Cichy koniec głośnej afery "jednorękich bandytów"

TVN24

Urzędnicy Ministerstwa Finansów od siedmiu lat wiedzieli o nieprawidłowościach w branży hazardowej [materiał programu "Uwaga!" TVN z 2010 roku]UWAGA TVN, fot. TVN24
wideo 2/7

Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące odpowiedzialności wysokich rangą byłych urzędników Ministerstwa Finansów za aferę "jednorękich bandytów" - ustalił tvn24.pl. Nielegalnie działające automaty - w latach 2005 do 2009 - tylko w miesiąc przynosiły kasie państwa straty szacowane na miliard złotych.

Umorzone śledztwo toczyło się w Prokuraturze Regionalnej w Poznaniu pod bezpośrednim nadzorem Prokuratury Krajowej. Decyzja o jego zakończeniu zapadła bez rozgłosu, ostatniego dnia marca tego roku. Wcześniej w tej samej sprawie zarzuty niedopełnienia obowiązków prokurator postawił siedmiu wysokim rangą urzędnikom Ministerstwa Finansów.

Ministerstwo wiedziało o przekrętach. Nie reagowało przez lataUWAGA TVN, fot. TVN24

- Podejrzani nie wyczerpali swoim zachowaniem ustawowych znamion czynu zabronionego - przekazał nam rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Poznaniu Jacek Pawlak. Jak dodał, uzasadnienie postanowienia o umorzeniu śledztwa liczy ponad tysiąc stron.

Siedmioro z Ministerstwa Finansów

Decyzja prokuratury oznacza, że żaden z byłych urzędników Ministerstwa Finansów nie poniesie odpowiedzialności za patologiczną sytuację, jaka miała miejsce między 2005 a 2009 rokiem na rynku automatów do gier hazardowych, tak zwanych jednorękich bandytów.

Wtedy kraj dosłownie zalały dziesiątki tysięcy automatów pozwalających na prowadzenie niezgodnych z prawem gier o wysokie wygrane. Zarzuty w tej sprawie usłyszało siedmiu urzędników z resortu finansów, z pionu nadzorującego rynek automatów hazardowych. Wśród nich najwyższa rangą była Anna C. pełniąca funkcję zastępcy dyrektora służby celnej. Innemu z urzędników prokurator zarzucał, że certyfikował blisko 20 tysięcy "jednorękich bandytów". Wszystkie pozwalały na grę o wysokie stawki, a nie - jak wówczas zezwalało prawo - na jednorazowe wygrane o wartości kilkudziesięciu złotych.

W efekcie według danych, do których dotarli reporterzy programu "Uwaga!" TVN, tylko w 2008 roku przez automaty przepłynęło 8,5 miliarda złotych. Tymczasem ich właściciele odprowadzali minimalny, zryczałtowany podatek od gier na niskie stawki. Podatek ten wynosił kilkadziesiąt euro od automatu, a nie - jak powinno to mieć miejsce w przypadku wysokich wygranych - 45 procent.

Wędrujące śledztwo

Śledztwo dotyczące odpowiedzialności urzędników Ministerstwa Finansów toczyło się intensywnie aż do 2014 roku, gdy prokuratorzy przedstawili zarzuty karne ówczesnemu wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy.

Projekt zarzutów karnych dla wiceministra finansów były efektem pracy pięcioosobowego zespołu prokuratorów z pionu przestępczości zorganizowanej w Prokuraturze Apelacyjnej w Białymstoku. Wcześniej w różnych wątkach dotyczących "afery hazardowej" postawili oni zarzuty około 200 osobom.

Jednak do samego ogłoszenia zarzutów wiceministrowi Kapicy, który nadzorował służbę celną, nigdy nie doszło. Jak pisaliśmy w październiku 2014 roku, śledztwo - w wątku dotyczącym odpowiedzialności urzędników ministerstwa finansów - zostało w tajemniczych okolicznościach odebrane zespołowi prokuratorów i przekazane do prokuratury w Poznaniu.

Afera była. Nie ma winnych

I to właśnie prokuratorzy z Poznania uznali, że żaden z byłych urzędników Ministerstwa Finansów nie ponosi odpowiedzialności za aferę "jednorękich bandytów".

- W sprawie przeanalizowano obszerną dokumentację na przestrzeni lat 2005 do 2009, odnoszącą się do prowadzonej ówcześnie polityki hazardowej, ze szczególnym uwzględnieniem działalności dotyczącej punktów gier o niskich wygranych i zgłaszanych do Ministerstwa Finansów nieprawidłowości dotyczących tego rynku. Przesłuchano funkcjonariuszy służby celnej, którzy podejmowali czynności w zakresie weryfikacji punktów gier, co pozwoliło na poczynienie ustaleń odnośnie faktycznej skali ujawnianych wówczas nieprawidłowości i ich rodzaju - wymienia w odpowiedzi na nasze pytania prokurator Jacek Pawlak z prokuratury regionalnej w Poznaniu.

- Na podstawie całokształtu zebranego materiału dowodowego nie stwierdzono, by podejrzani, zważywszy na rodzaj stwierdzanych wówczas nieprawidłowości dotyczących działania automatów, dopuścili się jakiegokolwiek niedopełnienia obowiązków - dodaje.

Afera lat PiS i PO

Mimo umorzenia śledztwa i uwolnienia od zarzutów byłych urzędników resortu finansów prokuratorzy dowiedli, że funkcjonowanie rynku "jednorękich bandytów" doprowadziło do wielomiliardowych strat w budżecie.

- To zarówno okres rządów Prawa i Sprawiedliwości, jak i Platformy Obywatelskiej. Może dlatego uznano, że afera była, ale nie miała winnych - mówi nam jeden ze śledczych.

Gdy w 2010 roku reporterzy magazynu "Uwaga!" poinformowali o przedstawieniu zarzutów wiceszefowej służby celnej Annie C., ta przesłała redakcji oświadczenie. Wynikało z niego, że od 2006 roku informowała swoich przełożonych o nieprawidłowościach. Wśród przełożonych Anny C. był ówczesny wiceminister finansów i szef służby celnej Marian Banaś. Dziś Banaś odpowiada za pion skarbowy w ministerstwie finansów, budując Krajową Administrację Skarbową.

Autor: Robert Zieliński, r.zielinski@tvn.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock