Wojsko czeka deubekizacja

Najnowsze


W wojsku nie mogą służyć ludzie o kompromitującej komunistycznej przeszłości. Według prezydenckiego projektu deubekizacji z wojska będą musieli odejść ludzie służący w czasach PRL - ujawnia "Dziennik".

Według projektu, do którego dotarła gazeta, będą mieli czternaście dni na opuszczenie armii. Wyjątkiem są oficerowie Żandarmerii Wojskowej, którzy na zdjęcie munduru będą mieli dwa lata. Według projektu część byłych wojskowych straci połowę emerytury. Projekt obejmuje osoby, które w czasach PRL służyły w Informacji Wojskowej, Zarządzie II Sztabu Generalnego, czyli wywiadzie wojskowym, Wojskowej Służbie Wewnętrznej, zwiadzie Wojsk Ochrony Pogranicza, a także wykładowców i absolwentów Akademii Spraw Wewnętrznych. To oni będą musieli w ciągu dwóch tygodni opuścić szeregi wojska. Nowa ustawa może oznaczać też obniżkę emerytur niektórych wojskowych - pisze dziennik. Czas służby lub pracy w tych formacjach ma być uznany za okres nieskładkowy. Dla niektórych emerytów może to oznaczać nawet 50 proc. obniżkę emerytur. Zdaniem posła Michała Jacha z PiS, członka komisji obrony narodowej, deubekizację w wojsku należy przeprowadzić jak najszybciej. - WSW czy II Zarząd Sztabu Generalnego były bezpośrednio podległe służbom sowieckim. W trosce o bezpieczeństwo państwa należy ich więc usunąć z wojska - uważa. Poseł SLD Janusz Zemke ostro krytykuje prezydencki projekt: - Każdy taki pomysł będziemy blokować. Nie zgadzamy się na czystkę polityczną w wojsku. Projekt ma jednak szanse na przegłosowanie w Sejmie. Platforma Obywatelska nie mówi nie, choć jej przedstawiciele domagają się poprawienia ustawy. - Ostatnie projekty prezydenckie były pełne niedoróbek. Ten również budzi wiele wątpliwości, chociażby jeśli chodzi o redukcję wojskowych emerytur - mówi Jadwiga Zakrzewska, dziś posłanka PO, a w rządzie Jerzego Buzka wiceszefowa MON. Kancelaria Prezydenta nie chciała komentować planowanych pomysłów. "Rzeczywiście taki projekt prezydencki istnieje, ale nie wiadomo, kiedy trafi do Sejmu" - usłyszał "Dziennik" w biurze prasowym.

Źródło: "Dziennik"