Dwóch policjantów z zarzutami po śmierci Piotra. Umierał, a oni myśleli, że jest pijany

TVN24

Cztery osoby z zarzutami po śmierci Piotra (wideo archiwalne)TVN 24 Łódź
wideo 2/5

Zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych i narażenia 19-letniego Piotra, mieszkańca Łodzi, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia - przedstawiła dwóm policjantom z Płocka łódzka Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Mężczyzna zmarł kilkanaście godzin po interwencji policji. Wcześniej zarzuty w tej sprawie usłyszeli lekarka oraz ratownik medyczny.

O zarzutach dla dwóch płockich policjantów poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Dodał, że jednemu z funkcjonariuszy śledczy postawili dodatkowo zarzut poświadczenia nieprawdy w protokole doprowadzenia pokrzywdzonego w celu wytrzeźwienia do pomieszczenia dla osób zatrzymanych.

Wcześniej zarzuty narażenia 19-latka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia usłyszała lekarka płockiego szpitala oraz ratownik, kierujący zespołem karetki pogotowia. Wszystkim podejrzanym grożą kary do 5 lat więzienia.

Błędna ocena kosztowała życie

Kopania przypomniał, że mężczyzna zmarł w czerwcu 2017 roku w Płocku, na skutek rozległego urazu czaszkowo-mózgowego, co wynikało z błędnej oceny, iż jego stan jest konsekwencją spożycia alkoholu.

Do prowadzenia postępowania w tej sprawie wyznaczona została Prokuratura Okręgowa w Łodzi. W śledztwie badana jest kwestia prawidłowości działań funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Płocku podczas interwencji, do której doszło po północy z 20 na 21 czerwca 2017 roku, a także przedstawicieli służb medycznych, którzy krytycznej nocy przeprowadzali badania 19-latka.

- Po zebraniu bardzo obszernego materiału dowodowego w śledztwie zasięgnięto opinii biegłych z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zebrane na obecnym etapie dowody dostarczyły podstaw do sformułowania w maju tego roku zarzutów narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lekarce oraz kierownikowi zespołu ratownictwa medycznego WSPR w Płocku - powiedział Kopania. Teraz zarzuty usłyszeli podejmujący interwencje płoccy funkcjonariusze.

Krew na ubraniu

Z dokonanych ustaleń wynika, że dwa lata temu, w nocy z 20 na 21 czerwca, mężczyzna przebywał ze znajomymi w rejonie Wzgórza Tumskiego. Tuż po północy między nimi a inną grupą młodych osób doszło do kłótni – w jej trakcie 19-latek został uderzony. Upadając, uderzył głową o twarde podłoże i stracił przytomność. Krew zalała jego ubranie.

Na miejsce wezwano policję i zespół ratownictwa medycznego. Policjanci wylegitymowali niektóre osoby, które zastali na miejscu zdarzenia i odwołali w rozmowie z dyspozytorem pogotowia przyjazd karetki. Jednak z uwagi na zły stan 19-latka towarzyszące mu osoby ponownie wezwały pogotowie. Ratownicy określili stan pokrzywdzonego jako bardzo dobry, stwierdzając, że jest on po spożyciu alkoholu i przekazali go patrolowi policji, który zdecydował o konieczności zatrzymania mężczyzny celem wytrzeźwienia.

Jak wyjaśnił Kopania, łączyło się to z koniecznością uzyskania zaświadczenia lekarskiego. Tuż przed godziną 2 w nocy pokrzywdzony został przewieziony przez policjantów do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku, gdzie był badany przez podejrzaną lekarkę. Wystawiła ona zaświadczenie o braku przeciwwskazań do osadzenia.

Myśleli, że jest pijany

Po przewiezieniu do Komendy Miejskiej Policji stan zdrowia mężczyzny nadal się pogarszał. Około godziny 5 rano nieprzytomny trafił do szpitala. Stwierdzono wówczas bardzo rozległe obrażenia głowy. Mimo podjętych działań, dzień później, czyli 22 czerwca, 19-latek zmarł. Ustalono, że śmierć nastąpiła na skutek urazu czaszkowo-mózgowego. Mężczyzna doznał obrażeń m.in. w postaci złamania kości czaszki oraz obrzęku mózgu.

- Badania mające na celu ustalenie, czy faktycznie pokrzywdzony znajduje się pod wpływem alkoholu przeprowadzone zostały dopiero, gdy po raz kolejny nad ranem 21 czerwca 2017 roku przewieziono go do szpitala. Wbrew wcześniejszej ocenie zarówno służb medycznych, jak i policjantów, w pobranej krwi nie stwierdzono obecności alkoholu. Także badania próbek pobranych podczas sekcji wykazały, że nie był w stanie nietrzeźwości, ani też pod wpływem środków odurzających – wyjaśnił Kopania.

Zwrócił uwagę, iż z relacji części przesłuchanych świadków wynika, że policjantom i osobom, które już wcześniej usłyszały zarzuty, przekazywane były informacje o doznanym urazie głowy. Lekarka odnotowała to zresztą w dokumentacji medycznej. 19-latek miał też zakrwawioną odzież, a z rozciętej dolnej wargi leciała mu krew. Świadkowie zaprzeczają, że ofiara była pod wpływem alkoholu.

Jak mówi Kopania, mimo tych sygnałów zespół ratownictwa medycznego nie widział podstaw do przewiezienia 19-latka do szpitala, przekazując go w ręce policji, a wystawiająca zaświadczenie lekarka po pobieżnym badaniu fizykalnym odstąpiła od przeprowadzania badań obrazowych, laboratoryjnych i ewentualnie obserwacji szpitalnej.

Także interweniujący policjanci, nie zważając na sygnały o doznanym urazie, widoczne ślady krwi, a przede wszystkim nie dysponując wynikami badań na zawartość alkoholu w organizmie mężczyzny, doprowadzili do jego umieszczenia w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych, uniemożliwiając wczesne udzielenie mu pomocy medycznej.

Jeden z policjantów sporządzających dokumentację poświadczył w protokole doprowadzenia pokrzywdzonego w celu wytrzeźwienia niezgodne z prawdą informacje, które miały uzasadniać zasadność podejmowanych działań.

Trzy lata za śmierć

Z wydanej opinii biegłych wynika, że skala doznanych obrażeń była tak duża, że nie gwarantowała możliwości uratowania życia nawet w przypadku szybszego udzielenia pomocy medycznej.

Pod koniec grudnia ubiegłego roku sąd w Płocku skazał Damiana K. To on zadał cios, po którym Piotrek upadł na beton. Mężczyzna był oskarżony o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, który doprowadził do śmierci dziewiętnastolatka.

Ostatecznie sąd zmienił kwalifikację czynu i skazał go za nieumyślne spowodowanie śmierci i wymierzył mu karę trzech lat pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny. K. był wcześniej karany m.in. za pobicie, kradzież i wywieranie przemocą wpływu na świadka. W czasie procesu nie przyznawał się do winy.

Sprawą zajmowała się Uwaga! TVN.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa/gp / Źródło: TVN24/PAP