|

Najpierw skakał, dziś naprawdę lata. Kibicuje mu Dawid Kubacki

Stanisław Biela za sterami szybowca
Stanisław Biela za sterami szybowca
Źródło: (fot. Jakub Świst)
Mówią na niego Stachu. Najpierw, dawno temu, Stanisław Biela chciał popłynąć za wielką wodę, by zostać tam bejsbolistą. Został kombinatorem norweskim, potem narciarskim skoczkiem, a wreszcie osiągającym sukcesy pilotem szybowca, po kursie pilotażu podarowanym przez wujka z Ameryki.Artykuł dostępny w subskrypcji
Kluczowe fakty:
  • Stanisław Biela zaczynał karierę w UKS Sołtysiane Stare Bystre.
  • Jako skoczek narciarski wystartował w dwóch konkursach Pucharu Świata.
  • Wujek z Ameryki zaproponował, by ukończył kurs pilotażu.
  • W roku 2025 Biela wywalczył między innymi drugie miejsce w szybowcowych mistrzostwach Europy.

Na świat przyszedł w Zakopanem 2 kwietnia 1994 roku. Dom rodzinny to Stare Bystre, 30 minut jazdy samochodem z Zakopanego, przy większym ruchu nieco więcej. W Starem Bystrem powstał UKS Sołtysiane, czyli Uczniowski Klub Sportowy, sekcja najpierw biegowa, potem i skokowa, rzecz jasna dotyczące biegania i skakania na nartach. Możliwe to było dzięki Andrzejowi Ruchale, trenerowi, mężowi Małgorzaty Ruchały z domu Jasica, olimpijki, biegaczki i biathlonistki.

Rodzina, jak mówi Stachu, sportowa jest po części. Bogusia, starsza o pięć lat siostra, skończyła farmację, razem z rodzicami i dziewczyną kibicują mu na całego. - Chodziły pogłoski, że jeden z pradziadków grał w futbol amerykański - opowiada. Futbol amerykański? W Zakopanem i Starem Bystrem? - Nie, nie, nie, w Ameryce, chyba na początku XX wieku, naprawdę dawne dzieje. Moja mama lubiła jeździć na łyżwach, robiła jakieś piruety. Tata interesował się sportem, za młodu skakał i boksował, Stanisław ma na imię, ja jestem Stachu junior, to u nas bardzo powszechne imię, jestem chyba czwartym pokoleniem Stanisławów.

Stanisław Biela, wtedy skoczek narciarski, grudzień 2017, Wisła
Stanisław Biela, wtedy skoczek narciarski, grudzień 2017, Wisła
Źródło: LUKASZ SZELAG/REPORTER/East News

"Staszek, tylko skoki"

Nie pamięta tego, zna to ze słów mamy: - Mówiła, że od zawsze chciałem zostać sportowcem. Na początku, słuchając pewnie o tym pradziadku, bardzo chciałem jechać do Ameryki, jak on, i grać nie w futbol, w bejsbol. Nie wiem, skąd taki pomysł. Jak miałem pięć czy sześć lat, mama zapisała mnie do klubu Podhale Nowy Targ na hokej, w który grali już kuzyni. Pograłem może z rok, nauczyłem się dobrze jeździć na łyżwach, ale czułem, że to nie to. Hokej to sport zespołowy, a ja jestem bardziej indywidualistą. Próbowałem, szukałem, oczywiście była piłka nożna, były boks i karate, a potem pojawił się trener Ruchała i narty, w młodzikach dużo zawodów wygrałem w biegach narciarskich. Po dziesiątych urodzinach, tak mniej więcej dziesiątych, pan Andrzej zaproponował, żebym spróbował skoków. Byłem dobrym biegaczem, więc postanowili zrobić ze mnie kombinatora norweskiego. Z kolei trener Kazimierz Długopolski, tata Krystiana, skoczka, mówił: "Staszek, ty nie powinieneś być w kombinacji, ty jesteś szczupły, drobnej kości, masz dynamikę w nogach, tylko skoki" - opowiada.

Czytaj także: