Coraz więcej osób sięga po tak zwane ustawienia Hellingera, szukając pomocy w rozwiązywaniu problemów emocjonalnych. Jak jednak pokazuje reportaż <a href="https://tvn24.pl/plus/programy/superwizjer/ustawienia-hellingera-dlaczego-ta-metoda-budzi-tyle-kontrowersji-vc8970702">"Szara strefa psychoterapii. Ustawienia Hellingera"</a>, dla części uczestników kończy się to poważnymi konsekwencjami psychicznymi i poczuciem krzywdy. Dziennikarki Oliwia Fryc i Anna Mierzejewska przytaczają relacje osób, które skontaktowały się z redakcją "Superwizjera", twierdząc, że padły ofiarą nadużyć ze strony osób określających się jako terapeuci. Fryc zauważyła, że "to nie jest metoda, a szara strefa, która opiera się na tym, co prowadzący powie, jak zinterpretuje czyjeś emocje, zachowanie". Mierzejewska dodała, że ta metoda polega na tym, iż szukamy źródeł problemów, traum u swoich przodków - zakładamy, że wydarzenia z przeszłości, które dotyczyły kogoś bliskiego, bezpośrednio wpływają na nas. Ale to koncepcja, która nie ma żadnych podstaw naukowych. Z relacji uczestników wynika, że z czasem terapia przestawała przynosić efekty, a oni sami czuli się uwikłani w relację z prowadzącym, który wywierał silny wpływ na ich decyzje i sposób myślenia. Dziennikarki zwracają uwagę, że w takich sytuacjach bardzo łatwo przekroczyć granicę - od terapii do relacji przypominającej zależność od guru.