Do zobaczenia!

Najnowsze


W Polsce zrobiło się już tak upalnie, że trzeba uciekać do Hiszpanii, w której jest chłodno i do tego pada deszcz…

Rok temu jeździliśmy z żoną po Costa Brava (Barcelona i bardzo sympatyczna miejscowość Tossa de Mar, ze złocistą plażą przy otoczonym średniowiecznymi murami cyplu). Tym razem wybieramy się nad Atlantyk, na Costa de la Luz (niestety woda zimniejsza i pewnie silny wiatr, za to odwiedzimy też Portugalię). Jak już dostatecznie zmarzniemy, to wrócimy, ale nie wcześniej niż za dwa tygodnie.

Po powrocie opowiem, jak było, ale i w Polsce zrobiło się pięknie. W parku koło domu widziałem, że dzikie kaczki już dobrały się w pary i tylko spóźnieni kochankowie bezradnie szukają partnerek (czy to możliwe, by było ich mniej?). Pozostała nagroda pocieszenia – chleb rzucany przez ludzi. Wokół wypełnionej wodą fosy starego fortu jeżdżą rowery, dyszą spoceni biegacze (Biegnąc odbierają telefony. „Kupuj po dwanaście” polecił zwięźle jeden z nich i rozłączył się. Czyżby zlecał kupienie akcji?). Jednych i drugich gonią czasem psy.

W ogrodzie zoologicznym spróchniałe i połamane zęby wyszczerzyła do mnie hipopotamica (czy dobrze pamiętam, że na imię ma Agata? Nieważne, pewnie sama nie ma o tym pojęcia). W królewskich Łazienkach paradują ślubne pary. Pozują do zdjęć. Patrzymy na nie z sympatią, ale lepiej, by nie słyszeli, jak mówię żonie, że jej suknia była dużo piękniejsza. Na podwarszawskich działkach kwitną już kwiaty (jak na zdjęciu) i drzewa (ach, ten zapach w powietrzu).

Niestety, jak dla nas, skończył się już sezon na wyjazdy do Kazimierza – za duże tłumy. Uwielbiamy tam jeździć od jesieni do wiosny i błąkać się całymi dniami po górkach i wąwozach, by wieczorem wpaść na obiad do tawerny i na herbatę, państwo pewnie sami wiecie gdzie.