Polska

Przeciek z afery finansowej? Jest śledztwo

Polska

"Państwo dostało do ręki bardzo silny oręż". Pierwsze przypadki konfiskaty rozszerzonej
Fakty TVN"Państwo dostało do ręki bardzo silny oręż". Pierwsze przypadki konfiskaty rozszerzonej [Materiał "Faktów" z 15.07.2017r.]

Czy któryś z prokuratorów rozpracowujących aferę na 35 milionów złotych przekazywał bezprawnie informacje ze sprawy? Wyjaśnia to postępowanie, wszczęte przez prokuraturę na warszawskiej Pradze.

Chodzi o śledztwo w sprawie firmy Horcus Investment Group. Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Warszawie, sprawcy mieli wyłudzić od obligatariuszy łącznie ponad 35 milionów złotych. 179 osób jest obecnie uznanych formalnie za pokrzywdzonych, ale ich ostateczna liczba może sięgnąć nawet 700. Podejrzanymi w tej sprawie są Robert B., członek rady nadzorczej spółki - który zdaniem prokuratury miał faktycznie kierować procederem - oraz jego matka Mirosława B., która formalnie była prezesem firmy.

Śledztwo w sprawie przecieku

Nieoczekiwanie, 11 października wszczęto inne śledztwo, także dotyczące afery. Prowadzą je oskarżyciele z drugiej, stołecznej prokuratury okręgowej – na warszawskiej Pradze. Toczy się ono "(…) w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych poprzez rozpowszechnianie w okresie od maja do 21 czerwca 2017 roku w nieustalonym miejscu publicznie bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie" – poinformowała dziennikarzy tvn24.pl Prokuratura Krajowa. Funkcjonariusze publiczni to prokuratorzy prowadzący sprawę piramidy Horcus, jak i oskarżyciele, którzy z racji swoich funkcji nadzorują to postępowanie.

Maile do podejrzanego

Dlaczego prokuratorzy z Pragi sprawdzają, czy mogło dojść do przecieku? Odpowiada Prokuratura Krajowa: "wśród materiałów postępowania znajdują się kopie pism skierowanych do podejrzanego w śledztwie Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Roberta B., w którym nadawca żąda zwrotu środków finansowych wskazując, że postępowanie dotyczące piramidy finansowej - firmy Horcus Investment Group S.A. w Warszawie, znajduje się pod nadzorem Prokuratora Krajowego Pana Bogdana Święczkowskiego".

- Chodzi o maile wysyłane do mojego klienta przez jedną z osób uznaną za pokrzywdzoną. Może z nich wynikać, że osoba ta miała wyprzedzającą wiedzę o czynnościach, które potem się wydarzyły w tym postępowaniu – twierdzi mec. Antoni Kania-Sieniawski, obrońca Roberta B. O jakie czynności chodzi? Adwokat odmówił odpowiedzi na to pytanie.

Rzeczywiście, Święczkowski objął nadzorem to postępowanie i powołał zespół prokuratorów. Czy ta informacja była jednak objęta tajemnicą śledztwa? O decyzjach Święczkowskiego 21 sierpnia poinformowała oficjalnie Prokuratura Krajowa na swojej stronie internetowej.

Według informacji zdobytych przez tvn24.pl, autor maili do Roberta B. miał też wspominać, że zarzuty usłyszy kolejna, związana z nim osoba. Sprawdziliśmy i faktycznie dostała ona wezwanie na przesłuchanie jako osoba podejrzana.

Na czym polegał aferalny proceder?

Horcus Investment Group skusiło ludzi atrakcyjnymi obligacjami, dwuletnimi, na 10 procent w skali roku, a w dodatku firma zapewniała o wypłacaniu co kwartał odsetek. Pieniądze z emisji obligacji miały być początkowo inwestowane w rewitalizację Willi Biruta w Konstancinie, której firma była właścicielem. Jednak prace nigdy się nie zakończyły. Horcus kusił klientów wizjami kolejnych, luksusowych nieruchomości, które miały być remontowane, a następnie miały przynosić ogromne zyski. Jednak, jak się okazało, firma nie była właścicielem wszystkich nieruchomości prezentowanych w prospekcie emisyjnym i na stronie internetowej spółki.

Luksusowy jacht, dostatnie życie

"Puls Biznesu" ujawnił, że Rober B. w mediach społecznościowych chwalił się bardzo dostatnim życiem, podróżami w egzotyczne miejsca świata, hucznymi imprezami na luksusowym jachcie typu Frauscher 1414 Demon o nazwie "Regent", który był zacumowany na greckiej wyspie Zakynthos. Prokuratura poinformowała ostatnio o zajęciu tego jachtu w ramach konfiskaty rozszerzonej. Zdaniem śledczych, pieniądze pozyskane od obligatariuszy szły między innymi na zakup tego jachtu. Dzięki temu, śledczy chcą odzyskać pięć milionów złotych.

Prokuratura zarzuca Robertowi B. i jego matce, że wprowadzili obligatariuszy celowo w błąd i nie mieli zamiaru wypłacać odsetek, czy wykupić obligacji. Obrońcy podejrzanych odpowiadają, że za sprawą mogą stać inne osoby, o których poinformowali prokuratorów.

Autor: Maciej Duda (m.duda2@tvn.pl), Łukasz Ruciński (l.rucinski@tvn.pl) / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości