Agent udzielał wywiadów, ksiądz czekał. Sąd: nieobecny, umarzam

TVN24

Aktualizacja:

Sąd umorzył w czwartek proces karny o zniesławienie wytoczony ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu przez byłego oficera wywiadu PRL Edwarda Kotowskiego. Powód? Sąd uznał Kotowskiego za nieobecnego, bo zamiast być na sali, rozmawiał przed nią z dziennikarzami.

Oficer wywiadu PRL Edward Kotowski oskarżył o pomówienie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Isakowicz-Zalewski miał powiedzieć o nim, że zbierał w Watykanie informacje przydatne do zamachu na Jana Pawła II. Ksiądz odpierał zarzuty. Chciał ujawnienia w sądzie nowych dokumentów.

Proces (zamknięty dla publiczności) miał się rozpocząć w czwartek przed Sądem Rejonowym Warszawa-Mokotów. Kilka minut przed planowanym rozpoczęciem rozprawy do Kotowskiego podeszło kilka ekip telewizyjnych oraz uczestnicy odbywającej się przed sądem pikiety "Solidarnych 2010" popierającej księdza.

Dobijał się do drzwi, ale były zamknięte

Kotowski, który początkowo nie chciał rozmawiać z mediami, wdał się z nimi w dyskusję. Jak mówił, "pracował dla państwa polskiego" i nie uczestniczył w przygotowaniach do zamachu na Jana Pawła II. Na uwagę jednego z pytających, że "był częścią układu prześladującego osoby takie jak ks. Isakowicz-Zaleski", Kotowski odparł, że "nie może odpowiadać za inne osoby, tak jak ks. Isakowicz-Zaleski nie odpowiada za zło Kościoła, np. inkwizycję".

W tym czasie protokolant wywołał rozprawę i do sali wszedł tylko oskarżony ks. Isakowicz-Zaleski z obrońcą, mec. Iwoną Zielinko. Wyszli po kilku minutach, informując, że sąd umorzył proces z powodu nieobecności oskarżyciela prywatnego. - To był podstęp, zatrzymaliście mnie państwo tutaj, aby sprawa została umorzona, gratuluję księdzu - mówił wzburzony Kotowski, który dobijał się potem do sali rozpraw, ale drzwi były już zamknięte. Ma on prawo zaskarżyć postanowienie sądu o umorzeniu sprawy - nie wiadomo, czy tak uczyni.

Zbierał informacje do zamachu?

To był podstęp, zatrzymaliście mnie państwo tutaj, aby sprawa została umorzona, gratuluję księdzu. Edward Kotowski przed salą rozpraw

W styczniu 2009 r. w wywiadzie dla gazety "Polska The Times" ksiądz powiedział, że ppłk Kotowski jako oficer wywiadu PRL o pseudonimie "Pietro" miał w Watykanie prowadzić agenta o kryptonimie "Prorok" i uczestniczyć w ten sposób w zbieraniu informacji z życia osobistego papieża, które mogły posłużyć zorganizowaniu zamachu na Jana Pawła II. Kotowski zaprzecza temu, podkreślając, że to nie on prowadził tego agenta, a ustalenia badaczy nie wskazują, by "Prorok" miał przekazywać informacje, które mogłyby być przydatne do ewentualnego zamachu.

- Obciążanie mnie przypisywanymi informacjami jest pozbawione jakichkolwiek podstaw i stanowi wielkie nadużycie, nie tylko moralne, ale także wyczerpuje znamiona i zakres przestępstwa określonego w art. 212 par. 2 Kodeksu karnego - oświadczył Kotowski. Według tego artykułu (trwa kampania społeczna o jego wykreślenie jako godzącego w wolność słowa) za pomówienie w mediach o działanie mogące poniżyć kogoś w opinii publicznej grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku więzienia. Jak mówił, wybrał drogę procesu karnego, bo uznaje ją za szybszą.

Isakowicz-Zaleski: to kneblowanie wolności słowa

Uważam, że pan Kotowski prowadził szkodliwą działalność wobec Kościoła i zamierzam to wykazać na procesie. ks. Isakowicz-Zaleski

Kotowski (obecnie emeryt) mówił w sądzie, że w latach 1979-83 pracował w misji dyplomatycznej PRL przy Watykanie i jednocześnie był oficerem wywiadu, a "role te uzupełniały się". Dodał, że działał na rzecz "zdecydowanego polepszenia" stosunków państwo-Kościół. Zaprzeczył, by służby PRL miały jakikolwiek związek z zamachem na placu św. Piotra w maju 1981 r. Przyznał, że był już przesłuchiwany w śledztwie IPN w sprawie zamachu na Jana Pawła II (śledztwo trwające od 2006 r. ma się zakończyć umorzeniem - red.)

- Uważam, że pan Kotowski prowadził szkodliwą działalność wobec Kościoła i zamierzam to wykazać na procesie - powiedział przed salą rozpraw ks. Isakowicz-Zaleski. Jego zdaniem ta sprawa nie nadaje się na proces karny, a co najwyżej na cywilny. Art. 212 Kk ksiądz uznaje za służący "kneblowaniu wolności słowa".

Ks. Isakowicz-Zaleski to były kapelan nowohuckiej Solidarności, zwolennik lustracji w Kościele. Autor głośnej książki "Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej".

Źródło: PAP