Nękane w internecie dzieci "piszą o tym, że się samookaleczają"

TVN24

tvn24Ofiary w sieci. Materiał "Czarno na białym"

- Przepłakałam pół swojego dzieciństwa, a moja mama razem ze mną - mówi w rozmowie z "Czarno na białym" kobieta, która po wielu latach wciąż nie może zapomnieć o tym, jak była nękana w szkole. Przemoc słowna w internecie przybiera ogromne rozmiary. - Cybernękanie odbywa się w ten sposób, że na przykład dziecko piszę do dziecka: "twoi rodzice mieli zapłacone, żeby cię adoptować, to nie są twoi rodzice" - mówi Michał Wroczyński, specjalista pracujący nad rozwiązaniami, które mają pomóc nękanym w internecie dzieciom.

- My, lekarze, patrzymy na przemoc internetową jak na chorobę zakaźną. Jest jak epidemia, pandemia, rozprzestrzenia się - mówi Michał Wroczyński, specjalista od sztucznej inteligencji.

- Jest coraz większe przyzwolenie na mocne słowa, na traktowanie ludzi bez szacunku. Tak więc młodzi ludzie to biorą, myślą, że to jest jakaś norma, że tak można - wyjaśnia Łukasz Wojtasik, koordynator projektu "Dziecko w sieci" Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę".

- Ze wszystkich parametrów, którymi moglibyśmy mierzyć to, co dzieje się w społeczeństwie, najważniejszą daną, która mówi "coś jest nie tak", co nas alarmuje, to są samobójstwa dzieci - podkreśla Wroczyński.

"Łatwiej jest sobie znaleźć cel niż zostać celem"

O swoich doświadczeniach reporterce TVN24 opowiada dziewczyna, która chce zachować anonimowość.

- Jak dawałam jakiś opis, to dostawałam wiadomości: "po co, ty s**o?". Dostawałam wiadomości, od znajomych, które rozchodziły się. Próbowałam na nie odpowiedzieć, ale moje próby odpowiadania kończyły się tym, że na podwórku byłam wyśmiewana za to, co robię, kim jestem i za kogo się uważam, że tak mogę odpowiedzieć. Doszło do tego, że cała klasa, większa cześć klasy, była przeciwko mnie. Przerwy spędzałam koło wychowawcy, koło nauczyciela. Zawsze bolał mnie brzuch, zawsze do pielęgniarki na przykład biegłam, bo myślałam, że tak jest lepiej, bo wtedy mama mnie odbierała. Mogłam iść do domu, mogłam siedzieć w pokoju i wtedy byłam bezpieczna - opowiada z płaczem ofiara nękania w sieci.

Koszmar - dziś już kobiety - zaczął się w drugiej klasie podstawówki. Od tamtego czasu minęło wiele lat, ale wspomnienia wciąż budzą ogromne emocje.

- Przepłakałam pół swojego dzieciństwa, a moja mama razem ze mną, bo nie mogła na to patrzeć, że siedzę i płaczę - wspomina. - Miałam dobry kontakt z rodzicami. Jak wstawiłam zdjęcie z rodzicami, to dostawałam wiadomości, że co to jest, że córusia, że zawsze musi być mamusi, że nigdy niczego nie osiągnę - mówi o komentarzach, które spotykały ją ze strony rówieśników.

- Było tyle różnych wiadomości. Jestem pełna podziwu dla kreatywności dziecka, które ma 10-11 lat. Ile nienawiści może wyniknąć z tego, że po prostu mam inne ciuchy - zaznacza rozmówczyni "Czarno na białym". Przypomina, że każda jej aktywność w internecie była powodem krytyki pod jej adresem.

- Wszyscy inni podłapywali zabawę. Nie było reakcji. Przez podstawówkę nie było kogoś, kto stanąłby po mojej stronie. Byli tylko ci, którzy podłapywali zabawę i krytykowali razem z resztą. Łatwiej jest sobie znaleźć cel niż zostać celem - tłumaczy.

Po trzech latach koszmaru poprosiła mamę o zmianę szkoły.

"Widziałam nienawiść od ludzi, której nie było"

- Spotkałam się z groźbami, spotkałam się z wyzywaniem, z obniżaniem mojej wartości. Często próbowałam o tym nie myśleć. Ludzie mówili mi: nie myśl o tym, zostaw to, przecież to tylko jakieś głupie komentarze. Szczerze mówiąc, myślę, że nie ma osoby, na którą to nie wpływa. Każde takie słowo gdzieś rani, zostawia jakąś rysę. Nawet jak próbujemy o tym nie myśleć, to zostaje gdzieś w środku - mówi aktorka Julia Wróblewska.

Wróblewska dorastała na planie filmowym. Jako ośmiolatka zagrała w filmie "Tylko mnie kochaj", później były seriale i inne produkcje telewizyjne.

Doświadczyła internetowej mowy nienawiści.

- To zaczęło wpływać na moje życie, na moje poczucie własnej wartości, na moje lęki - dodaje. 20-letniej dziś aktorce pomogła terapia, na którą zdecydowała się, gdy zauważyła, że w jej życiu coś jest nie tak. - W pewnym momencie nie wytrzymałam tego, co się dzieje. Zaczęłam źle się czuć, bałam się chodzić na eventy, do szkoły. Miałam paranoiczne myśli, wszędzie widziałam krzywe uśmiechy, złe spojrzenia. Widziałam nienawiść od ludzi, której nie było i zachowywałam się jeszcze głupiej - wspomina aktorka.

O hejcie, o tym, jak na nią wpływa i o terapii, której się poddała, napisała w internecie. Dostała lawinę wiadomości od ludzi z podobnymi doświadczeniami.

- Dzieciaki się do mnie zwracają. Jestem załamana tym, ile przemocy jest w szkole, wśród dzieci. Piszą o tym, że się samookaleczają, wyżywają na sobie, mają autodestrukcyjne zachowania i rodzice nie chcą zaprowadzić ich na terapię, bo uważają, że to jest ich wymysł. Boję się o te dzieciaki, bo samookaleczenie często prowadzi do samobójstwa - mówi ze łzami w oczach Wróblewska.

- Niektóre dzieciaki wysyłają mi zdjęcia swoich sznyt na rękach. To jest dla mnie wstrząsające, to, co się dzieje, jak bardzo zezwalamy na przemoc nie tylko w internecie i nikt nic z tym nie robi - zaznacza.

"Boją się konsekwencji, boją się oceny, boją się kary"

Tylko 18,6 procent dzieci doświadczających cyberprzemocy zgłasza to rodzicom. Jeszcze mniej mówi o tym nauczycielom lub kolegom.

Łukasz Wojtasik, koordynator projektu "Dziecko w sieci" Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę" wskazuje, że dzieci "boją się konsekwencji, boją się oceny, boją się kary". Cyberprzemoc dotyka najczulszych punktów, koncentruje się w wirtualnym świecie, czyli tam, gdzie młodzi ludzie spędzają dużą część swojego życia, gdzie szukają przyjaźni, akceptacji, zrozumienia.

Lekarz i specjalista od sztucznej inteligencji Michał Wroczyński wyjaśnia, że "cybernękanie to nie są brzydkie słowa, to nie są wulgaryzmy". - Cybernękanie odbywa się w ten sposób, że na przykład dziecko piszę do dziecka: "twoi rodzice mieli zapłacone, żeby cię adoptować, to nie są twoi rodzice". Tu nie ma żadnego wulgaryzmu, ale to jest bardzo niebezpieczna treść. Nie ma obecnie skutecznych systemów, które wykrywałyby tę ładną przemoc w białych rękawiczkach. "Nikt cię nie lubi", "nie chcemy ciebie" - tu nie ma żadnych brzydkich słów - podkreśla Wroczyński, który wraz z gronem naukowców ze Stanów Zjednoczonych pracuje nad wykorzystaniem nowoczesnych technologii do walki z cybernękaniem.

Wroczyński zwraca uwagę, że kiedyś nękanie dzieci odbywało się w określonym czasie i miejscu, gdy napotykały swojego oprawcę. - Teraz ta nowa forma przemocy jest 24 godziny z dzieckiem w dowolnej lokalizacji. Mówimy o pewnej epidemii przemocy, dlatego że kiedyś to były wyjątki. Teraz bardzo wiele dzieci - niezaburzonych, normalnych - przyłącza się do ataku na niewinną ofiarę. Scenariusz jest dość podobny: chodzi o odsunięcie od stada, sprawienie, że ktoś będzie czuł się słabszym - tłumaczy Wroczyński.

- Często my, dorośli, nie doceniamy tego, jak poważne mogą być konsekwencje hejtu, cyberprzemocy. Szczególnie dla młodych ludzi to jest bardzo trudne doświadczenie, bo dla nich internet jest punktem odniesienia. Bardzo często w internecie poszukują potwierdzenia swojej wartości, tego, czy są mądrzy, zdolni, ładni - zwraca uwagę Wojtasik.

Dzieci w internecie szukają uwagi, akceptacji, przyjaźni. Tym silniej, im mniej zainteresowania okazują im dorośli.

Wojtasik wskazuje, że jeśli dzieci nie otrzymują akceptacji i potwierdzenia własnej wartości w internecie lub gdy wręcz "spotykają się z jakimś zaprzeczeniem często w wulgarnej formie hejtu to jest to dla nich dramat, często koniec świata".

Kradzież zdjęć i ich publikacja bez zgody zainteresowanego, wysyłanie treści o charakterze seksualnym, internetowe podszywanie się pod prześladowaną osobę, komentowanie, poniżanie, ośmieszanie, wysyłanie wiadomości, to wszystko to cybernękanie, które zawsze ma wpływ na świat rzeczywisty.

"10 procent młodych ludzi w Polsce ma za sobą próby samobójcze"

Według wyników raportu Najwyższej Izby Kontroli, blisko 40 procent dzieci w Polsce spotyka się z cyberprzemocą. - Ostatnie badania, które prowadziliśmy, pokazują bardzo alarmujące dane. 10 procent młodych ludzi w Polsce ma za sobą próby samobójcze, odsetek samookaleczeń również wzrasta i często przyczyną takich sytuacji jest hejt, przemoc ze strony rówieśników - podkreśla Wojtasik.

W zeszłym roku w Polsce 115 osób w wieku 13-18 lat popełniło samobójstwo. Ta liczba jest na podobnym poziomie od kilku lat. Jednak w policyjnych statystykach można zobaczyć pewną szokującą zmianę.

W 2017 roku - to ostatni rok, z którego pochodzą statystyki - były aż 702 próby samobójcze wśród nastolatków. To oznacza, że każdego dnia jeden-dwóch nastolatków próbuje zakończyć swoje życie. Tylko w porównaniu z 2016 rokiem ta liczba wzrosła o 234 przypadki.

Psycholog i prezes Fundacji "Zobacz, Jestem" Danuta Wieczorkiewicz prowadzi kampanię o przeciwdziałaniu samobójstwom dzieci.

- Nie możemy powiedzieć, że jedno zjawisko ma decydujący charakter. Na pewno jest tak, że internet, cyberbullying (cybernękanie - red.), przemoc rówieśnicza ma ogromny wpływ - zauważa. - Chodzi o to, że mamy czynniki chroniące dzieci i czynniki spustowe. Jeżeli dziecko ma za mało czynników chroniących, którymi jest na przykład dobra relacja w rodzinie albo zadowolenie, albo grono przyjaciół, albo zainteresowania, to wtedy przemoc rówieśnicza, która się dzieje w rzeczywistości albo w internecie, może być tym czynnikiem spustowym, który przelewa czarę goryczy - tłumaczy.

Ogromna rola do wypełnienia należy do rodziny, rodziców, bliskich, by nigdy nie lekceważyć gróźb samobójczych, wspierać, dopytywać o nastrój i bez wahania zwracać się po pomoc do psychologów, psychiatrów czy służb interwencji kryzysowych.

Najważniejszą kwestią pozostaje edukacja

Według raportu z badania przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych, 95,6 procent młodzieży spotyka się z mową nienawiści w internecie.

W Polsce dla dzieci w momencie kryzysowym deską ratunku jest telefon zaufania 116111. Tu na pomoc mogą liczyć ofiary internetowego hejtu. Fora internetowe mają administratorów, którzy przeszukują sieć i kasują komentarze. Można też samemu zgłaszać te obraźliwe, ale to zawsze jest działanie po fakcie.

Michał Wroczyński wraz z gronem naukowców ze Stanów Zjednoczonych pracuje nad systemem, opierającym się na sztucznej inteligencji, który będzie wykrywać i blokować obraźliwe komentarze jeszcze przed ich wysłaniem, na etapie wpisywania treści. Program już wkrótce rusza w Stanach Zjednoczonych.

- Już w marcu będziemy chronić pierwsze dzieci w grach komputerowych - podkreśla Wroczyński.

Eksperci zgodnie przyznają, że najważniejszą kwestią pozostaje edukacja. - Jeżeli uczymy młodych ludzi szacunku do mniejszości seksualnych, do odmienności, do osób innej narodowości, to wtedy gotowość do krzywdzenia ich będzie mniejsza albo nie będzie jej wcale. Jeżeli uczymy szacunku w ogóle do ludzi, to też gotowość do krzywdzenia kolegów z klasy będzie mniejsza - tłumaczy Łukasz Wojtasik.

Autor: tmw/adso / Źródło: tvn24