Rodzice Hani starali się o świadczenie wspierające. Ich córka przez rok walczyła z nowotworem, a oni musieli wypełniać kolejne formularze. Ostatecznie 18-latka zmarła miesiąc temu, nie doczekawszy się spotkania z komisją mającą rozstrzygnąć jej przypadek. - Formularz, który otrzymaliśmy, kompletnie nie pasował do choroby, sytuacji i tego, czego potrzebowaliśmy, żeby dostać to świadczenie. Specyfika choroby, która dotknęła Hanię, była zupełnie inna niż to, co zawierał formularz - mówiła Sylwia Barczak (mama Hani) podczas debaty w TVN24+. Wyjaśniła, że jej córka potrzebowała całodobowego wsparcia, przez co sama musiała zrezygnować z pracy. - Musiałam zająć się dzieckiem w szpitalu, ale jestem też mamą trójki synów. Rzeczywistość, z którą się zderzamy, jest zupełnie inna, niż wydaje się urzędom - dodała Sylwia Barczak. Anna Wilczyńska (z redakcji magazynu "Polska i Świat" TVN24) przyznała, że wnioski o wsparcie kierowane w imieniu osób takich jak Hania "trafiają w gigantyczną dziurę, w której jest mała grupa urzędników i ogromnie dużo wniosków". - System jest po prostu niewydolny - stwierdziła Wilczyńska. Zdaniem mecenas Katarzyny Łodygowskiej (prawniczka, matkaprawnik.pl) ze strony urzędników zabrakło decyzyjności i wrażliwości. - Zawsze musi wydarzyć się tragedia, żeby coś się w tym kraju zmieniło. Mam nadzieję, że ta tragedia będzie miała taki wydźwięk. To prawda, że Wojewódzkie Zespoły ds. Orzekania Niepełnosprawności są przeciążone. Osoba potrzebująca nie jest w stanie nic zrobić - powiedziała Łodygowska. Podkreśliła, że osoby mierzące się z chorobami i niepełnosprawnościami wymagają szczególnej opieki państwa. - Problem dotyczący napływu wniosków i braków kadrowych powoduje, że mamy takie historie, jak historia Hani - podsumowała, broniąc zarazem przepisów w obecnym kształcie.