"Formuła powrotu do polityki na plecach Platformy Obywatelskiej nie jest możliwa"

TVN24

Aktualizacja:
Borys Budka w "Jeden na jeden"tvn24
wideo 2/37

Niewątpliwie czuję chęć pokazania prawdziwego zderzenia tego, jak my patrzymy na Śląsk, co potrafiliśmy zmienić i tych pustych obietnic ze strony premiera Mateusza Morawieckiego - mówił w "Jeden na jeden" wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka, który prawdopodobnie wystartuje w jesiennych wyborach z Katowic, podobnie jak szef rządu. Gość TVN24 komentował też formułę startu Platformy do Sejmu i Senatu oraz rozmowy z Sojuszem Lewicy Demokratycznej o starcie w Koalicji Obywatelskiej.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił w zeszłą sobotę listę "jedynek" w jesiennych wyborach do Sejmu. Premier Mateusz Morawiecki będzie otwierał listę w Katowicach.

Niewykluczone, że w tym samym okręgu z list Koalicji Obywatelskiej będzie startował Borys Budka.

- Jestem posłem ze Śląska już drugą kadencję. Do tej pory startowałem w okręgu gliwickim, bardzo ważnym dla Platformy Obywatelskiej - powiedział były minister sprawiedliwości w "Jeden na jeden". Zaznaczył, że nie ma jeszcze decyzji partii w sprawie konkretnych okręgów wyborczych.

- Śląsk ma to do siebie, że jesteśmy jedną wielką aglomeracją. Jest na pewno taka możliwość startu (z Katowic - red.), natomiast o tym zdecydujemy wspólnie w przyszłym tygodniu - dodał.

Pytany, czy czuje presję, odparł, że "niewątpliwie czuje taką chęć pokazania prawdziwego zderzenia tego, jak my patrzymy na Śląsk, jak my pokazujemy, co na Śląsku potrafiliśmy zmienić i tych pustych obietnic ze strony premiera Morawieckiego".

Jego zdaniem, "to będzie dobre starcie". - Ślązacy mają to do siebie, że nie lubią być oszukiwani, ale też nie lubią spadochroniarzy, więc myślę, że pan premier będzie miał trudno. Chociaż z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że cały aparat państwowy zostanie zaangażowany w kampanię pana premiera - ocenił Budka.

"Ślązacy nie lubią spadochroniarzy. Premier będzie miał trudno"
tvn24

"Chcemy formuły niepartyjnej"

W czwartek zarząd Platformy Obywatelskiej ma ostatecznie ustalić formułę startu do Sejmu i Senatu.

Borys Budka pytany, czy szef PO Grzegorz Schetyna wyprowadzi sztandar Koalicji Obywatelskiej, powiedział, że "Koalicja Obywatelska ma się dobrze, to jedyna koalicja po stronie opozycji".

Na pytanie, kto w tym momencie wchodzi w jej skład, powiedział, że PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska oraz "bardzo duże grono samorządowców".

- Ta noga samorządowa (...) to jest coś, co bardzo wzbogaca koalicję, co pokazuje, że to jest nowa formuła. To już nie jest formuła czysto partyjna - ocenił.

Odniósł się też do negocjacji z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. - My na poszczególnych ludzi jesteśmy otwarci. Chcemy formuły, tak jak wspomniałem już, niepartyjnej, szerszej - podkreślił.

- Jeżeli ktoś chciałby widzieć czystą partyjną formułę z ludźmi, którzy kiedyś pożegnali się z polityką, a teraz do tej polityki chcieli wrócić na plecach koalicji, to oczywiście taka formuła przez nas nie jest brana pod uwagę - podkreślił wiceprzewodniczący PO.

Pytany, czy widziałby siebie i swoich kolegów na listach wyborczych z Joanną Senyszyn, Markiem Dyduchem, Włodzimierzem Czarzastym, powiedział, że "ludzi lewicy, nowoczesnych, patrzących, tak jak my, na Polskę, jest na pewno dużo więcej, natomiast niewątpliwie ta formuła powrotu do polityki na plecach Platformy Obywatelskiej nie jest możliwa". - Na taką formułę zgody nie będzie - oświadczył Budka.

Jak napisała Polska Agencja Prasowa, od polityków Platformy i Sojuszu można usłyszeć, że rozmowy liderów obu ugrupowań utknęły w martwym punkcie i rozbijają się o kształt list wyborczych. Chodzi zarówno o liczbę żądanych przez SLD miejsc "biorących" na listach, jak i nazwiska proponowanych kandydatów. - SLD proponuje nam na listy takie osoby, jak Joanna Senyszyn, Marek Dyduch czy Jerzy Jaskiernia. Nie ma na to zgody - powiedział w rozmowie z PAP bliski współpracownik Schetyny.

8-10 procent dla PSL? "To pobożne życzenia"

Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz przed kilkoma dniami ogłosił, że ludowcy idą do wyborów samodzielnie jako PSL - Koalicja Polska.

Budka pytany w "Jeden na jeden", czego nie dostał Kosiniak-Kamysz od PO, skoro PSL postanowiło iść do wyborach samodzielnie, powiedział, że to pytanie do szefa ludowców.

- Jeżeli ktoś o czymś nie mówi, to znaczy, że jest gdzieś drugie dno - dodał. - Ja bym zapytał naszych przyjaciół z PSL i o to pytamy, dlaczego tak bardzo ryzykują i chcą iść w formule samodzielnej, bo nie ukrywam - nie ma żadnej Koalicji Polskiej - mówił. - To będzie szyld Polskiego Stronnictwa Ludowego i gra o pięć procent - ocenił wiceprzewodniczący PO.

Przypomniał, że cztery lata temu PSL, będąc partią współrządzącą, otrzymał 5,14 procent głosów.

- To jest ta granica wejścia do Sejmu. Jeżeli ktoś gra o kilkanaście mandatów zamiast w szerokiej formule próbować bić się o bezwzględną większość w Sejmie, to być może jest jakieś drugie dno - mówił Budka.

Odniósł się do zapowiedzi szefa ludowców, że PSL będzie walczyć o wynik około 8-10 procent. - To są pobożne życzenia - skwitował poseł PO.

Zaznaczył, że nawet jeżeli nie dojdzie do porozumienia opozycji w sprawie wspólnego startu do Sejmu, to w wyborach do Senatu powinien być wystawiony jeden kandydat po stronie opozycji. Podkreślił, że nie może być "bratobójczej walki w okręgach do Senatu".

Budka: PiS zrobi wszystko, żeby nie ujawnić list poparcia do KRS

Gość TVN24 odniósł się także do wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który orzekł pod koniec czerwca, że Kancelaria Sejmu ma udostępnić wykaz nazwisk sędziów popierających kandydatów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Tym samym NSA oddalił wówczas skargę kasacyjną szefa Kancelarii Sejmu w tej sprawie od zapadłego w sierpniu 2018 roku wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Posłowie klubu Platformy Obywatelskiej - Koalicji Obywatelskiej złożyli dwa wnioski, w tym o oficjalne ponaglenie szefa Kancelarii Sejmu w sprawie wykonania wyroku.

- To jest podejście i szacunek do prawa w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości. Zrobią wszystko, żeby nie ujawnić tych list, bo może się okazać, że na tych listach poparcia są te same nazwiska, są ludzie oddelegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości, że to jest lista hańby polskiego wymiaru sprawiedliwości - ocenił Budka.

Podkreślił, że "gdyby PiS chciał postępować w sposób transparentny, to nie utajniałby i nie robiłby wszystkiego, by wyeliminować możliwość tej kontroli, czy mamy do czynienia z nową grupą trzymającą władzę. Myślę tutaj o formule KRS, czy mamy sytuację taką, że rzeczywiście to byli demokratycznie zgłoszeni sędziowie".

- Mam poważne wątpliwości. Wszystko to, co się do tej pory dzieje wokół tych list poparcia, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że tam był określony, przepraszam za wyrażenie - deal - że sędziowie, którzy mieli się podpisać pod tymi kandydaturami politycznymi do KRS, dostali zapewnienie od (Zbigniewa - red.) Ziobry (ministra sprawiedliwości - red.), że ich nazwiska nie zostaną ujawnione - powiedział gość "Jeden na jeden".

W Unii Europejskiej "nie ma handlu wartościami"

Borys Budka skomentował także decyzję Komisji Europejskiej dotyczącą Polski. W środę poinformowała, że przechodzi do drugiego etapu procedury związanej z naruszeniem prawa przez Polskę. Sprawa dotyczy wprowadzonych przez polskie władze procedur dyscyplinarnych w sądownictwie i utworzenia Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym.

Gość TVN24 pytany, czy decyzja KE to zemsta jej wiceszefa Fransa Timmermansa za bark poparcia ze strony polskiego rządu jego kandydatury na przewodniczącego Komisji, powiedział, że "nie traktuje tego w kategoriach zemsty tylko w kategoriach konsekwentnej walki o rządy prawa w każdym kraju Unii Europejskiej".

- Komisja Europejska w tej procedurze upomina się o prawa każdego Polaka i Polki do tego, żebyśmy mieli prawo do bezstronnego, niezależnego sądu i o to chodzi w tym sporze (...). Nie ma, nie było i nie będzie żadnej reformy wymiaru sprawiedliwości, dopóki w Ministerstwie Sprawiedliwości będzie Zbigniew Ziobro - ocenił Budka.

Pytany, czy rozważa scenariusz, że PiS porozumiał się z nową przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, że uzyska poparcie europosłów tej partii, jeśli "przymnie oko" na to, co dzieje się z polskim sądownictwem, stwierdził, że "wartości w Unii Europejskiej są ważniejsze, tam nie ma handlu wartościami".

Dotychczasowa minister obrony Niemiec we wtorek została wybrana przez Parlament Europejski nową przewodniczącą Komisji Europejskiej. Na początku lipca Rada Europejska odrzuciła kandydaturę Timmermansa na to stanowisko.

Autor: js/adso / Źródło: TVN24, PAP

Raporty: