W piątek do stacji Mazurskiej Służby Ratowniczej przyjechał komornik, który przeprowadził czynności. Dwa tygodnie temu, gdy po raz pierwszy chciał zabezpieczyć gminny teren w asyście policji, po negocjacjach ratownicy zobowiązali się, że sami opróżnią pomieszczenia; wywiozą swoje sprzęty i wyposażenie.
Tak się stało. Większość wyposażenia ratownicy przenieśli na sąsiednią działkę, a teren gminy został w piątek ogrodzony i zamknięty przez służby miejskie.
Wicekomandor Mazurskiej Stacji Ratowniczej Marek Kwasowiec powiedział, że misja MSR się nie kończy.
- Będziemy w tym miejscu nadal dbać o bezpieczeństwo. Ale ja czuję się dziś, jakby mi ktoś napluł w twarz. Pracuję jako wolontariusz od 30 lat i po 30 latach ktoś mówi, że nasza praca jest zbędna. Jestem ciekaw, kto weźmie odpowiedzialność za bezpieczeństwo na jeziorze Śniardwy - zaznaczył. Przyznał, że są inne służby ratownicze, ale w tym przypadku chodzi o szybkość dotarcia do miejsca wypadku.
Podkreślił, że to właśnie Mazurska Służba Ratownicza jest jedyną działająca w tej części jeziora Śniardwy. I dodał, że przy rozwiązaniu sporu zabrakło dobrej woli po stronie gminy.
Baza ratowników przejęta przez gminę
Obecny na miejscu radca prawny z Urzędu Miasta w Piszu Rafał Orłowski powiedział, że ratownicy, którzy dzierżawili przez wiele lat nieruchomość, od 2021 roku już nie mają tytułu prawnego do działki, a w 2024 roku sąd wydał prawomocny wyrok eksmisyjny.
- Zgodnie ze zobowiązaniem sprzed dwóch tygodni ratownicy faktycznie opróżnili dobrowolnie pomieszczenia. Pozostały wielogabarytowe rzeczy. Musimy się z nimi uporać. Zgodnie z przepisami, jeden z budynków wyznaczony został jako magazyn pod dozorem gminy. Jeśli w ciągu miesiąca MSR nie odbierze rzeczy, to mogą być one zutylizowane albo wystawione na sprzedaż- podkreślił.
Dodał, że w styczniu zapadnie przed NSA decyzja co do rozbiórki budynków znajdujących się na gminnej działce pozostawionych przez MSR. Podkreślił, że zgodnie z wcześniejszym orzeczeniem sądowym są one samowolą budowlaną.
Wykonano wyrok sądu
Burmistrz Pisza Dariusz Kiński zapewniał wcześniej, że ceni ratowników i ich pracę, ale - podkreślił - jako samorządowiec musi też przestrzegać prawa i wykonywać wyroki sądu.
W przesłanym dwa tygodnie temu stanowisku burmistrz napisał, że "gmina Pisz nie kwestionuje wieloletniej, społecznie ważnej działalności Stowarzyszenia MSR, ani znaczenia jej pracy dla bezpieczeństwa osób korzystających z wód Wielkich Jezior Mazurskich".
Podkreślił, że samorządowi zależy na tym, aby ratownictwo wodne nadal skutecznie funkcjonowało, a bezpieczeństwo na akwenach było zapewnione. Zwrócił uwagę, że "zapewnienie bezpieczeństwa wodnego może i powinno iść w parze z ochroną mienia komunalnego, uporządkowaniem stanu prawnego nieruchomości oraz respektowaniem prawomocnych rozstrzygnięć sądowych" - napisał Kiński.
Burmistrz Pisza zapewnił, że "gmina Pisz nie prowadzi działań przeciwko ratownikom ani nie dąży do zakończenia ich działalności".
Na Wielkich Jeziorach Mazurskich działają dwie organizacje niosące pomoc żeglarzom: Mazurska Służba Ratownicza w Okartowie nad Śniardwami oraz Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, które ma siedzibę i bazę w Giżycku w tamtejszej Ekomarinie, a stacje ratownictwa wodnego w Piszu-Łupkach, Mikołajkach i Harszu-Skłodowie.