Prokuratorzy pobrali próbki pisma Andruszkiewicza. Bada je biegły

Polska

Premier Morawiecki w wywiadzie dla TVN24 mówił, że wierzy w niewinność Andruszkiewicza (nagranie z 7 marca 2019 roku)tvn24
wideo 2/33

Prokuratura w Lublinie pobrała od wiceministra cyfryzacji Adama Andruszkiewicza próbki pisma do badań porównawczych. Chodzi o ujawnioną przez dziennikarzy "Superwizjera" aferę fałszowania podpisów poparcia dla Ruchu Narodowego w wyborach samorządowych w 2014 roku. Rzeczniczka prokuratury potwierdziła nam, że biegły zakwalifikował grupę 501 osób, których autentyczność podpisów kwestionuje i porównuje je z pismem "osób trzecich".

Pobierano wzory pisma ręcznego od Adama Andruszkiewicza do badań porównawczych - poinformowała dziennikarzy "Superwizjera" prokuratorka Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Jak dodała, wiceminister nie został przesłuchany w charakterze świadka.

Radio RMF FM w czwartek podało, że "501 podpisów zostało zakwestionowanych przez biegłego w śledztwie dotyczącym fałszowania podpisów pod listami poparcia Młodzieży Wszechpolskiej przed wyborami samorządowymi w 2014 roku". 
Wcześniej pytaliśmy rzeczniczkę lubelskiej prokuratury o stan śledztwa w tej sprawie.

- Wykonywane są czynności procesowe (przesłuchania w charakterze świadków oraz pobieranie wzorów pisma ręcznego) z osobami sygnującymi listy poparcia "Komitet Wyborczy Wyborców Ruch Narodowy" Okręgu Wyborczego o nr 1, 2 i 4, w wyborach do Sejmiku Województwa Podlaskiego, zarządzonych na dzień 16 listopada 2014 roku, których podpisy biegły zakwalifikował do badań komparatystycznych w pełnym zakresie tj. umożliwiających ustalenie bądź wykluczenie autentyczności podpisów jak też zestawienie ich z grafizmem osób trzecich. Grupa obejmuje 501 osób z których dotychczas przesłuchano około 250 osób – odpowiedziała nam 25 października prokuratorka Kępka.

Oznacza to, że liczba osób, których podpisy mogły zostać sfałszowane, a ich dane takie jak nr PESEL wykorzystane bez ich wiedzy, wzrosła z 286 do 501.

Zeznania i wyjaśnienia Pawła P.

W lutym w "Superwizjerze" reporterzy ujawnili, że prokuratorzy z Białegostoku od 2016 roku badali, czy Adam Andruszkiewicz fałszował i kierował fałszowaniem co najmniej 286 podpisów poparcia w wyborach samorządowych w 2014 roku.

Ówczesnego lidera Młodzieży Wszechpolskiej (MW) i jego byłego asystenta obciążyły między innymi zeznania i wyjaśnienia byłych współpracowników z tej nacjonalistycznej organizacji.

Jednym z głównych dowodów były wielokrotne zeznania i wyjaśnienia Pawła P., byłego członka Młodzieży Wszechpolskiej. 
 Paweł P. trzykrotnie stawał przed prokuratorami i opowiadał jak fałszowano podpisy poparcia oraz jaka była rola Andruszkiewicza. Zawsze żałował, że wziął udział w tym procederze i zapisał się do Młodzieży Wszechpolskiej jako 17 – latek. Po zerwaniu z tą nacjonalistyczną organizacją związał się mocno z Kościołem. Prokuratura Krajowa oceniła, że jest konsekwentny w trzymaniu się w wersji wydarzeń zarówno jako świadek i jako podejrzany.

"Swoje stanowisko potwierdził też (Paweł P. – przyp. red.) po przedstawieniu mu zarzutów, gdy (…) składał wyjaśnienia na temat sposobu popełniania przestępstwa i osób w nim uczestniczących" - wynika z analizy Departamentu Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej. 
Na podstawie jego wersji wydarzeń prokuratorzy ogłosili zarzuty najbliższemu współpracownikowi Andruszkiewicza – Wojciechowi N.

Biegły grafolog w swoich opiniach potwierdził wersję Pawła P. Ustalił, że na różnych listach wyborczych w podpisach poparcia przewijają się te same charaktery pisma należące do tych samych osób, co zdaniem śledczych potwierdzało zeznania i wyjaśnienia Pawła P.

CZYTAJ WIĘCEJ O WYJAŚNIENIACH PAWŁA P. >

Do dziś bez przeszukania

Dysponując m.in. takimi dowodami prokuratorzy z Białegostoku oświadczyli swoim szefom, że wystąpią do Sejmu o uchylenie Andruszkiewiczowi immunitetu. Gdy w październiku 2018 roku prowadzący śledztwo zaplanowali przeszukania w domu i biurze Andruszkiewicza, po raz pierwszy odebrano im akta.

Elżbieta Pieniążek, szefowa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, nadzorująca wszystkich tamtejszych prokuratorów, na sześć dni przed zaplanowanymi przeszukaniami u Andruszkiewicza i jego przesłuchaniem, w trybie "bardzo pilnym" kazała przywieźć do siebie wszystkie akta postępowania. Cel? Skontrolowanie "zasadności" zaplanowanych przez prowadzących przeszukań i przesłuchań. Pieniążek akta te przekazała do centrali - Prokuratury Krajowej w Warszawie, podlegającej Zbigniewowi Ziobrze i jego zastępcom.

Śledczy, pozbawieni dokumentów, musieli odwołać przeszukanie lokali i przesłuchanie prawicowego polityka. Akta śledztwa Prokuratura Krajowa zwróciła prokuratorom po miesiącu, w listopadzie, już po wyborach samorządowych. Prowadzący dostali uwagi, że za wolno pracują. Miesiąc później Andruszkiewicz wszedł do rządu i został wiceministrem cyfryzacji.

Po emisji reportażu "Superwizjera" postępowanie odebrano śledczym z Białegostoku, zarzucono im długotrwałe, nieudolne prowadzenie sprawy i przekazano prokuratorom z Lublina. Więcej o planach prokuratorów z Białegostoku i ich zablokowaniu dziennikarze "Superwizjera" ujawnili w dalszym ciągu reportażu na łamach Magazynu TVN24.

Czy nowi prokuratorzy zrobili przeszukania, które wcześniej zaplanowali białostoccy prokuratorzy?

- Nie dokonywano przeszukań (w lokalach - red.) mieszkalnych i gospodarczych Adama Andruszkiewicza po przejęciu postępowania przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie - odpowiedziała rzeczniczka.

Podejrzenia fałszerstw w wyborach europejskich

Przed odebraniem śledztwa prokuratorzy z Białegostoku wpadli też na nowy trop. Zwrócili się do biegłego grafologa, by zbadał listy poparcia dla kandydatów Ruchu Narodowego z wiosennych wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku. Chodziło o sprawdzenie, czy podpisy poparcia w tych wyborach fałszowały te same osoby co przy wyborach samorządowych.

Dyrektor olsztyńskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego potwierdził nam, że w styczniu 2019 roku białostoccy prokuratorzy zwrócili się o dokumenty związane z tymi wyborami i takie dokumenty dostali.

W podpisach poparcia dla kandydatów Ruchu Narodowego w majowych eurowyborach pojawiły się imiona i nazwiska tych samych pokrzywdzonych osób, których dane jak adresy i numery PESEL bez ich zgody i wiedzy wykorzystano w listopadowych wyborach samorządowych, a podpisy sfałszowano.

W naszym reportażu ujawniliśmy m.in., że część danych pokrzywdzonych osób pochodziło ze szkoły, do której chodził Wojciech N., do 2016 roku najbliższy asystent Andruszkiewicza. Dotarliśmy do kilkorga z tych pokrzywdzonych. Potwierdzili, że nie składali nigdy podpisów popierających w żadnych wyborach 2014 roku członków Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej. I że oprócz podrobionych podpisów nie zgadzały się numery PESEL lub adresy zamieszkania. Dawna koleżanka ze szkoły Wojciecha N. stwierdziła: - U różnych osób, były zmienione różne rzeczy. Po ujawnieniu tej całej sytuacji rozmawiałam z kilkoma znajomymi, którzy znaleźli się na tych listach. Moja koleżanka skontaktowała się wtedy z Wojtkiem (chodzi o Wojciecha N. – przyp. red.) i Wojtek przyznał się że wyprowadził nasze dane i przekazał je komuś, kto wpisał je na te listy.

Wojciech N. jest podejrzanym w sprawie fałszowania podpisów na listach poparcia.

"On kierował wszystkimi akcjami"

Eurowybory w 2014 roku były niezwykle ważne dla Adama Andruszkiewicza. Były pierwszym, poważnym politycznym sprawdzianem dla 23-letniego wtedy szefa Młodzieży Wszechpolskiej. Sam także kandydował. Jaka była wtedy jego rola? Opowiedział o tym prokuratorom Paweł P., były już członek Młodzieży Wszechpolskiej, który w prokuraturze najpierw zeznawał jako świadek, a potem dwukrotnie jako podejrzany.

"Pamiętam, że były wybory do europarlamentu i miałem listy i chodziłem po rodzinie i kolegach. Liderem Młodzieży Wszechpolskiej był Adam Andruszkiewicz, on kierował wszystkimi akcjami. On zarządzał zbieraniem podpisów, jemu oddawałem listy. On też zarządzał zebrania i różne akcje w których brałem udział" - czytamy w protokołach przesłuchań Pawła P., do których dotarliśmy.

Andruszkiewicz wtedy nie dostał się do europarlamentu.

Wiceminister zaprzeczał, by fałszował podpisy lub kierował takim procederem. Twierdził, że w ogóle nie występuje w śledztwie. Prawicowy polityk skierował do stacji TVN wezwanie przedsądowe, żądając m.in. usunięcia informacji o nim w kontekście tego śledztwa. Nasz adwokat odmówił, stwierdzając, że żądania Adama Andruszkiewicza są bezpodstawne. Następnie Andruszkiewicz wystąpił na drogę sądową. Proces jeszcze się nie rozpoczął.

Autor: Maciej Duda (maciej_duda@tvn.pl), Łukasz Ruciński (lukasz_rucinski@tvn.pl). / Źródło: Superwizjer

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: