Jak wyliczyli dziennikarze RMF FM, Łukasz Mejza za dotychczasowe wykroczenia drogowe zebrałby już ponad 168 punktów karnych. Limit to 24, a mimo to poseł wciąż ma prawo jazdy. To, że go jeszcze nie stracił, zawdzięcza immunitetowi. Żeby pociągnąć parlamentarzystę do odpowiedzialności karnej, trzeba pokonać długą "ścieżkę".
Rajd na S3 i wykroczenia zarejestrowane przez fotoradary
W październiku ub.r. Komenda Główna Policji oraz Główny Inspektorat Transportu Drogowego złożyły wnioski o ukaranie Łukasza Mejzy. GITD chce pociągnięcia Mejzy do odpowiedzialności za popełnienie dziewięciu wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary.
Z kolei policja chce ukarania posła w związku z jego rajdem na trasie S3. Chodzi o sytuację z 13 października, kiedy poseł został zatrzymany na trasie ekspresowej S3 koło Polkowic na Dolnym Śląsku za prawie dwukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości - jechał z prędkością 200 km/h przy dozwolonej do 120. Policja chciała go wtedy ukarać mandatem w wysokości 2,5 tys. zł i 15 punktami. Poseł zasłonił się jednak immunitetem.
Uruchomiono standardową procedurę uchylenia immunitetu. W związku z nieprzyjęciem mandatu policja zawnioskowała o pociągnięcie posła do odpowiedzialności karnej. Wniosek z dolnośląskiej komendy trafił następnie do Komendy Głównej Policji.
Potem Łukasz Mejza tłumaczył, że nie przyjął mandatu, bo spieszył się na lotnisko. Przeprosił za swoje zachowanie i oświadczył, że zrzeknie się immunitetu. "Tak, jak obiecałem, natychmiast zrzekam się immunitetu w sprawie przekroczenia prędkości na S3. Żałuję tego, co zrobiłem, i taka sytuacja nie powtórzy się więcej. Jeszcze raz przepraszam" - przekazywał wtedy Mejza.
Jak wskazała wtedy Kancelaria Sejmu, w związku z uruchomioną wcześniej procedurą poseł nie mógł już "w sposób skuteczny samodzielnie powiadomić o 'zrzeczeniu się immunitetu' zanim wniosek w tej sprawie formalnie nie wpłynie do marszałka Sejmu".
Komendant Główny Policji podpisał wniosek o ukaranie posła 30 października. Z kolei 7 listopada minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek podpisał wniosek o uchylenie immunitetu Mejzie. Dopiero potem komplet dokumentów trafił do Sejmu.
Zrzekł się immunitetu
Oświadczenia, w których poseł PiS wyraża zgodę na pociągnięcie go do odpowiedzialności w dwóch sprawach dotyczących wykroczeń drogowych (KGP i GITD) wpłynęły do Sejmu 19 marca. Zgodnie z procedurą przekazano je do komisji regulaminowej, spraw poselskich i immunitetowych, żeby wyraziła opinię, czy są one poprawne z formalnego punktu widzenia.
25 marca komisja wydał pozytywną opinię. Sam zainteresowany nie pojawił się na posiedzeniu. - Tego samego lub kolejnego dnia opinię przekazano do gabinetu marszałka - słyszymy w sekretariacie komisji.
Ostatnim ogniwem starosta
Jak ustaliła reporterka TVN24 Katarzyna Gozdawa-Litwińska, Sejm przekazał dokumenty dotyczące immunitetu do Prokuratury Generalnej 1 kwietnia. Z kolei prokuratura przesłała je 7 kwietnia do Komendy Głównej Policji.
Gdy dokumenty dotrą już do lubuskiej policji, ta będzie mogła skierować do właściwego starostwa wniosek o odebranie prawa jazdy. Decyzję administracyjną wyda starosta.
Wówczas kierowca otrzymuje wezwanie na obowiązkowe badania psychologiczne oraz egzamin sprawdzający kwalifikacje (teoria i praktyka) w ośrodku ruchu drogowego. Brak zdania egzaminu oznacza cofnięcie uprawnień.
Dalej jeździ i zbiera punkty karne
Procedury trwają, a Łukasz Mejza dalej jeździ i wydłuża listę popełnionych wykroczeń. Kilka dni temu znów przekroczył prędkość i to na tej samej trasie - na S3 pod Zieloną Górą miał 150 km/h. Ukarano go mandatem w wysokości 800 złotych, który przyjął. Dodatkowo otrzymał dziewięć punktów karnych.
- Przekroczyłem prędkość na drodze szybkiego ruchu, w związku z tym kara jest pożądana i adekwatna. (...) Trzeba ponieść konsekwencje i tyle - skwitował w środę w Sejmie Łukasz Mejza.