Sami byliśmy świadkami, jak w biały dzień, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu ktoś bezczelnie okrada obywateli, państwo i w dodatku niczego się nie boi - mówił Filip Folczak. Autor reportażu "Fikcyjne odpady i miliard od ministra" przekonywał, że administracyjny system nadzoru nad recyklingiem to fikcja i jest nie tylko omijany, ale stał się wręcz narzędziem w rękach przestępców. Zwrócił uwagę, że "ludzie, którzy się tym zajmują, mówią: większość tego rynku opiera się na fałszerstwach, kwitach, oszustwach". - Gdybyśmy w jakiejkolwiek innej branży znaleźli dowody na to, że 70 procent jej aktywności to złodziejstwo, to byśmy powiedzieli: zdelegalizować ich w tej chwili, przeorać i zbudować na nowo - zauważył Folczak. Według niego, szefowa Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska nie chce przyjść do studia "Superwizjera", bo "musiałaby się przyznać do tego, że nic nie zrobili i system nie działa". - Mamy system, w którym widzimy każdy transport odpadów w Polsce, każdą ciężarówkę z numerem rejestracyjnym, godziną, o której teoretycznie rozpoczyna swój transport, z wagą, firmami. Można go naprawić z dnia na dzień - podkreślił. - Jeśli inspektor ochrony środowiska, zarabiający kilka tysięcy złotych, jedzie do firmy odpadowej i od jego decyzji zależy być albo nie być tej firmy, to on się styka z tym przedsiębiorcą i musi pójść z nim na wojnę - kontynuował. Jak podkreślił, "czasem lepiej udawać, że się nie widzi, niż narażać się na kontakty z bardzo niesympatycznymi ludźmi, którzy mają gigantyczne pieniądze i możliwości". - Znam historie urzędników, którym się chciało i musieli pożegnać się z pracą - dodał.