"Kluczowe pytanie brzmi, kto te głosy będzie liczyć"

Polska

Adrian Zandberg w "Kropce nad i" tvn24
wideo 2/38

Kluczowa sprawa to jest obywatelska czujność i czujność ze strony sił politycznych, które muszą stać na straży uczciwości wyborów - komentował w "Kropce nad i" wnioski PiS o ponowne przeliczenie głosów w wyborach do Senatu w sześciu okręgach Adrian Zandberg. - Kluczowe pytanie brzmi, kto te głosy będzie liczyć i kto będzie patrzeć na ręce tych, którzy te głosy liczą - dodał.

W poniedziałek PiS złożyło wnioski do Sądu Najwyższego w ramach protestów wyborczych. Chodzi o ponowne przeliczenie głosów w sześciu okręgach w wyborach do Senatu.

W "Kropce nad i" Adrian Zandberg, jeden z liderów Lewicy Razem i przyszły poseł, podkreślił, że "kluczowe pytanie brzmi, kto te głosy będzie liczyć i kto będzie patrzeć na ręce tych, którzy te głosy liczą".

Przyznał, że nie zdziwiła go decyzja Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ PiS nastawiało się na zwycięstwo w okręgu nr 100 - jednym z tych, w których partia rządząca chce ponownego przeliczenia głosów. - To musiała być dla nich przykra niespodzianka - stwierdził. Dodał, że kandydatka zgłoszona przez Lewicę, wiceprezeska partii Wiosna Gabriela Morawska-Stanecka "po prostu odbiła PiS-owi ten okręg". - To jest ważna sprawa i ważne zwycięstwo, bo dzięki temu przechyliła się szala w Senacie - ocenił.

Zapytany, czy ma zaufanie do nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która będzie zajmować się protestami wyborczymi, przyznał, że nie ma i nazwał ją "nielegalną". Jak przekonywał, proces jej powołania "nie spełniał standardów konstytucyjnych". - Kluczowa sprawa to jest obywatelska czujność i czujność ze strony sił politycznych, które muszą stać na straży uczciwości wyborów - dodał.

"To jest trochę taka umowa, jakby ktoś sprzedał nerkę za tysiąc złotych"

W poniedziałek "Rzeczpospolita" opisała szczegóły umowy dożywocia, na mocy której prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś otrzymał od byłego AK-owca Henryka Stachowskiego między innymi kamienicę w Krakowie, w której potem działał hotel na godziny. Nieruchomość wycenioną w 2001 roku na 130 tysięcy złotych Banaś sprzedał niedawno za 4,5 miliona złotych - czytamy w poniedziałkowym wydaniu gazety. "Skapitalizowaną wartość dożywocia" Stachowskiego, który w momencie podpisania umowy miał 78 lat, wyceniono na 30 tysięcy złotych, czyli pięć razy mniej niż wartość przekazanych nieruchomości. W przeliczeniu na pięć lat życia byłego AK-owca dawało to 500 złotych miesięcznie, które miał płacić mu obecny prezes NIK - pisze dziennik.

Zandberg przyznał w "Kropce nad i", że historia opisana przez "Rzeczpospolitą" "trochę nim wstrząsnęła". - Wyobraziłem sobie jakiegoś starszego pana, w ostatnich latach swojego życia, który potrzebuje wsparcia i z drugiej strony potężną, wpływową postać życia publicznego, ekonomicznego. I oni zawierają między sobą taką umowę, dla mnie jest tu coś niemoralnego - ocenił go "Kropki nad i".

- Trzeba zadać sobie pytanie, czy my żyjemy w kraju, w którym wszystko jest ok, jeżeli można zawrzeć taką umowę. Bo to jest trochę taka umowa, jakby ktoś sprzedał nerkę za tysiąc złotych - stwierdził.

Jego zdaniem "państwo musi stać na straży tego, żeby umowy były w elementarnym stopniu sprawiedliwe". - Należy zadać sobie pytanie, co tutaj zawiodło - dodał.

Zandberg stwierdził, że afera wokół szefa NIK jest "kłopotliwa" i szkodzi samemu PiS-owi. Ubolewał jednocześnie, że "tak ważna publiczna instytucja jak Najwyższa Izba Kontroli traci autorytet przez to, że na jej czele stoi człowiek, który ma takie zarzuty".

Zandberg o Banasiu: jeżeli mamy do czynienia z potwierdzonymi zarzutami, to rozsądną drogą jest droga przez Trybunałtvn24

"Ludzie coraz bardziej nabierają poczucia, że państwo to nie jest instytucja, na której można polegać"

W poniedziałek poseł Platformy Obywatelskiej-Koalicji Obywatelskiej Cezary Tomczyk poinformował o zawiadomieniu z Prokuratury Okręgowej w Warszawie o tym, że "sprawa dwóch wież trafia do kosza". Chodzi o budowę w Warszawie wieżowca przez związaną z PiS spółkę Srebrna.

Jak przekazali pełnomocnicy Geralda Birgfellnera, prokuratura odmówiła również wszczęcia śledztwa z zawiadomienia austriackiego biznesmena o możliwości popełnienia oszustwa przez Jarosława Kaczyńskiego. Prokuratura tłumaczy, że "nie zaszły okoliczności wskazujące na uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa". Obie decyzje zapadły tuż przed wyborami.

- W tej sprawie elementarna przyzwoitość wymagałaby po prostu przesłuchania osób, wobec których są postawione tak poważne zarzuty w debacie publicznej - ocenił w "Kropce nad i" Zandberg.

Według niego "każda taka kolejna historia przyczynia się do czegoś, co na dłużą metę szkodzi nam wszystkim, włącznie z Prawem i Sprawiedliwością". - Ludzie coraz bardziej nabierają poczucia, że państwo to nie jest instytucja, na której można polegać, tylko instytucja, której ci akurat rządzący używają w swoim interesie - zauważył. Lider Lewicy Razem dodał, że "nie jest to przekonanie, które urodziło się z rządami Prawa i Sprawiedliwości".

Zandberg: ludzie coraz bardziej nabierają poczucia, że państwo to nie jest instytucja, na której można polegaćtvn24

Autor: momo//kg / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: