Mnożą się przypadki odstrzału dzików żerujących na zamieszkanych obszarach na obrzeżach aglomeracji. Zwierzęta są zabijane nawet jeśli nie są agresywne, a wszystko dzieje się na oczach mieszkańców, w tym dzieci. Co na to resort klimatu i środowiska? - Gdybyśmy zajrzeli do mediów społecznościowych, doszlibyśmy do wniosku, że dzików jest w Polsce tyle, co ludzi - zauważył jego wiceszef, główny konserwator przyrody Mikołaj Dorożała. Jak podkreślił, prawda jest inna: populacja dzików została w ostatnich latach znacząco ograniczona i w parkach narodowych zostało ich bardzo niewiele. Problemem jest ich obecność w miastach. - Dziki to mądre zwierzęta; opuszczają miejsca, w których są prześladowane, dlatego nie ma ich już prawie w Puszczy Białowieskiej, za to przybywa ich w Warszawie, gdzie są relatywnie bezpieczne - argumentował dziennikarz "Gazety Wyborczej" Adam Wajrak. Goście TVN24 zgodzili się, że odstrzał dzików, często motywowany rzekomą obawą o rozprzestrzenianie się wirusa ASF, to błąd i należy zastąpić go przepłaszaniem tych zwierząt. Okazuje się jednak, że przeszkodą są przepisy i opór przed ich zmianą. - Ustawa o ASF jest w kompetencji ministerstwa rolnictwa - zauważył wiceminister klimatu i podkreślił, że mimo usiłowań jego resortu na rzecz ograniczenia odstrzału dzików, resort rolnictwa nie wykazał zainteresowania tymi pomysłami. - Przepraszam, a czy to nie jest rząd koalicyjny? Może powinniście państwo udać się do premiera, który deklarował, że jest miłośnikiem przyrody - zauważył Adam Wajrak. - Powiedzcie: panie premierze, mamy taki spór, niech pan rozstrzygnie - sugerował.