Przydacz o ataku USA na Wenezuelę: raczej patrzę na to jako wydarzenie pozytywne niż negatywne

Ludzie jadą motocyklem obok muralu przedstawiającego prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro w Caracas
Przydacz o ataku USA na Wenezuelę: raczej patrzę na to jako wydarzenie pozytywne niż negatywne
Źródło: TVN24
Dla mnie najważniejszy jest interes Rzeczypospolitej. Raczej patrzę na to jako wydarzenie pozytywne niż negatywne. Ale niepozbawione rys - mówił w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz, komentując operację USA na terenie Wenezueli.

Wenezuelski dyktator Nicolas Maduro został schwytany przez amerykańskie siły specjalne podczas operacji w Caracas w nocy z piątku na sobotę. Maduro i jego żona Cilia Flores zostali następnie przewiezieni do Stanów Zjednoczonych. Sąd federalny w Nowym Jorku w poniedziałek postawił im formalne zarzuty, w tym uczestnictwa w "zmowie narkoterrorystycznej" i sprowadzania kokainy do USA. Oskarżeni nie przyznali się do winy.

Przydacz: patrzymy na wydarzenia w Wenezueli przez pryzmat polskiego interesu

- Patrzymy na Wenezuelę, na to, co się wydarzyło przez pryzmat polskiego interesu, bo to powinno być najważniejsze dla polskiego urzędnika, dla polskiego prezydenta - powiedział w środę w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.

Zapytany, czy da się polski interes wpleść w porwanie przywódcy Wenezueli, odparł, że "trzeba spojrzeć, czy efekty tego wydarzenia są negatywne, czy pozytywne".

- Z jednej strony są pozytywne, bowiem zmiana w Wenezueli, potencjalna, która ma szansę się wydarzyć, będzie ukróceniem ewentualnych wpływów rosyjskich i chińskich rosnących w Wenezueli. Uwolnienie 300 miliardów baryłek ropy na rynek światowy spowoduje, że być może mniejsze będą zakusy na chęć pozyskiwania ropy z Rosji. To dla nas byłoby korzystne, abstrahując oczywiście od tego, że demokratyzacja w Wenezueli, ograniczenie szmuglu narkotyków i tak dalej, to wszystko może mieć pozytywny wymiar - ocenił.

Na uwagę prowadzącego program Konrada Piaseckiego, że wygląda na to, że do demokratyzacji w Wenezueli droga daleka i nie widać na razie pomysłu Amerykanów na to, co dalej, Przydacz powiedział, że "zawsze tego typu wstrząs, odcięcie tej hydrze głowy w postaci nielegalnego prezydenta, bo przypomnijmy, że Maduro nie był uznawanym prezydentem także i przez państwa Unii Europejskiej, nie tylko przez Stany, daje szansę narodowi wenezuelskiemu na potencjalną zmianę".

- Tej zmiany jeszcze dzisiaj nie ma, ale to nie znaczy, że nie może się wydarzyć - dodał.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej wskazał na "element dyskusyjny, jeśli chodzi o podstawy prawno-międzynarodowe tego wydarzenia".

- Amerykanie budują tutaj argumentację w postaci walki z narkobiznesem i w jakimś sensie można by było naprawdę postarać się o uzasadnienie. Natomiast nie jest to pierwsza w historii świata sytuacja, w której jedno państwo ingeruje w ten sposób w funkcjonowanie innego - powiedział.

- To, co jest najciekawsze, to powrót do doktryny Monroego z 1823 roku przez Amerykanów - ocenił.

- Natomiast, kiedy pozbawiali władzy (Saddama) Husajna na przykład, albo kiedy pozbawiali władzy de facto różnych watażków w Afryce Północnej, czy na Bliskim Wschodzie, też tam były różnego rodzaju dyskusje co do podstawy prawno-międzynarodowej - mówił Przydacz.

- Natomiast dla mnie najważniejszy jest interes Rzeczypospolitej. Przez pryzmat interesu Rzeczypospolitej na to spoglądam. I raczej patrzę na to jako wydarzenie pozytywne niż negatywne. Ale niepozbawione rys, to jest jasne - oznajmił.

Przydacz o sprawie Grenlandii: wierzę, że dialog pomiędzy USA i Danią okaże się skuteczny

Przydacz odniósł się w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 także do sprawy Grenlandii i wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa oraz jego doradców o konieczności przejęcia wyspy, która ma status autonomicznego terytorium zależnego Danii.

- Wierzę głęboko, że dialog pomiędzy Waszyngtonem a Kopenhagą, bo Kopenhaga dzisiaj sprawuje zgodnie z prawem międzynarodowym władzę nad Grenlandią, okaże się skuteczny w tym sensie, że znajdą jakiś modus operandi, jak funkcjonować - powiedział Przydacz.

Jak mówił, "z jednej strony dla Amerykanów Grenlandia jest ważna geopolitycznie z perspektywy bezpieczeństwa, ale i też nie oszukujmy się, z perspektywy biznesowej, metali ziem rzadkich, potencjalnych nośników energii w Arktyce". - Amerykanie argumentują, że boją się ewentualnej aktywności rosyjskiej czy chińskiej na tym odcinku - dodał.

- Natomiast Duńczycy sprawują nad tym władzę, ale podlegają pewnym naciskom, i to widać, coraz bardziej silnym - zaznaczył.

- Gdyby mnie pan zapytał, czy ja bym sobie życzył, aby w ten sposób relacje między sojusznikami wyglądały, to oczywiście, że bym sobie tego nie życzył. Ale to nie jest kwestia mojego chciejstwa, tylko obserwacji faktów, jakimi one są i nie można funkcjonować w oderwaniu od rzeczywistości - mówił.

Dodał, że "dziś Stany Zjednoczone rzeczywiście wywierają nacisk na Danię i pytanie, jak Dania sobie z tym poradzi".

- Jasnym jest, że jako lojalny sojusznik w ramach NATO, ale też Dania jest naszym partnerem w Unii Europejskiej, stoimy na stanowisku konieczności dialogu, a nie wzajemnych nacisków - podkreślił.

OGLĄDAJ: Przydacz: dojdzie do spotkania Nawrocki - Tusk. "Najprawdopodobniej w piątek"
pc

Przydacz: dojdzie do spotkania Nawrocki - Tusk. "Najprawdopodobniej w piątek"

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: