Bodnar o sygnałach, które "stwarzają poczucie zagrożenia dla dyrektorów i nauczycieli"

Polska

Adam Bodnar był gościem "Faktów po Faktach"tvn24
wideo 2/4

Niepokoi mnie to, że akcja, która odpowiada podstawie programowej i temu, czego się powinno uczyć w szkole, jest tak bardzo mocno atakowana - powiedział w "Faktach po Faktach" Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar odnosząc się do Tęczowego Piątku. Dodał, że w wielu szkołach tego typu akcje w ogóle się nie odbywają, bo nauczyciele obawiają się postępowania dyscyplinarnego albo kontroli.

Tęczowy Piątek to zainicjowana przez Kampanię Przeciw Homofobii cykliczna akcja odbywająca się od czterech lat w ostatni piątek października. Ma promować tolerancję wobec osób LGBT w szkołach.

Akcję krytykuje między innymi episkopat, ultrakonserwatywny Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris, Rzecznik Praw Dziecka, a także oświatowa "Solidarność" w Toruniu.

"Niepokoi mnie, że akcja jest tak bardzo mocno atakowana"

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar ocenił w "Faktach po Faktach", że to ciekawa akcja adresowana do dyrektorów szkół, nauczycieli, a przede wszystkim uczniów, która "ma na celu pokazać, że wśród uczniów mogą być osoby nieheteronormatywne, osoby które poszukują swojej tożsamości i to, że im się należy wsparcie, szacunek, akceptacja w ich środowisku".

Przyznał, że niepokoi go to, że akcja, która jego zdaniem "odpowiada podstawie programowej i temu, czego się powinno uczyć w szkole, jest tak bardzo mocno atakowana".

Odniósł się do słów małopolskiej kurator oświaty Barbary Nowak, która w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" powiedziała, że uczniowie nie mogą "oddolnie" organizować Tęczowych Piątków.

Tłumaczyła, że gdy dostaje zgłoszenie o "oddolnych inicjatywach", "dzwoni do dyrektora" i "obliguje go do podjęcia stosownych działań". "Otrzymuję odpowiedzi, że zorganizowali spotkanie z uczniami, wskazując im na zagrożenia, i że wyczulają swoich nauczycieli, żeby odpowiednio reagowali" - powiedziała "Naszemu Dziennikowi".

- Nie wiem, co pani kurator ma na myśli, na czym powinny te reakcje polegać - skomentował w "Faktach po Faktach" Bodnar.

W jego ocenie, "tego typu sygnały, które idą ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej, Rzecznika Praw Dziecka, kuratoriów oświaty, Kościoła katolickiego niestety stwarzają poczucie zagrożenia dla dyrektorów i nauczycieli".

- W wielu szkołach tego typu akcje w ogóle się nie odbywają, bo oni (nauczyciele-red.) wiedzą, że za chwilę będą mieli jakieś albo postępowania dyscyplinarne, albo będą prowadzone jakieś kontrole z trudnymi do wytłumaczenia i przeanalizowania konsekwencjami - zauważył Bodnar.

"Wręcz zachęcaliśmy szkoły, żeby promowały odpowiednie podejście"

Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak napisał na Twitterze: "Szkoła musi być wolna od ideologii, która skrywa się za tolerancją. Dyrektorzy muszą tego pilnować, MEN ich kontrolować. Rodzice mogą żądać przestrzegania prawa do wychowania (...)".

W czwartek wystosował list otwarty "o prawach dziecka do życia i wychowania w rodzinie". Czytamy w nim m.in.: "Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego zgodnie ze swoimi przekonaniami – tak z kolei głosi Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej".

- Tak mówi aktualny Rzecznik Praw Dziecka. Pamiętam, że jak zaczynałem kadencję (RPO) to miałem duży zaszczyt podpisać i wydać wspólnie z Rzecznikiem Praw Dziecka Markiem Michalakiem (RPD w latach 2008-2018) deklarację, gdzie wręcz zachęcaliśmy szkoły do tego, żeby promowały odpowiednie podejście do edukacji antydyskryminacyjnej, żeby walczyły o prawo do szacunku dla każdego ucznia - komentował w "Faktach po Faktach" Bodnar.

- Wskazywaliśmy, że to jest wręcz obowiązkiem szkoły, aby być otwartym na promocję i tolerancję dla różnego rodzaju grup i osób, które mogą być szykanowane - dodał.

Bodnar: wierzę, że osoby oceniające protesty wyborcze potrafią zachować się w sposób niezależny

Adam Bodnar odniósł się także do składanych do Sądu Najwyższego protestów wyborczych. Sześć dotyczących okręgów senackich złożył Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość.

Sąd Najwyższy rozpatruje wniesione protesty w składzie trzech sędziów nowo utworzonej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Została powołana w czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości. Jej skład został wybrany w 2018 roku przez nową Krajową Radę Sądownictwa, a ta z kolei została wybrana przez Sejm.

Bodnar ocenił, że "mamy kłopot z Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych". - Dwa lata temu, jak się pojawił prezydencki projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, napisałem post na Facebooku mówiąc: dlaczego zabiera się kompetencję w zakresie oceniania ważności wyborów Izbie Pracy Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych i przekazuje się to do nowo utworzonej izby? Co ciekawe, w projekcie ustawy nawet słowa nie było na ten temat, dlaczego jest dokonana taka zmiana? - wspomniał. - Teraz, niestety, jak doszło do momentu oceny protestów wyborczych, zaczynamy mieć wątpliwość, kto powoływał sędziów do tej izby, jaki jest status Krajowej Rady Sądownictwa (…), jakie będą konsekwencje wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE 19 listopada wyda wyrok w sprawie nowej KRS i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, podobnie jak Izba Kontroli Nadzwyczajnej obsadzonej przez nową KRS - red.) - zauważył Bodnar. - Nie mamy wiary tak do końca w niezależność tej Izby - dodał. Przyznał jednak, że wierzy, że "osoby, które zasiadają w tej Izbie" - a wiele z nich zna - "pokażą, że potrafią zachować się w sposób niezależny i ocenią zgodnie z prawem wszystkie protesty wyborcze".

Bodnar: wierzę, że osoby oceniające protesty wyborcze potrafią zachować się w sposób niezależnytvn24

Autor: js//kg / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24