W 1993 roku komandor porucznik Marek Chmura był pilotem śmigłowca ratunkowego Mi-14. 14 stycznia miał dyżur w 40. Eskadrze Zwalczania Okrętów Podwodnych i Ratownictwa w Darłowie. Tego dnia, w środku nocy, zaczął tonąć prom samochodowo-kolejowy Jan Heweliusz. Polskie śmigłowce były gotowe do startu o świcie, jednak w ostatniej chwili przyszła decyzja, by piloci wyłączyli silniki. Pierwsza polska maszyna wystartowała ostatecznie niecałe pięć godzin po nadaniu sygnału MAYDAY. 33 lata po największej tragedii w polskiej żegludze Artur Molęda rozmawia z emerytowanym już wojskowym pilotem, który odtwarza przebieg zdarzeń z dnia zatonięcia promu Jan Heweliusz. Dlaczego polskie śmigłowce nie były od razu dopuszczone do udziału w akcji ratunkowej? <br/>