8 sierpnia Anastazja Kuś popędziła po złoto mistrzostw świata do lat 20. W Eugene (USA) uzyskała czas 51,06 sekundy, bijąc rekord Polski w tej kategorii wiekowej, od 2013 roku należący do Patrycji Wyciszkiewicz. Drugą na mecie Amerykankę Ataję Stephanie-Vazquez wyprzedziła o 0,30 sekundy. Sporo.
- Nie ukrywam, że było to spełnienie marzeń. Udało mi się wygrać z faworytkami - mówi TVN24+ pochodząca z Olsztyna zawodniczka, wielka nadzieja polskiej lekkoatletyki. W ubiegłym roku, rywalizując z seniorami, wywalczyła w sztafecie 4x400 m srebrny medal halowych mistrzostw świata. W roku 2024 pojechała na igrzyska w Paryżu, będąc najmłodszą olimpijką w polskiej ekipie.
Sport jest u niej na pierwszym miejscu, ale wolny czas wypełnia modelingiem. To plan B, gdyby na bieżni nie wyszło. W mediach społecznościowych chętnie pokazuje zarówno sportową, jak i prywatną stronę swojego życia. Popularność konta przynosi jej współprace reklamowe, ale ma też drugą stronę - Anastazja bywa krytykowana za zamieszczanie zbyt odważnych zdjęć.
Michał Moch: Podczas większości twoich biegów można zauważyć, że przyspieszasz na ostatnich 100 metrach. To plan taktyczny?
Anastazja Kuś: Większość zawodniczek, z którymi rywalizuję, wie, jak biegam. I w USA było podobnie. Udało mi się bardzo szybko zacząć. Miałam najlepszy międzyczas w karierze na pierwszych 100 metrach. Pokazuje to również wynik końcowy - 51,06. Taką mam taktykę. Wszystko, co najlepsze zostawiam na sam koniec.
Ostatnie sukcesy zmieniły w jakiś sposób twoje życie?