Kiedy Polska 2050 - partia, której jednym z postulatów było poprawienie jakości życia osób z niepełnosprawnością - otworzyła w Opolu nowe biuro poselskie na trzecim piętrze bez windy, w sieci zawrzało. Politycy obiecali, że "będą schodzić do ludzi".
Gdy ze schodów na dworcu kolejowym w Libiążu zniknęła płoza podjazdu, media alarmowały, że rodzice z dziećmi w wózkach nie mogą się dostać na peron. Okazało się, że to kolej zlikwidowała podjazd, bo był zbyt stromy. Urzędnicy zapowiedzieli, że brakująca płoza wróci na miejsce. Przejście podziemne ma tam powstać dopiero za około dwóch lat.
A kiedy wyszło na jaw, że w powiatowym zespole do spraw orzekania o niepełnosprawności w Krakowie toalety są za małe dla osób poruszających się na wózkach, brakuje oznaczeń dostosowanych do osób niewidomych, a przed wejściem nie ma odpowiednich miejsc parkingowych, urzędnicy obiecali zmiany. Zrobili to dopiero, gdy nagłośniliśmy sprawę.
Podobne przypadki można mnożyć: uszkodzone podjazdy, które miesiącami czekają na naprawę, połacie miasta bez ani jednej publicznej toalety i przystanki, z których skorzystają tylko osoby o dobrym wzroku.
Dla kogo ułatwienia?
Liczba osób z niepełnosprawnością w Polsce rośnie.
Tymczasem podjazdy i czytelne komunikaty ułatwiają życie także innym. Szczególne potrzeby w przestrzeni miejskiej mają też na przykład rodzice z dziećmi, osoby ciężarne, menstruujące (szczególnie te cierpiące np. na endometriozę) i seniorzy.
- Jakie bariery napotykają osoby z niepełnosprawnościami w polskich miastach?
- Dlaczego udogodnienia w przestrzeni miejskiej są ważne nie tylko dla OzN?
- Jakie psychologiczne skutki niesie ze sobą brak dostępności?
- Jak sprawdzić, jak wygląda miasto z perspektywy dziecka lub osoby z ograniczoną mobilnością?
Na nich ta wyliczanka się nie kończy: idąc z walizką, prawdopodobnie ucieszymy się na widok podjazdu i niskopodłogowego tramwaju, a lecząc zakwasy po treningu, chętnie odpoczniemy na ławce.
- Ułatwienia dla osób, które mają szczególne potrzeby, ułatwiają życie tym, którzy mogliby sobie poradzić w życiu codziennym, gdyby tych ułatwień nie było. Mam na myśli osoby, które na przykład troszeczkę gorzej się czują, młodych rodziców, którzy poruszają się z wózkiem dziecięcym po mieście, osoby starsze - wylicza Magdalena Milert, architektka, urbanistka i autorka książki "Dla kogo jest miasto?".