Polska

"Bez kobiet nikt nie zajmie się ich problemami"

Polska

Aktualizacja:
TVN24Posłanka PO Joanna Mucha to jedna ze zwolenniczek parytetów

PO i PiS chcą skierowania obywatelskiego projektu ustawy o parytetach do dalszych prac w komisjach. Oba kluby widzą w obecnym projekcie wiele minusów. Jego autorzy podkreślają, że gwarancja przynajmniej 50-ciu procent miejsc na listach wyborczych dla kobiet, jest konieczna by ich interesy były w Sejmie reprezentowane. Walka o parytety właśnie się rozpoczęła.

Autorzy obywatelskiego projektu, złożonego z inicjatywy Kongresu Kobiet, chcą, by zmieniona ordynacja wyborcza do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich obowiązywała już podczas najbliższych wyborów. Parytet nie dotyczyłby tylko wyborów do Senatu i do rad gmin, w których mieszka do 20 tysięcy osób, bo te wybory odbywają się według ordynacji większościowej. Obecnie w polskim Sejmie jest niewiele ponad 20 procent kobiet, a w Senacie zaledwie 8 procent.

Rozwiązanie tymczasowe

Jak podkreślała w Sejmie prof. Małgorzata Fuszara z Uniwersytetu Warszawskiego, która przedstawiała projekt w imieniu wnioskodawców, za równością praw w Polsce nie idzie wciąż równość szans, dlatego bez dodatkowych mechanizmów wspierających kobiety mają niewielkie możliwości na równy udział w życiu politycznym.

Profesor Fuszara podkreślała, ze "bez odpowiedniej reprezentacji w organach władzy, interesy kobiet nie będą uwzględniane przy podejmowaniu decyzji". przypomniała, że w ponad 40 krajach systemy kwotowe lub parytetowe zostały włączone do konstytucji lub prawa wyborczego. Jej zdaniem wprowadzenie takich rozwiązań w formie dobrowolnych regulacji wenętrzpartyjnych to za mało, potrzebna jest ustawa, która wprowadzi wymóg parytetu płci przy konstruowaniu list wyborczych.

Wnioskodawcy dysponują opiniami konstytucjonalistów, którzy zaświadczają, że projekt ustawy wprowadzającej parytet płci na listach wyborczych, zgodny jest z ustawą zasadniczą. Autorzy projektu podkreślają, że parytet nie jest mechanizmem, który ma umiejscowić kobiety w parlamencie bezpośrednio i że nie jest specjalną taryfą ulgową dla kobiet. Ich zdaniem likwiduje jedynie dotychczasowe przywileje mężczyzn wynikające z płci i tradycji. Autorzy projektu chcą, żeby było to rozwiązanie tymczasowe, obowiązujące przez 2-3 kadencje.

Dalsze prace w komisjach

Wątpliwości co do zapisów projektu mają największy kluby PO i PiS, które opowiedziały się podczas pierwszego czytania za skierowaniem go do dalszych prac w komisjach. Podobnie zresztą jak inne kluby i koła poselskie - zarówno te, które opowiadają się za parytetami jak i te "przeciwne".

Agnieszka Kozłowska-Rajewicz z Platformy przekonywała, że "liczba mandatów zdobywanych przez kobiety nie zależy od tego, czy jest ich na listach dużo czy mało". - To nie procent kobiet, ale miejsce, z którego startują kandydatki, wpływa na ich wyborczy wynik - podkreślała. Jej zdaniem "o wysokości kwoty warto dyskutować, bo 50-proc. w praktyce oznaczałoby konieczność znalezienia dodatkowo siedmiu - dziewięciu kobiet chętnych do startu w wyborach". - Każdy, kto układał listy wyborcze, wie, że to jest niemożliwe - oceniła. - Bardziej racjonalna wydaje się kwota 30-procent - dodała.

Posłanka PO zarzuciła też Lewicy, która popiera projekt, że nie ma dość determinacji, by przestrzegać własnego statutu, w którym - jak mówiła - jest wpisana kwota 30 procent. - To przykład porażki, (...) bo potrzebujecie ustawy do tego, by zmusić samych siebie do wykonywania statutu - zwracała się do członków Lewicy.

Spór o instrument

Zarówno Kozłowska-Rajewicz, i Beata Szydło z PiS mówiły, że w ich partiach są wewnętrzne zasady, które regulują kwestię obecności kobiet. Posłanka Prawa i Sprawiedliwości przestrzegała ponadto, że zapisy ustawowe mogą okazać się "mało skuteczne i będą jedynie zapisem papierowym mieszczącym się w kategorii poprawnych politycznie".

Jej zdaniem, trzeba szukać rozwiązań aktywizujących, pozwalających lepiej godzić obowiązki rodzinne i domowe z działalnością społeczną i polityczną. - Nie ma sporu jeżeli chodzi o umożliwianie aktywności kobiet w życiu publicznym. Spór jest o instrument, który może do tego doprowadzić - zaznaczyła.

Źródło: PAP, lex.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości