- Stało się. Mazurska Służba Ratownicza otrzymała we wtorek wezwanie komornicze do opuszczenia stacji - mówi Kuba Gwiazdowski z Mazurskiej Służby Ratowniczej.
Czytaj więcej: Ratownicy z nakazem eksmisji. Po 50 latach muszą opuścić bazę nad Śniardwami
Ratownicy mają dwa tygodnie na wyprowadzkę. W przeciwnym razie 17 września o godzinie 10 komornik przystąpi do egzekucji.
- Cały czas mieliśmy nadzieję, że uda się jakoś dogadać z burmistrzem. Ciężko cokolwiek sensownego powiedzieć w tym momencie. Musimy przeanalizować to z naszymi prawnikami - dodaje Kuba Gwiazdowski.
Oświadczenie MOPR
Do tematu odniosło się również Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, który pełni podobną funkcję co Mazurska Służba Ratownicza.
"Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe nie uczestniczy w sprawach dotyczących infrastruktury, organizacji pracy ani funkcjonowania Mazurskiej Służby Ratowniczej z siedzibą w Okartowie. Jednocześnie stanowczo podkreślamy, że sytuacja ta nie wpływa na ciągłość działalności Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z siedzibą w Giżycku oraz wszystkich podległych Stacji Ratownictwa Wodnego w Piszu - Łupkach, Mikołajkach i Harszu - Skłodowie" - czytamy w oświadczeniu.
Napisano w nim również, że "ograniczenie lub utrata możliwości funkcjonowania infrastruktury ratowniczej należącej do innego podmiotu nie oznacza ograniczenia ani zaprzestania działalności Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z siedzibą w Giżycku".
"MOPR wykonuje swoje zadania w sposób ciągły i pozostaje w całorocznej gotowości do prowadzenia działań ratowniczych na obszarze swojej działalności, w tym na jeziorze Śniardwy – największym jeziorze w Polsce" - podkreślono.
Spór o działkę z miastem
Mazurska Służba Ratownicza działa od 1978 roku. Siedziba jednostki znajduje się w Okartowie, na wschodnim brzegu jeziora Śniardwy. Baza jest położona na dwóch działkach: własnej stowarzyszenia i dzierżawionej od Pisza. Umowa z gminą Pisz wygasła w 2021 roku i nowej nie podpisano.
- Działka gminy Pisz nie ma drogi dojazdowej. Aby do niej dojechać, trzeba przeciąć działkę Mazurskiej Służby Ratowniczej. Dlatego burmistrz Pisza próbuje wymusić służebność na dojeździe. Bez tego działka jest bezwartościowa. Ale to też ostatni bezpiecznik, który uniemożliwia jej sprzedaż - mówił kilka tygodni temu Kuba Gwiazdowski.
Ratownicy proponowali kompromis: służebność gruntowa dla gminy w zamian za minimum 10-letnią dzierżawę. Burmistrz jednak odmówił.
- Burmistrz nie zmienił swojej decyzji. Kilka tygodni temu wojewoda zaprosił nas i burmistrza na spotkanie, podczas którego próbował znaleźć kompromis. Stanowisko burmistrza nie uległo jednak zmianie. Próbował na nas wymusić przekazanie służebności gruntowej, ale nie chcieliśmy się na to zgodzić bez jakichkolwiek gwarancji. Zależało nam na przynajmniej kilkuletniej umowie - mówi Kuba Gwiazdowski.
W teorii ratownicy mogliby się przenieść w inne miejsce, ale jest to niezwykle skomplikowany, kosztowny i czasochłonny proces.
- Mamy sąsiednią działkę, która jest własnością stowarzyszenia, ale ma ograniczony dostęp do linii brzegowej. To jest tak naprawdę pole, na które przeniesienie całej infrastruktury byłoby niezwykle problematyczne. W praktyce to wielomiesięczny proces kosztujący kilka milionów złotych, których organizacja non-profit, taka jak my, nie posiada - przyznaje Kuba Gwiazdowski.
Burmistrz Pisza odpowiada ratownikom
Jak informowała Małgorzata Pietrzak, rzeczniczka prasowa burmistrza Pisza, decyzja o odmowie zawarcia kolejnej umowy dzierżawy wynikała z "rażących naruszeń warunków umowy".
- W toku weryfikacji sposobu wykorzystania mienia komunalnego stwierdzono, że stowarzyszenie dopuściło się licznych samowoli budowlanych oraz eksploatowało grunt niezgodnie z jego przeznaczeniem. Sytuację dodatkowo zaognił fakt, że jeden z członków stowarzyszenia wystąpił z powództwem przeciwko gminie Pisz o zasiedzenie przedmiotowej nieruchomości, co zostało odebrane jako działanie bezpośrednio uderzające w interes majątkowy lokalnej społeczności - wyjaśnia Małgorzata Pietrzak.
Urzędnicy powołują się na wyroki sądów, które podzieliły ich argumentację. Poza tym, jak twierdzą, zwrot nieruchomości nie naruszy bezpieczeństwa osób korzystających z wypoczynku na jeziorze Śniardwy.
- Mazurska Służba Ratownicza dysponuje prawem użytkowania wieczystego do terenu bezpośrednio sąsiadującego z działką gminną, a dodatkowo posiada dostęp do linii brzegowej jeziora poprzez porozumienie z właścicielem prywatnej nieruchomości, który publicznie zadeklarował chęć dalszego wspierania działalności statutowej ratowników - argumentuje Małgorzata Pietrzak.