Apelacje od wyroków sądu pierwszej instancji wniosła Prokuratura Okręgowa w Lublinie, obrońca Rinata V. oraz pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, którym w czasie procesu była Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva.
Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy rozstrzygnięcie, które zapadło we wrześniu zeszłego roku przed Sądem Rejonowym w Białej Podlaskiej. - Sąd nie znalazł żadnych podstaw, aby je wzruszyć - powiedział sędzia Artur Ozimek w uzasadnieniu orzeczenia.
Organizator transportu uznany za winnego
Organizator transportu, obywatel Rosji Rinat V., został wtedy uznany za winnego i skazany na 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Ma też zapłacić pięć tysięcy złotych grzywny i 10 tysięcy złotych nawiązki na rzecz fundacji Viva!.
Włoscy kierowcy także zostali uznani za winnych. Sąd wymierzył im kary ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Mają zapłacić po cztery tysiące złotych grzywny i po osiem tysięcy złotych nawiązki na rzecz tej samej fundacji.
Sąd uniewinnił natomiast dwóch polskich lekarzy weterynarii.
Wyroki są już prawomocne.
W czasie podróży było za mało pokarmu
W ustnym uzasadnieniu sędzia Barbara Wójtowicz podkreślała we wrześniu, że oskarżeni obcokrajowcy ponoszą odpowiedzialność za to, w jakich warunkach były transportowane tygrysy.
- Warunki transportu nie były odpowiednie. Samochód nie posiadał homologacji, nie było lodówki koniecznej do przewożenia mięsa dla tygrysów, nie było ogrzewania. Ponadto w czasie podróży było za mało pokarmu. Przez niezapewnienie odpowiednej ilości karmy jeden z tygrysów w trakcie tego transportu padł - przypomniała we wrześniu sędzia.
Graniczny lekarz weterynarii Jarosław N. oraz pełniący funkcję urzędowego lekarza weterynarii Granicznego Inspektoratu Weterynarii w Koroszczynie Eugeniusz K. zostali uniewinnieni od zarzutu niedopełnienia obowiązków.
Sędzia uzasadniła, że w przypadku wywozu zwierząt egzotycznych z Unii Europejskiej graniczni lekarze weterynarii - zgodnie z przepisami - zobowiązani są do przeprowadzenia kontroli dobrostanu zwierząt. Oprócz kontroli dokumentacji, chodzi o zdolność zwierząt do dalszej podróży.
Tygrysy utknęły na polsko-białoruskiej granicy
Do opisywanych w akcie oskarżenia wydarzeń doszło pod koniec października 2019 roku, kiedy transport z dziesięcioma tygrysami był w drodze z Włoch do Rosji. Zwierzęta jechały do cyrku w Dagestanie - jednej z republik Federacji Rosyjskiej. Po dotarciu na przejście w Koroszczynie, białoruskie służby graniczne odmówiły wjazdu ciężarówki ze zwierzętami na Białoruś ze względu na brak wymaganych w tym kraju urzędowych certyfikatów weterynaryjnych wystawionych przez włoskie służby. Okazało się też, że kierowcy nie mieli aktualnych wiz. Transport został cofnięty.
Od 26 do 30 października tygrysy przebywały w samochodzie w terminalu w Koroszczynie, jedno zwierzę padło. Dziewięć tygrysów, które przeżyły transport, przewieziono do ogrodów zoologicznych w Poznaniu i Człuchowie, skąd pięć trafiło dalej do azylu w Hiszpanii, a następnie dwa z nich do schroniska dla zwierząt w Wielkiej Brytanii, a dwa kolejne do zoo we Włoszech.
Pięciu oskarżonych
Prokuratura Okręgowa w Lublinie oskarżyła w tej sprawie pięć osób. Głównym podejrzanym był 37-letni obywatel Rosji Rinat V., któremu śledczy przedstawili zarzut znęcania się nad dziesięcioma tygrysami w ten sposób, że zorganizował transport zwierząt w nieodpowiednich warunkach. "To jest w klatkach ograniczających ich swobodę, bez zapewnienia odpowiedniej ilości pokarmu oraz dostępu do wody, w sposób powodujący ich cierpienie i stres" - napisano w akcie oskarżenia.
Według śledczych również włoscy kierowcy Marco A. oraz Alessio D. znęcali się nad tygrysami. Jak wyjaśniono, będąc odpowiedzialnymi za nie w trakcie transportu nie zapewnili zwierzętom m.in. odpoczynku w trakcie długotrwałej podróży, odpowiedniej ilości właściwego pokarmu oraz dostępu do wody.
Tomasz Mikulicz
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: tvn24