Ratownicy z nakazem eksmisji. Po 50 latach muszą opuścić bazę nad Śniardwami
Mazurska Służba Ratownicza działa od 1978 roku. Siedziba jednostki znajduje się w Okartowie, na wschodnim brzegu jeziora Śniardwy. Baza jest położona na dwóch działkach: własnej stowarzyszenia i dzierżawionej od Pisza. Umowa z gminą Pisz wygasła w 2021 roku i nowej nie podpisano.
- Działka gminy Pisz nie ma drogi dojazdowej. Aby do niej dojechać, trzeba przeciąć działkę Mazurskiej Służby Ratowniczej. Dlatego burmistrz Pisza próbuje wymusić służebność na dojeździe. Bez tego działka jest bezwartościowa. Ale to też ostatni bezpiecznik, który uniemożliwia jej sprzedaż - wyjaśnia w rozmowie z tvn24 Kuba Gwiazdowski z Mazurskiej Służby Ratowniczej.
Spotkanie u wojewody nie przyniosło rezultatu
Ratownicy proponują kompromis: służebność gruntowa dla gminy w zamian za minimum 10-letnią dzierżawę. Burmistrz jednak odmawia i nakazał eksmisję.
- Burmistrz nie zmienił swojej decyzji. Kilka tygodni temu wojewoda zaprosił nas i burmistrza na spotkanie, podczas którego próbował znaleźć kompromis, jednak stanowisko burmistrza nie uległo zmianie. Burmistrz próbował na nas wymusić przekazanie mu służebności gruntowej, ale nie chcieliśmy się na to zgodzić bez jakichkolwiek gwarancji. Zależało nam na przynajmniej kilkuletniej umowie. W ten sposób nie mogą skutecznie wykonać tej eksmisji - mówi Kuba Gwiazdowski.
Ratownicy nie mogli porozumieć się ze starym burmistrzem, więc postanowili poczekać do wyborów. Nowy burmistrz deklarował współpracę, jednak z czasem jego stanowisko zaczęło się zmieniać. Na początku kwietnia rada miasta podjęła uchwałę o wycofaniu działki ze sprzedaży i wystosowała apel o jej wydzierżawienie Mazurskiej Służbie Ratowniczej. Mimo to burmistrz podtrzymał decyzję o eksmisji.
- Mówiliśmy, że damy tę służebność w zamian za podpisanie dzierżawy przynajmniej na siedem lat, dzięki czemu będziemy mogli sięgać po na przykład dotacje unijne. Finalnie burmistrz podjął decyzję, że jednak nie będzie dzierżawił - mówi Kuba Gwiazdowski.
I dodaje: - Burmistrz powtarza, że jest wyrok sądu, zgodnie z którym musi przeprowadzić eksmisję. To jednak nie jest do końca prawdą, bo wyrok sądu jest dla nas. Wystarczy odrobina dobrej woli. Właścicielem działki jest gmina i sąd oczywiście przyznał, że gmina jest właścicielem, ale przy odrobinie dobrej woli, dałoby się to załatwić.
Drugi argument burmistrza to służebność, a trzeci do samowole budowlane, które ratownicy wykonali na działce. - Za czasów PGR-u dyrektor mówił, że jeśli chcemy sobie postawić barak, to mamy stawiać. To były zupełnie inne czasy. Tak naprawdę kawałek budynku wychodzi poza obrys działki. Do budynku socjalnego dobudowaliśmy małą świetlicę, w której prowadzimy szkolenia. Przy dobrej woli również mógłby ją uznać - mówi Gwiazdowski.
Gwiazdowski dodaje, że w teorii ratownicy mogliby się przenieść w inne miejsce, ale jest to niezwykle skomplikowany, kosztowny i czasochłonny proces.
- Mamy sąsiednią działkę, która jest własnością stowarzyszenia, ale ma ograniczony dostęp do linii brzegowej. To jest tak naprawdę pole, na które przeniesienie całej infrastruktury byłoby niezwykle problematyczne. W praktyce to wielomiesięczny proces kosztujący kilka milionów złotych, których organizacja non-profit, taka jak my, nie posiada - przyznaje Kuba Gwiazdowski.
- Nie wyobrażam sobie, by ratownicy zostali pozbawieni tej działki z racji historii oraz skutecznego i aktywnego działania na jeziorze Śniardwy. To jedyna jednostka, która jest non stop w gotowości na tym obszarze. Brakuje zrozumienia. Nie wiem, czy to kwestia zawiści, zemsty, która ma być zrealizowana rękami obecnego burmistrza. Jeśli ktoś im zarzuca, że ratownicy dorabiają się na tym, prowadzą biznes, to jest w dużym błędzie. Wystarczy tam pójść i zobaczyć, w jakich warunkach działają - komentuje w rozmowie z tvn24.pl Sebastian Zuzga, przewodniczący Rady Miasta Pisza.
Jego zdaniem sytuacja znajdzie swój pozytywny finał. - Moja propozycja była taka, by nie robić 10-letniej dzierżawy, która pozwala na prawo pierwokupu, tylko dać im na przykład dzierżawę na dwa razy po osiem lat. To są prawdziwe wilki morskie. To ludzie, którzy nie boją się w wyjść warunkach, które zagrażają ich życiu. Trzeba im pomóc - dodaje Zuzga.
Burmistrz Pisza powołuje się na wyroki sądów
Inaczej tę sprawę widzą urzędnicy. Jak informuje Małgorzata Pietrzak, rzeczniczka prasowa burmistrza Pisza, decyzja o odmowie zawarcia kolejnej umowy dzierżawy wynikała z "rażących naruszeń warunków umowy".
- W toku weryfikacji sposobu wykorzystania mienia komunalnego stwierdzono, że stowarzyszenie dopuściło się licznych samowoli budowlanych oraz eksploatowało grunt niezgodnie z jego przeznaczeniem. Sytuację dodatkowo zaognił fakt, że jeden z członków stowarzyszenia wystąpił z powództwem przeciwko gminie Pisz o zasiedzenie przedmiotowej nieruchomości, co zostało odebrane jako działanie bezpośrednio uderzające w interes majątkowy lokalnej społeczności - wyjaśnia Małgorzata Pietrzak.
Urzędnicy powołują się na wyroki sądów, które podzieliły ich argumentację. Poza tym, jak twierdzą, zwrot nieruchomości nie naruszy bezpieczeństwa osób korzystających z wypoczynku na jeziorze Śniardwy.
- Mazurska Służba Ratownicza dysponuje prawem użytkowania wieczystego do terenu bezpośrednio sąsiadującego z działką gminną, a dodatkowo posiada dostęp do linii brzegowej jeziora poprzez porozumienie z właścicielem prywatnej nieruchomości, który publicznie zadeklarował chęć dalszego wspierania działalności statutowej ratowników - argumentuje Małgorzata Pietrzak.
Urzędnicy odnoszą się również do spekulacji na temat ewentualnej inwestycji, która miałaby powstać na działce. Nieoficjalnie mówi się o hotelu.
- Inwestycja jest w tej lokalizacji wykluczona ze względu na uwarunkowania środowiskowe i prawne - działka leży na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego oraz obszaru Natura 2000 Puszcza Piska i nie jest objęta miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Gminie nie są znane zamierzenia inwestycyjne podmiotów trzecich dotyczące budowy hotelu - dodaje Małgorzata Pietrzak.
Ratownicy szukają pomocy w ministerstwie
Ratownicy chwytają się różnych możliwości wsparcia. Jedną z nich jest apel do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Chcą, by minister był mediatorem w sporze między nimi a burmistrzem Pisza. Zależy im na tym, by przed końcem czerwca mieć umowę dzierżawy gwarantującą stabilną obecność na kolejne 10 lat. Ponadto chcą, by doszło do wstrzymania eksmisji do czasu wypracowania porozumienia.
Co na to ministerstwo? W odpowiedzi przesłanej do redakcji czytamy, że "MSWiA monitoruje sytuację systemu ratownictwa wodnego w całym kraju, w tym na Mazurach. Nie ma zagrożenia braku działań ratowniczych w powiecie piskim. Na jeziorze Śniardwy i okolicznych jeziorach działają także inne podmioty ratownicze (m.in. MOPR, WOPR)".
"Sprawa Mazurskiej Służby Ratowniczej i gminy Pisz była przedmiotem postępowania sądowego, które zakończyło się prawomocnym wyrokiem. MSWiA nie ingeruje w indywidualne umowy dzierżawy, ani spory cywilnoprawne między stowarzyszeniami a gminami" - czytamy dalej.
Mazurska Służba Ratownicza to samodzielna, akredytowana przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji służba ratownicza. Działa całą dobę, przez 365 dni w roku. Swoim zasięgiem pokrywa jezioro Śniardwy oraz okoliczne akweny w rejonie południowych Wielkich Jezior Mazurskich.