Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze postawiła zarzuty nieumyślnego niedopełnienia obowiązków służbowych czterem policjantom z Komendy Powiatowej Policji w Świebodzinie, którzy w 2023 roku prowadzili interwencje w mieszkaniu, w którym dochodziło do przemocy domowej.
Chodzi o rodzinę siedmiomiesięcznego Wojtusia, który został zamordowany w marcu 2024 roku przez swojego ojca, Roberta P. Mężczyzna został prawomocnie skazany na karę 26 lat więzienia. Wyrok zapadł w styczniu 2026 roku.
Jeszcze przed śmiercią chłopca policjanci interweniowali w mieszkaniu Roberta P. co najmniej czterokrotnie. Zarzuty dotyczą dwóch interwencji z 2023 roku. Jak wyjaśniła w odpowiedzi na pytania tvn24.pl prokurator Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, mają one związek z "niewszczęciem procedury niebieskiej karty podczas interwencji dotyczących przemocy domowej".
"Powtarzające się akty przemocy", Niebieskiej Karty nie było
Procedura Niebieskiej Karty wszczynana jest w przypadku uzasadnionego podejrzenia stosowania przemocy domowej. By ją rozpocząć, niepotrzebne jest zakończenie sprawy karnej ani rozwianie wszystkich wątpliwości - chodzi o natychmiastowe uruchomienie systemu ochrony osób zagrożonych przemocą. Biorą w tym udział policjanci, ale też pracownicy opieki społecznej, oświaty czy ochrony zdrowia.
Według ustaleń śledztwa, w rodzinie od lat dochodziło do "powtarzających się aktów przemocy fizycznej i psychicznej", których świadkami lub uczestnikami były też dzieci. Niebieskiej Karty jednak nie było.
Dramatyczny przebieg interwencji
Dwóch z podejrzanych policjantów ma zarzuty dotyczące interwencji z 17 maja 2023 roku. Z ustaleń prokuratury - potwierdzonych przez sąd, który skazywał Roberta P. - wynika, że tego dnia doszło do aktu agresji na jego partnerce.
"W mieszkaniu przebywała wówczas roczna córka. Podczas zdarzenia miało dojść między innymi do przewrócenia mebli, zniszczenia wyposażenia mieszkania oraz uszkodzenia telewizora. Na miejsce wezwano również zespół ratownictwa medycznego z uwagi na pogorszenie stanu zdrowia kobiety, będącej w zaawansowanej ciąży. Interwencję zgłaszała nie tylko sama pokrzywdzona, ale również sąsiedzi, którzy podjęli próbę udzielenia jej pomocy oraz sprzątali rozbite naczynia w mieszkaniu, z uwagi na małoletnie dziecko" - opisuje w odpowiedzi na nasze pytania prokurator Ewa Antonowicz. I podkreśla, że te okoliczności nie skłoniły policjantów ani do przesłuchania zgłaszających tę sprawę świadków, ani do wszczęcia procedury Niebieskiej Karty.
Dwóch kolejnych policjantów usłyszało zarzuty dotyczące interwencji, która miała miejsce niespełna cztery miesiące później. Była to już czwarta interwencja w tej rodzinie. 12 września 2023 roku funkcjonariusze dostali zgłoszenie o zachowaniu Roberta P. wobec jego partnerki, a także małych dzieci. Wojtuś miał wtedy około dwóch miesięcy.
Chodziło wówczas między innymi o to, że Robert P. wyrzucał jedzenie dzieci i próbował zabrać z mieszkania lodówkę. W tym czasie rodzina znajdowała się już pod nadzorem kuratora sądowego. Zaledwie miesiąc wcześniej inni policjanci, w związku z inną sprawą, powiadomili "właściwe służby społeczne" o "konieczności zweryfikowania warunków, w jakich wychowywane są dzieci". Mimo to również podczas tej interwencji nie wszczęto procedury Niebieskiej Karty.
Jak poinformowała nas prokuratora, w ramach śledztwa przesłuchano ponad 20 policjantów, a także kuratora sądowego. Zabezpieczono notatniki służbowe, raporty policyjne i inne dokumenty.
Do dwóch lat więzienia
"Podejrzani funkcjonariusze złożyli obszerne wyjaśnienia. Część przedstawionych przez nich okoliczności znajduje potwierdzenie w zgromadzonym materiale dowodowym. Zasadnicze rozbieżności dotyczą jednak oceny, czy w realiach przeprowadzanych interwencji istniały ustawowe przesłanki do obligatoryjnego wszczęcia procedury niebieskiej karty" - przekazała tvn24.pl prokurator Ewa Antonowicz.
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze dodała, że śledztwo pozostaje w toku.
Policjantom grozi grzywna, kara ograniczenia lub pozbawienia wolności do dwóch lat.
W tej sprawie wysłaliśmy pytania do Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim i do Komendy Powiatowej Policji w Świebodzinie. Czekamy na odpowiedź.
Mała Róża została adoptowana
W styczniu 2026 roku Robert P. usłyszał wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo Wojtusia i dodatkowo półtora roku więzienia za znęcanie się nad rodziną. Łącznie Sąd Okręgowy w Zielonej Górze wymierzył mu karę 26 lat pozbawienia wolności.
Niemowlę - mały Wojtuś - zginęło, bo ojciec "był zirytowany tym, że go obudziło". Tak mówiła jeszcze w trakcie procesu prokurator Ewa Antonowicz. I podkreślała, że w mieszkaniu, w którym doszło do zbrodni, narkotyki, alkohol i przemoc były codziennością.
Robert P. i jego partnerka wychowywali także dwuletnią w chwili zdarzenia Różę. Sąd orzekł, że mężczyzna nie może zbliżać się do niej przez najbliższe 15 lat. Po śmierci Wojtusia babcia dziewczynki zawnioskowała do Sądu Rodzinnego o to, by mogła być dla wnuczki rodziną zastępczą. Postanowienie w tej sprawie zapadło 14 października 2024 roku, a uprawomocniło się po apelacji 17 marca 2025 roku. "Sąd pozbawił matkę małoletniej (...) władzy rodzicielskiej nad nią i umieścił małoletnią w zawodowej rodzinie zastępczej, lub rodzinnym domu dziecka wskazanym przez właściwy organ kierujący (...). Wobec małoletniej R.S. została wdrożona przewidziana prawem procedura adopcyjna" - poinformowała w odpowiedzi na pytania tvn24.pl Marta Nikiel-Rzadkowska, prezes Sądu Rejonowego w Świebodzinie.