Polska

"Cimoszewicz jest już gotów poprzeć Tuska"

Polska

Aktualizacja:

Jeśli przestanie się bać, że straci panowanie w PO i zdecyduje się kandydować, to wygra prezydenturę. I Donaldowi Tuskowi pomoże w tym według Janusza Palikota nie tylko to, że "jest mężem stanu", ale i poparcie Włodzimierza Cimoszewicza. - Rozmawiałem z nim długo. On już jest teraz bardzo bliski ideowo Platformie - przekonuje poseł PO w rozmowie z Anitą Werner i Pawłem Siennickim.

Jak bliski Cimoszewicz jest dzisiaj premierowi? - Tak, że gotów jest poprzeć Tuska w wyborach prezydenckich. Może nawet odegrać jakąś rolę niespodziewanie w nowym rządzie, większą niż myślimy - mówi wiceszef klubu PO w wywiadzie dla dziennika "Polska".

Samotność męża

Argumentów, które przemawiają w walce o prezydenturę za szefem Platformy, Janusz Palikot ma wiele. Między innymi czas. - Tusk przeszedł podobną drogę jak Miller. On też przez lata przegrywał, wyszedł z kompletnego dna politycznego jako facet, który pożyczył pieniądze w Moskwie, a wszedł na pozycję premiera, kanclerza. Za Tuskiem też ciągnęły się liberały-aferały. Patrzył, jak upadają jego najbliżsi koledzy z KLD, umoczeni w różne relacje. Pasmo tego ciągłego ledwoprzeżycia politycznego go ukształtowało. Teraz jest na fali wznoszącej - przekonuje.

Wiceprzewodniczący klubu Platformy przyznaje jednak, że cena za bycie na tej fali jest - tak jak ona - wysoka. Ale nawet w "samotności długodystansowca", którą przypisuje Donaldowi Tuskowi, znajduje cechy, które świadczą o jego politycznej sprawności. - Właśnie dlatego jest absolutnym mężem stanu. On nas wprowadza w nowoczesny świat - podkreśla.

Samotności dostarczyła obecnemu premierowi ponoć przede wszystkim afera hazardowa. - To był dla niego szok, że zawiedli go koledzy. On miał głęboką nić przyjaźni i braterstwa z Drzewieckim, Schetyną. To się po prostu skończyło. (...) Ukryli przed nim informację, że mieli kontakty. (...) Pytał ich o różne rzeczy, a oni mu nie powiedzieli w pewnym momencie całej prawdy - opisuje Palikot.

Tusk daje lekcję

Zresztą afera hazardowa zdaniem posła Platformy odbiła się rykoszetem nie tylko od Donalda Tuska.

Takiego Ziobrę można atakować, bo to jest zimny drań, związany z Rydzykiem, a Rydzyk to jest człowiek służący interesom rosyjskim w Polsce. Więc Ziobrę trzeba tępić, wypalić gorącym żelazem. Janusz Palikot

Jeżeli jednak szef klubu PO siłę tę zachowa i pokaże, że w czasie kryzysu potrafi zapanować nad partią, to zdaniem Palikota wygra konkurs na prawdziwego przywódcę. - Tusk daje mu szansę: jeżeli przejdziesz przez to, to się naprawdę ukształtujesz, będziesz zdolny do przywództwa. - To była więc lekcja wychowawcza Tuska? - Nie tylko dla Schetyny, również dla (Sławomira) Nowaka. On poleciał za karę, bo był za blisko, a teraz musi się od dołu zbudować. Na razie jeszcze się nie pozbierał, bo to musi boleć. Dostał w zęby, nikt z tego łatwo nie wychodzi - diagnozuje Palikot.

"Jestem gnojem"

A co wiecznie kontrowersyjny poseł ma do powiedzenia o sobie? Poza tym, że wróży sobie 17-procentowe poparcie w wyborach prezydenckich (do których, jako "patriota Platformy" nie wystartuje), kreśli plan ofensywy na cały rok.

Braciom Kaczyńskim "obiecuje" odpuścić. - Już nie można ich dalej ciosać, bo to już tylko wzbudza litość. Obu braci już odarliśmy z prawdziwego znaczenia w polityce. Ale są inni. (...) Takiego Ziobrę można atakować, bo to jest zimny drań, związany z Rydzykiem, a Rydzyk to jest człowiek służący interesom rosyjskim w Polsce. Więc Ziobrę trzeba tępić, wypalić gorącym żelazem - podkreśla. A to przede wszystkim za to, że europoseł PiS w grze politycznej posługuje się zdaniem Palikota "cynicznie największymi wartościami dla Polaka, czyli wiarą, Matką Boską, rodziną i Kościołem".

Do "wypalania" byłego ministra sprawiedliwości Janusz Palikot ma używać tych samych narzędzi, którymi do tej pory "uszkadzał liderów PiS-u". - Moim celem było ich ośmieszyć, wyszydzić, skompromitować, sprowadzić do niskiego parteru, doprowadzić do sytuacji, że oni nie są wielkimi przywódcami i nie mogą uwieść narodu - przyznaje.

I żeby to osiągnąć znów nie zawaha się uświęcić środków. - Cóż, jestem gnojem, który ma użyźnić ziemię polskiej polityki. Można mnie rozrzucić na polach, zaorać i zasiać na tym zboże, którym się nakarmi ludzi.

Źródło: "Polska The Times"

Pozostałe wiadomości