Najnowsze

Balcerowicz: Reformy muszą boleć

Najnowsze


"To fałszywa teza, że reforma finansów publicznych ma polegać na zabieraniu najgorzej sytuowanym grupom. Zdrowe finanse publiczne są korzystne głównie dla ludzi bez pracy, bo gwarantują stabilny wzrost gospodarczy, z którego korzystają wszyscy", mówi b. minister finansów, b. prezes NBP prof. Leszek Balcerowicz w wywiadzie udzielonym "Gazecie Wyborczej".

Pytany, czy w związku z sytuacją gospodarczą w USA mamy oczekiwać kryzysu, Balcerowicz odpowiada: - "Gdy mówimy o recesji, zakładamy, że gospodarka, zamiast rosnąć, odnotuje jakiś spadek PKB. Nawet gdyby tak się zdarzyło, nie jest to żadna katastrofa. Mówimy przecież o gospodarce bogatego kraju. Gospodarka USA ostatnio rozwijała się szybciej niż europejska, towarzyszyło temu narastanie globalnej nierównowagi. Polegało na tym, że konsumenci mało oszczędzali i dużo wydawali, więc ten bogaty kraj musiał się zapożyczać i miał ogromny deficyt w obrotach bieżących. Niemal wszyscy ekonomiści ostrzegali, że to ryzykowne.(...) Jeśli wzrost gospodarki Ameryki na jakiś czas spadnie, będą temu towarzyszyły w jakimś stopniu zjawiska stabilizujące - ludzie będą mniej wydawać i więcej oszczędzać. A to sprzyja redukcji globalnej nierównowagi".

- "Nasz eksport do USA - mówi profesor - to zaledwie 2 proc. całego eksportu. W przypadku Niemiec to 8-9 proc., Niemcy mogą więc bardziej odczuć spowolnienie w Stanach Zjednoczonych, co odbiłoby się jakoś na nas, ale nie wyolbrzymiałbym tych skutków".

- "Druga zależność dotyczy rynków finansowych - gdyby banki działające w Polsce inwestowały w skomplikowane produkty finansowe w Stanach i popadły w kłopoty. O ile wiadomo, tego nie robiły. Albo gdyby któryś europejski bank przeżywał poważne kłopoty i to by się odbiło na jego polskiej placówce. Ale takiego przypadku nie widać", twierdzi Balcerowicz.

Według niego spadki na giełdzie "nie muszą trwać latami. Chyba że stanie się coś nadzwyczajnego, ale nic na to nie wskazuje. Jest ogromną przesadą mówienie, że to powtórka Wielkiego Kryzysu 1929 r. czy nawet kryzysu w Japonii".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Pozostałe wiadomości