Uciekał z Sudanu, ma amputowane części obu nóg. Straż Graniczna za drugim razem wpuściła go Polski
- Przepisy mówią, że wnioski są przyjmowane m.in. od osób, które mogą wymagać "szczególnego traktowania, w szczególności ze względu na swój wiek lub stan zdrowia". W takim razie kto jak nie osoba na wózku z amputowanymi częściami obu nóg mieści się w katalogu takich osób? – denerwuje się Małgorzata Rycharska, wolontariuszka z organizacji Hope&Humanity Poland, która pomaga migrantom na polsko-białoruskiej granicy.
Opowiada nam historię 25-letniego Sudańczyka, który w 2024 roku uciekł z ogarniętego wojną domową kraju, bo chciano go wcielić pod przymusem do antyrządowych bojówek.
Miał odmrożone stopy
- Udał się najpierw do Rosji, gdzie uzyskał krótkoterminową wizę turystyczną, a potem na Białoruś. Tam dostał zakaz przebywania i został wyrzucony przy rosyjskiej granicy. Udało mu się ukrywać na terenie Białorusi do jesieni 2025 roku. Potem w październiku przekroczył w lesie granicę z Polską, został jednak cofnięty na Białoruś. Twierdzi, że stracił buty, przez co odmroził sobie stopy. Błąkał się po białoruskim lesie przez tydzień. Gdy trafił z powrotem do Mińska, gdzie wcześniej się ukrywał, stopy były w takim stanie, że musiał udać się do szpitala – mówi Rycharska.
W szpitalu amputowano mu stopę jednej nogi, a druga noga została amputowana pod kolanem.
- Zanim to się stało, próbowaliśmy wyciągnąć go z tego szpitala, bo wiedzieliśmy że na Białorusi takie przypadki – w przeciwieństwie do polskich szpitali – bardzo często kończą się amputacją. Mężczyzna nie miał jednak paszportu, bo stracił go w lesie, a bez paszportu strona białoruska by go nie wypuściła, a strona polska nie przyjęłaby go na przejściu granicznym. Uzyskał w końcu w sudańskiej ambasadzie dokument podróżny, który zastępuje paszport. Było już jednak za późno, a części nóg zostały amputowane. Polscy darczyńcy podarowali mu wózek inwalidzki – opowiada nasza rozmówczyni.
Wpuścili ciężarną kobietę i mężczyznę z zapaleniem płuc
25-latek znów ukrywał się w Mińsku. W nocy z 11 na 12 marca przybył na polsko-białoruskie przejście graniczne w Terespolu.
- Był w grupie innych migrantów – z ciężarną kobietą z małym dzieckiem oraz mężczyzną z zapaleniem płuc. Jemu pogorszył się natomiast stan zdrowia, w nodze z amputowaną stopą zaczęła zbierać się ropa. 25-latek próbował złożyć wniosek o ochronę międzynarodową w Polsce, ale wbrew temu co sądziliśmy, Straż Graniczna tego wniosku nie przyjęła. W przeciwieństwie do pozostałych osób, od których wnioski przyjęto – zaznacza Rycharska.
Od 27 marca 2025 roku obowiązuje w Polsce (oprotestowane przez organizacje pomagające na granicy) czasowe ograniczenie prawa do składania wspomnianych wniosków. W przepisach są jednak wyjątki dotyczące m.in. małoletnich bez opieki, ciężarnych kobiet oraz – wspomnianych już – osób które mogą "wymagać szczególnego traktowania, w szczególności ze względu na swój wiek lub stan zdrowia".
- Kobietę z małym dzieckiem wpuszczono, bo była w ciąży. Natomiast mężczyzna z zapaleniem płuc został przebadany przez medyków z karetki i miał tak niską saturację, że przewieziono go do szpitala. Złożył wniosek o ochronę. Obecnie nadal jest hospitalizowany. Natomiast, jeśli chodzi o 25-letniego Sudańczyka, to nieoczekiwanie został zawrócony na Białoruś. A wydaje się, że tak głęboka niepełnosprawność, jaką jest brak części obu nóg to ewidentna przesłanka do uznania, że należy on do grupy szczególnie wrażliwej – opowiada nasza rozmówczyni.
Wysyłali pisma m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich
Mężczyzna wrócił na Białoruś, natomiast wolontariusze z Hope&Humanity Poland zaczęli wysyłać pisma m.in. do Straży Granicznej, Frontexu (Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej – przyp. red.), UNHCR (wysokiego komisarza ONZ do spraw uchodźców) i Rzecznika Praw Obywatelskich.
- Była też interwencja poselska Darii Gosek-Popiołek. W niedzielę, 22 marca, Sudańczyk ponownie pojawił się na przejściu. Tym razem przyjęto już od niego wniosek o ochronę. Medycy z karetki zabrali go do szpitala, tam nie przyjęto go jednak na oddział. Obecnie przebywa w otwartym ośrodku dla cudzoziemców i czeka na rozpatrzenie wniosku, czy będzie mógł zostać w Polsce – mówi Rycharska.
Dodaje, że od 27 marca zeszłego roku Hope&Humanity Poland dostało ponad dwa tysiące próśb o pomoc w złożeniu na przejściu granicznym w Terespolu wniosków o ochronę międzynarodową.
- Z uwagi na to jak trudno jest pomóc komukolwiek, mogliśmy próbować jedynie w przypadku 127 osób. Wszystkie należą do osób z grup szczególnie wrażliwych. Do Polski przyjęto jedynie 115, ale tylko połowa została dopuszczona do składania wniosków za pierwszym razem – zaznacza.
Straż Graniczna: opieramy się na opinii lekarzy
Major Dariusz Sienicki, rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, mówi że strażnicy graniczni opierają się w takich przypadkach jak ten z 25-letnim Sudańczykiem na opinii lekarzy wzywanych do migrantów.
- Za pierwszym razem stwierdzili, że jego stan zdrowia nie jest taki, żeby bezpośrednio zagrażał jego życiu. Stąd też nie został wpuszczony. W przeciwieństwie do mężczyzny z zapaleniem płuc, który po przebadaniu przez medyków został przewieziony do szpitala – mówi.
Dodaje, że gdy 25-latek pojawił się na przejściu granicznym 22 marca, został wpuszczony do Polski.
- Medycy stwierdzili bowiem, że jest zagrożenie życia. Został przewieziony do szpitala. To że ostatecznie nie został przyjęty na oddział i trafił do ośrodka dla cudzoziemców, jest kwestią medyczną, a w kwestie medyczne Straż Graniczna nie wchodzi – zaznacza mjr Sienicki.
Straż Graniczna: pisma m.in. do RPO nie miały wpływu
Potwierdza też że zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem, Sudańczyk wyrażał chęć ubiegania się o ochronę w Polsce. Pytamy, czy wpływ na to, że za drugim razem przyjęto od niego wniosek, miał fakt, że wolontariusze wysłali w tej sprawie pismo m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich?
- Nie miało to wpływu. Opieramy się na przepisach, które określają kto znajduje się w grupie wrażliwej, natomiast stan zdrowia oceniamy nie my, ale medycy – podkreśla rzecznik.
Dodaje, że od czasu zawieszenia przyjmowania wniosków (czyli od 27 marca 2025 roku) na przejściu w Terespolu przyjęto wnioski od 171 osób.
Operacja "Śluza" - kryzys wywołany przez Łukaszenkę
Kryzys migracyjny na granicach Białorusi z Polską, Litwą i Łotwą został wywołany przez Alaksandra Łukaszenkę, który jest oskarżany o prowadzenie wojny hybrydowej. Polega ona na zorganizowanym przerzucie migrantów na terytorium Polski, Litwy i Łotwy. Łukaszenka w ciągu ponad 31 lat swoich rządów nieraz straszył Europę osłabieniem kontroli granic.
Czytaj też: Operacja "Śluza" - skąd latały samoloty do Mińska? Oto, co wynika z analizy tysięcy rejsów
Akcję ściągania migrantów na Białoruś z Bliskiego Wschodu czy Afryki, by wywołać kryzys migracyjny, opisał na swoim blogu już wcześniej dziennikarz białoruskiego opozycyjnego kanału Nexta Tadeusz Giczan. Wyjaśniał, że białoruskie służby prowadzą w ten sposób wymyśloną przed 10 laty operację "Śluza". Pod pozorem wycieczek do Mińska, obiecując przerzucenie do Europy Zachodniej, reżim Łukaszenki sprowadził tysiące migrantów na Białoruś. Następnie przewozi ich na granice państw UE, gdzie służby białoruskie zmuszają ich, by je nielegalnie przekraczali. Ta operacja wciąż trwa.
Organizacje pomocowe o sytuacji na granicy
Organizacje niosące pomoc humanitarną na granicy polsko-białoruskiej twierdzą, że pomimo zmiany rządów w Polsce wobec migrantów nadal łamane jest prawo. Przekonują, że mają udokumentowane przypadki wyrzucania za granicę z Białorusią osób, które wyraźnie i w obecności wolontariuszy prosiły o ochronę międzynarodową. W czasie jednej z konferencji prasowych zaprezentowano drastyczny film udostępniony przez Podlaskie Ochotnicze Pogotowie Humanitarne, na którym widać przeciąganie bezwładnego ciała kobiety przez bramkę w płocie granicznym i porzucanie jej po drugiej stronie.
Organizacje pomocowe domagają się od rządu przywrócenia praworządności na pograniczu polsko-białoruskim, prowadzenia polityki ochrony granic z poszanowaniem prawa międzynarodowego oraz krajowego gwarantującego dostęp do procedury ubiegania się o ochronę międzynarodową i przestrzeganie zasady non-refoulement, wszczynania przewidzianych prawem postępowań administracyjnych wobec osób przekraczających granicę, natychmiastowego zatrzymania przemocy na granicy wobec osób w drodze i pociągnięcie do odpowiedzialności winnych przemocy.
"Wiemy o osobach w ciężkim stanie zdrowia wyrzucanych z ambulansów wojskowych, a także wywożonych wprost ze szpitali. Za druty i płot graniczny trafiają mężczyźni, kobiety z dziećmi oraz małoletni bez opieki. Wywózkom cały czas towarzyszy przemoc ze strony polskich służb: używanie gazu łzawiącego, bicie, rozbieranie do naga, kopanie, rzucanie na ziemię, skuwanie kajdankami, niszczenie telefonów i dokumentów, odbieranie plecaków z prowiantem oraz czystą wodą. Ludzie opowiadają nam, że groźbą lub przemocą fizyczną są zmuszani do podpisywania oświadczeń, że nie chcą się ubiegać o ochronę międzynarodową w Polsce, a następnie wywożeni są za płot" - czytamy we wspólnym oświadczeniu organizacji.
Czytaj więcej w tvn24.pl: Kryzys na granicy polsko-białoruskiej
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Małgorzata Rycharska