Historia w pewnym sensie zatoczyła koło - mówiła wzruszona Agnieszka Knyt, redaktorka naczelna wydawnictwa Ośrodka Karta. - Wzruszam się, bo tę deklarację podpisał mój dziadek, który był mi bardzo bliski - wyjaśniła.
Wzruszenie jest zrozumiałe. Knyt znalazła bowiem podpis swojego dziadka, Wacława Kokoszki, sprzed stu lat - gdy ten był jeszcze dzieckiem. Miał wówczas 11 lat i był uczniem szkoły powszechnej w Sitnem pod Warszawą.
- Moi dziadkowie mieszkali w małej wsi na Mazowszu. Byli prostymi rolnikami, ale dziadek zawsze miał niesamowitą ciekawość świata. Jako pierwszy w ogóle z tej wsi zrobił maturę - wspomniała.
Kokoszka był jednym z 1,3 miliona Polaków, którzy w 1926 roku podpisali Deklarację o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych - największą laurkę świata.
To 111 tomów, w których sto lat temu zebrano podpisy Polaków w podzięce Stanom Zjednoczonym za pomoc w odzyskaniu niepodległości i pomoc humanitarną na ogromną skalę.
Znaczenie tej pomocy wyjaśnił redaktor naczelny kwartalnika "Karta" Zbigniew Gluza - Ta pomoc była ratunkowa. To nie jest przesada. Przecież tak naprawdę pierwsza wojna światowa rozgrywała się na ziemiach polskich w dużej mierze i była dramatycznie wyniszczająca - ocenił.
"Wtedy była ambicja, żeby podpisywać się równo i ładnie"
Wśród sygnatariuszy był również 10-letni Jan Jasak, dziadek Agnieszki Lubelskiej z fundacji Ośrodka Karta. - To było dla mnie bardzo osobiste przeżycie, gdy człowiek nieżyjący od kilkudziesięciu lat jest podpisany. Jest dowód na to, że istniał, że przeżył - stwierdziła.
Najwięcej podpisów jest właśnie uczniów, nauczycieli, całych społeczności szkolnych. Najmłodsi sygnatariusze mieli zaledwie 7-8 lat.
Takich dowodów istnienia ten wyjątkowy dokument jest pełen. Wśród nich był nieżyjący już Cyprian Skwarek, z którym kilka lat temu rozmawiała Brygida Grysiak.
Miał 10 lat, gdy złożył swój podpis. - Tak wygląda, że ostatnim żyjącym świadkiem jestem ja - powiedział.
- Wszyscy koledzy podpisywali. Wtedy ambicja była, żeby podpisać się ładnie i wyraźnie - wspominał Skwarek.
Dziś, dzięki staraniom Ośrodka Karta, każdy może poszukać podpisu swojego przodka. Poszukałam więc i ja.
Znalazłam moją prababcię, Janinę Ciasiówną. Podpisując deklarację miała 13 lat i była uczennicą Koedukacyjnego Gimnazjum w Kamiennej.
"Lekcja historii na żywo"
Te podpisy często są impulsem do szukania korzeni: dokumentów, zdjęć i śladów po tych, których już nie ma. - Nie znam nikogo, kto, znajdując ten podpis, nie chciałby się dowiedzieć, co było dalej - oceniła Alicja Wancerz-Gluza z Ośrodka Karta.
Dla mnie podpis też był początkiem, który zaprowadził mnie najpierw do dawnej szkoły, a ostatecznie, do Archiwum Państwowego w Kielcach.
- Mamy akt urodzenia, później mamy te protokoły szkolne, wiemy, jak mieli na imię rodzice, więc już możemy trafić na jakieś konkretne informacje, które dotyczą danej osoby - powiedział Konrad Maj pracujący w tym archiwum, pokazując dokumenty dotyczące mojej prababci.
Dla Agnieszki Lubelskiej podpis był przyczynkiem do sięgnięcia po dokumenty z domowego archiwum. W tym do własnoręcznie spisanych wspomnień dziadka, który był ułanem i na przymusowych robotach w Niemczech poznał przyszłą żonę.
- Pokazałam to moim dzieciom. One wiedziały, że dziadek był ułanem, że był na robotach, ale nie widziały dokumentów ani zdjęć. Były zachwycone. Miały lekcję historii na żywo - opowiedziała.
Agnieszka Knyt dzięki podpisowi dowiedziała się o swoich przodkach więcej, bo więcej zaczęło się o historii mówić w jej rodzinie.
- Mój tata mimochodem powiedział: a bo jak tata był w AK. A ja: Jak to? Dziadek był w AK? No tak, nie mówiłem ci? - wspomniała.
Konkurs "Zbiorowy portret stulecia"
Do takich rozmów i takich poszukiwań Ośrodek Karta zachęca młodzież. Stąd konkurs "Zbiorowy portret stulecia" organizowany pod patronatem TVN24. Fundatorem jest Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności w ramach programu "Szkoła Ucząca Się".
- Konkurs polega na gromadzeniu strzępów z przeszłości dotyczących biografii ludzi, którzy podpisali się pod deklaracją i pokazywaniu tych lokalnych bohaterów całemu światu - mówi Alicja Wancerz-Gluza z Ośrodka Karta.
Konkurs skierowany jest do młodzieży w wieku 13-19 lat. Prace powinny być realizowane zespołowo (3–5 osób) pod opieką tutorską (nauczyciela/nauczycielki, bibliotekarza/bibliotekarki, animatora/ki kultury itp.).
Na czym polega wyzwanie? Chodzi o znalezienie źródeł i zrekonstruowanie osobistych i zawodowych losów pojedynczych osób lub grup, odnalezienie sygnatariuszy związanych z regionem, szkołą lub rodziną i opowiedzenie ich historii w atrakcyjnej, nowoczesnej, dowolnie wybranej formie (film, podcast, wirtualna wystawa, komiks, StoryMap, zin i inne).
Karta czeka na prace do 5 maja. Wszystkie szczegóły, regulamin, niezbędne instrukcje i przede wszystkim podpisy, można znaleźć na stronie polska1926.pl.
- Wśród znajomych i przyjaciół rozbudziłam taką ciekawość. Wiem, że sporo osób szukało i znalazło swoich przodków - oceniła Agnieszka Lubelska.
- Bardzo bym zachęcała młodzież, żeby poszukali swoich przodków, żeby rozmawiali o tych rzeczach. To budowanie więzi pokoleniowej i fundamentu swojej tożsamości - podkreśliła Agnieszka Knyt.
Źródło: Fakty po Południu TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Katherine Frey / The Washington Post / Getty Images