"Obywatelka K.L." - taki wymowny tytuł nosi wydany w 2025 roku album Kasi Lins, zawierający covery piosenek Grzegorza Ciechowskiego. Dlaczego artystka na wskroś współczesna sięgnęła po repertuar z lat 80. XX wieku? - W kwestiach artystycznych jest to jakiś akt odwagi, bo to mógł być i triumf, i porażka. Nie wiedziałam, czy polegnę, czy wygram - przyznała w programie "Monika Olejnik. Otwarcie" w TVN24+. Jak podkreślała, najciekawszą rzeczą w procesie twórczym jest "niewiadoma, czy przekraczasz granicę, czy jeszcze nie, czy kolejny krok nie będzie krokiem za daleko; to jest coś, co napędza". Według niej, "sztuka nie ma zbyt wiele wspólnego z rozumem". Kasia Lins wspomniała, że muzycznie kształciła się od siódmego roku życia, i że początki nie były łatwe. Nie zrezygnowała jednak. - Siłą rozpędu kontynuowałam gimnazjum, liceum, a później akademię muzyczną już z pełną świadomością i chęcią. Nie znam innego życia - powiedziała. - To nie była praca niewolnicza, to rodzaj poświęcenia, który później doceniamy - mówiła. Kasia Lins przyznała również, że, odbierając trzy statuetki na gali Fryderyków 2026, nie była w pełni przygotowana na raptowny wzrost zainteresowania nie tylko jej twórczością, ale również nią samą.<br/>W części #MonikaKsiążkiMuzyka Monika Olejnik poleciła książkę "Kochając Sylvię Plath" autorstwa Emily Van Duyne. Kasia Lins zaproponowała natomiast "Malinę" Ingeborga Bachmanna. Bohaterką felietonu #TalentAktywność to #przyszłość była Marianna Stuhr, jedna z najciekawszych polskich artystek swojego pokolenia.