"Czasem ktoś dostanie lek taniej, większość będzie miała trudniej"

Polska

Aktualizacja:

W Sejmie ważą się losy wartego 12 mld zł rynku leków refundowanych. Rząd proponuje zmiany, które mają obniżyć ceny laków. Opozycja twierdzi, że zapłacimy więcej. - Poradzą sobie tylko wielkie koncerny farmaceutyczne - ocenia Bolesław Piecha z PiS. Irena Rej, prezes izby gospodarczej Farmacja Polska: - W tym projekcie są dziury. Czasem ktoś dostanie lek taniej, ale większość będzie miała trudniej.

W czwartek o rządowym projekcie mówiła w Sejmie minister zdrowia Ewa Kopacz: - Mam jeden cel. Polski pacjent ma mieć tańsze leki, ma mniej dopłacać do leków - uzasadniała konieczność wprowadzenia tzw. ustawy refundacyjnej, która w założeniach ma obniżyć ceny leków i zapewnić ich równą dostępność.

Zdaniem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ustawa nie będzie jednak służyła klientom aptek: - Uważamy, że wprowadzenie cen sztywnych jest niekorzystne dla konsumentów. Alternatywą mogłoby być wprowadzenie cen maksymalnych. To dałoby szansę aptekom konkurować cenowo o klienta - mówi prezes UOKiK Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel.

Do Ministerstwa Zdrowia trafiło w tej sprawie pismo sporządzone przez UOKiK: "Nie jest jasne w jaki sposób uniemożliwienie aptekarzowi zastosowania niższej marży, a więc sprzedanie leku po niższej cenie, miałoby być korzystne dla klienta".

Ucierpią mieszkańcy małych miast?

Rządowy projekt torpeduje również opozycja: - Z dotychczasowych zapisów ustawy wynika, że pacjent zapłaci więcej - mówił w Sejmie były minister zdrowia Marek Balicki z SLD.

Kolejny z byłych szefów tego resortu, Bolesław Piecha dodał: - Śledzę to, co się dzieje na rynkach farmaceutycznych i nie wierzę. Poradzą sobie tylko wielkie koncerny farmaceutyczne - ocenił polityk PiS.

Zdaniem opozycji ustawa refundacyjna uderzy w mniejszych producentów leków, hurtowników i aptekarzy. Szczególnie bolesne mogą się dla nich okazać zapisy dotyczące zakazu jakichkolwiek promocji na rynku farmaceutycznym i urzędowego obniżenia o połowę marży hurtowej. - Szacujemy, że w przeciągu roku może być zamkniętych ok. 2 tys. aptek - przewiduje Piotr Kula z Pharma Expert. I dodaje: - Najbardziej ucierpią mieszkańcy małych miast i wsi.

Niezgodnie z konstytucją?

Poważne usterki rządowego projektu zauważają też konstytucjonaliści. Zarzucają niezgodność z konstytucją: - Instytucja sztywnych cen i marż, które nie pozwalają manewrować narusza zasadę wolności działalności gospodarczej - uważa konstytucjonalista prof. Paweł Sarnecki.

Drugi poważny zarzut prawny dotyczy braku oceny skutków wprowadzenia ustawy. - W tym projekcie są takie dziury, że będziemy wpadać jak w tsunami. Czasem ktoś wypłynie, czasem dostanie lek taniej, ale większość będzie miała trudniej - komentuje Irena Rej, prezes izby gospodarczej Farmacja Polska.

Źródło: tvn24