Wydaje się, że to jest zaskoczenie, że coś, co było 15 lat temu, nadal wpływa na ludzi w 2026 roku. Wtedy postarano się, żeby ucywilizować dziki zachód deweloperki - mówił Maciej Kuciel. Reporter wraz z Joanną Rubin-Sobolewską są autorami reportażu <a href="https://tvn24.pl/plus/programy/superwizjer/afera-deweloperska-i-klopoty-spolki-hreit-reportaz-superwizjera-vc9102466">"Wizjoner deweloperki i oszustwo na trzy miliardy złotych"</a> opowiadającym o kłopotach spółki HREIT, które mają być największą aferą deweloperskią w historii III RP. W rozmowie z Jarosławem Jabrzykiem zwrócił uwagę, że w 2011 "koalicja PO-PSL stwierdziła, że trzeba jeden ząb bezpieczeństwa ograniczyć". - Oczekiwanie wobec Senatu było takie, że ta poprawka zostanie przyjęta i to bardzo szybko, bo zbliżały się wybory. Nie minęły 2-3 lata, a 90 procent rachunków powierniczych w całym kraju było pozbawionych jakiejkolwiek ochrony - powiedział. Podkreślił też, że w sprawie spółki HREIT pieniądze wyparowały, "bo pozwalała na to ustawa". - Wykorzystywali ustawę, która pozwalała dowolnie kształtować w umowie procent inwestycji, od której się ściąga pieniądze. Bank się ograniczał do kontroli, czy ten etap jest realizowany, nie sprawdzał jego faktycznej wartości - kontynuował. Joanna Rubin-Sobolewska zaznaczyła przy tym, że bank dostawał różne harmonogramy osób z tych samych inwestycji - na przykład ludzie mieli inne daty odbiorów kluczy. - To już był znak zapytania, gdzie można było powiedzieć, że coś jest nie tak - dodała. Wspomniała, że "nabywcy mieszkań i inwestorzy chodzili po różnych instytucjach, zgłaszali swoje problemy i składali zawiadomienia w różnych prokuratorach, ale większość spraw została umorzona".