmian ustroju na wzór faszystowski. W tym ostatnim przypadku sprawa była aż nadto ewidentna. Na członkach rozwiązanego stowarzyszenia ciążyły wyroki karne.

"Rozwiązanie stowarzyszenia jest najrzadziej stosowanym środkiem nadzoru, gdyż wolność zrzeszania się jest podstawowym prawem zagwarantowanym w Konstytucji RP" - przypomina radca prawny dr Mateusz Dróżdż.

Wniosków dużo, postanowienia umarzane

Częściej sądy odmawiały delegalizacji stowarzyszeń. Kilkakrotnie w ostatnich latach przed sądami były umarzane postępowania o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego w całej Polsce. Sąd nie uwzględnił również na przykład wniosku białostockiej prokuratury o delegalizację stowarzyszenia kibiców miejscowego klubu piłkarskiego. Mimo podejmowanych prób, m.in. przez SLD, nie została zdelegalizowana również Młodzież Wszechpolska. W ostatnich dniach częstochowska prokuratura odmówiła wystąpienia do sądu o delegalizację ONR, o co wnioskowała Platforma Obywatelska. Prokurator uznał, że nie ma dowodów, jakoby ONR rażąco lub uporczywie łamał prawo.

Co dalej z wnioskiem byłego księdza

W przypadku wniosku Jacka Międlara o delegalizację Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych prokuratura będzie musiała najpierw sama ocenić, czy w ogóle istnieją dowody pozwalające obronić ewentualny wniosek przed sądem.

Petycja Międlara zawiera bowiem bardzo ogólnikowe zarzuty. Przeczytać można w niej m.in., że "Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, będący organizacją pozarządową i działający w ramach Stowarzyszenia Trzyrzecze, jest odpowiedzialny za blokowanie facebookowych profili, permanentne zohydzanie, deprecjację i obrzucanie inwektywami patriotów, katolików i narodowców". Zarzuca mu się też działanie antypolskie i kierowanie obraźliwych określeń - "faszyści", "naziści", "rasiści", "ksenofobowie" pod adresem "miłujących Boga i Ojczyznę".

Szef OMZRiK Rafał Gaweł oświadczył, że sam fakt, iż "wniosek osób popierających neofaszystów, którzy obnoszą się ze swoimi poglądami, jest analizowany przez prokuraturę, jest skandalem i wydarzeniem bez precedensu".

Autor: jp/ib / Źródło: TVN24.pl, "Przegląd Prawa Handlowego"