Autor reportażu "Superwizjera" odpowiada Zielińskiemu: to państwo ma uprawnienia w zakresie inwigilacji

TVN24

Jarosław Zieliński pytał w środę, dlaczego autorzy reportażu od razu nie zawiadomili służbWstajesz i Wiesz, TVN24
wideo 2/37

Słowa pana ministra Zielińskiego odbieram jako próbę zastraszenia autorów materiału - mówił w czwartek we "Wstajesz i wiesz" w TVN24 Bertold Kittel, jeden z autorów reportażu "Superwizjera" TVN o polskich neonazistach. Skomentował w ten sposób słowa wiceszefa MSWiA o "obowiązku poinformowania organów ścigania" przez reporterów o wynikach ich dziennikarskiego śledztwa. W czwartek przed południem szef MSWiA Joachim Brudziński ma przedstawić informację resortu na ten temat.

Dziennikarze "Superwizjera" przeniknęli do szeregów organizacji Duma i Nowoczesność i ujawnili, co dzieje się na spotkaniach polskich neonazistów.

Autor reportażu odpowiada Zielińskiemu

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński powiedział w środę na posiedzeniu sejmowej komisji administracji, że "obowiązkiem (dziennikarzy - red.) było poinformowanie wtedy organów ścigania - wtedy, w maju, a nie dzisiaj". - Wtedy trzeba było w moim przekonaniu poinformować policję, ABW, prokuraturę - powiedział.

Wiceminister dodał, że pytanie, dlaczego materiał został ujawniony dopiero teraz, "pozostało otwarte".

- Odpowiadam zbiorowo wszystkim tym, którzy atakują "Superwizjer", i de facto bronią neonazistów: dziennikarze informują społeczeństwo i zawiadamiają władze poprzez swoje publikacje – skomentował Adam Pieczyński, redaktor naczelny TVN24. - Wyjątki od tej zasady są opisane w polskim prawie - dodał.

Bertold Kittel, jeden z autorów reportażu powiedział we "Wstajesz i wiesz", że jest zaskoczony wypowiedzią wiceszefa MSWiA. - Słowa pana ministra Zielińskiego odbieram jako próbę zastraszenia autorów tego materiału - powiedział.

Dodał, że "przecież w ciągu ostatnich dwóch lat, to państwo otrzymało ogromne uprawnienia w zakresie inwigilacji społeczeństwa, przechwytywania komunikacji w internecie".

- Mimo to, ani policja - którą nadzoruje pan wiceminister Zieliński - ani ABW, ani żadna inna służba nie miała wiedzy na temat tego, co się dzieje w środowiskach ekstremistycznych, których nadzorowanie jest obowiązkiem ustawowym ABW - powiedział dziennikarz "Superwizjera".

- Państwo polskie ma ogromne narzędzia do tego, żeby inwigilować i nadzorować. Ma narzędzia w postaci operacji specjalnych - wymieniał. - Nas była trójka, udało nam się tego dokonać bez większych środków i nakładów. (...) Spodziewałem się, że takie grupy są monitorowane. To, co robimy, robimy po to, by opisywać rzeczywistość, która nas otacza. Zrobiliśmy to, i taka jest nasza rola - powiedział Kittel.

Jarosław Zieliński o reportażu "Superwizjera" TVN
tvn24

"Dlaczego TVN postanowił się tym zająć w styczniu?"

O tym, że dziennikarze powinni wcześniej zawiadomić służby mówił we wtorek w "Kropce nad i" również senator PiS Jan Żaryn. Dociekał, dlaczego TVN przed emisją materiału nie zawiadomił prokuratury o przestępstwie. Sugerował, że reporterzy powinni złożyć "obywatelski donos" do prokuratury lub Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Zarzucał, że od zarejestrowania ekscesów w dniu urodzin Adolfa Hitlera do emisji reportażu minęły miesiące (raz użył określenia "blisko rok", a w innej części rozmowy "osiem miesięcy" - red.). Na te uwagi prowadząca rozmowę Monika Olejnik odpowiedziała, że całość pokazanych w reportażu materiałów obejmowała również wydarzenia z listopada ub.r.

Zarzut Żaryna nie miał incydentalnego charakteru, nie był wyrażony w ferworze emocji. W czasie rozmowy z Olejnik senator PiS powtórzył go pięciokrotnie.

- Dlaczego TVN postanowił się tym zająć w styczniu, a nie przekazał do prokuratury, do ABW informacji o oczywistym incydencie z naruszeniem prawa? - pytał.

- Nie dokonała tego, co powinna, czyli obywatelski donos do ABW, do prokuratury - mówił o dziennikarce, która przeniknęła w szeregi neonazistów. - Ja tylko krytykuję, że nie następnego dnia, tylko osiem miesięcy później prokuratura się o tym dowiedziała - powtarzał w dalszej części rozmowy. - Dlaczego TVN nie wyciął tego fragmentu i nie doniósł o przestępstwie, jakie miało miejsce w kwietniu maju zeszłego roku, a dzisiaj mamy styczeń? - dodawał.

Prawnicy są przeciwnego zdania

Zapytani przez portal tvn24.pl o komentarz prawnicy odpowiedzieli jednoznacznie, że wątpliwości polityków PiS nie mają poparcia w przepisach prawa. Wycinanie fragmentu zebranego materiału przed publikacją - czego oczekiwałby polityk - i przekazywanie go do prokuratury nie jest obowiązkiem ani dziennikarza, ani redakcji, ani wydawcy.

- Przecież to oczywiste, że publikacja materiału dziennikarskiego jest zawiadomieniem o przestępstwie lub źródłem do podjęcia postępowania z urzędu. Nie ma czegoś takiego jak obowiązek obywatelskiego donosu przed publikacją materiału - zaznaczył profesor UJ Ireneusz Kamiński, opiekun merytoryczny programu "Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce" Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

"Superwizjer" TVN 20 stycznia ujawnił wyniki swego dziennikarskiego śledztwa dotyczącego działalności niektórych polskich środowisk narodowych, m.in. Stowarzyszenia "Duma i Nowoczesność".

Na nagraniach ukrytą kamerą są pokazane m.in. obchody 128. urodzin Adolfa Hitlera zorganizowane w 2017 r. w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego. Materiał pokazuje rozwieszone na drzewach flagi ze swastykami i "ołtarzyk" ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną. Widać też uczestników spotkania przebranych w mundury Wehrmachtu, wznoszenie toastów "za Adolfa Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę" i częstowanie tortem w kolorach flagi Trzeciej Rzeszy.

Autor: mnd, jp//plw / Źródło: TVN24/PAP