Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił Karola S. od zarzutu przekroczenia uprawnień i narażenia osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
- W zachowaniu szeregowego sąd nie stwierdza żadnych znamion żadnego czynu zawartego w Kodeksie karnym - uzasadnił sędzia Radosław Hunek.
Zaznaczył także, że jednym z podstawowych zadań żołnierza jest obrona nienaruszalności granic. Zwrócił uwagę, że do agresji ze strony osób nielegalnie przekraczających granicę dochodziło wówczas często, a miesiąc później od tego zdarzenia - w tym samym miejscu - zginął żołnierz ugodzony nożem.
- Problem jest systemowy, bo państwo polskie ma problem z tym, żeby chronić swoich obywateli tak, jak powinno. To nawet nie chodzi o to, że to byli obcokrajowcy. Problem jest taki, że to przestępcy mają większe prawa, niż osoby powołane przez państwo do tego, by ich ścigać - mówił Karol S. po ogłoszeniu wyroku.
Prokuratura się nie zgadza
- Do sądu została skierowana zapowiedź apelacji. Kwestionujemy zasadność wyroku uniewinniającego. W ocenie prokuratury przedstawione dowody uzasadniały uznanie winy tego żołnierza. Po uzyskaniu pisemnego uzasadnienia wyroku, będziemy je analizowali bez emocji w oparciu o suche fakty i dowody. Po tym prokuratura zdecyduje o swoim stanowisku procesowym - powiedział tvn24.pl prokurator Piotr Skiba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
- Sąd wskazał, że w faktycznej ocenie prawo nie może ustępować miejsca bezprawiu, wskazując, że miesiąc od rozpatrywanego zdarzenia na granicy zginął żołnierz. My natomiast przypominamy, że przedmiotem tego postępowania było przekroczenie uprawnień przez żołnierza, który oddawał strzały w kierunku nie atakującej, a cofającej się w kierunku granicy grupy migrantów. Na jego linii ognia znajdowali się nie tylko obcokrajowcy, ale też polscy żołnierze i pogranicznicy – tłumaczy Skiba.
Oddał 12 strzałów w kierunku migrantów
Prokuratura Okręgowa w Warszawie ustaliła, że w marcu 2024 r. na granicy z Białorusią w okolicach Dubicz Cerkiewnych 25-letni szeregowy Karol S. oddał 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej, w kierunku znajdującej się na tej drodze grupy osób złożonej z 10 migrantów, dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej i dwóch żołnierzy.
Oskarżony pełnił wówczas służbę w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej (Batalion Zmechanizowany w Białej Podlaskiej). Prokuratura przedstawiła mu zarzuty przekroczenia uprawnień i narażenia osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
W trakcie śledztwa i podczas procesu w sądzie, szeregowy nie przyznał się do zarzutów. Wyjaśniał, że do zauważonych migrantów krzyknął "Wojsko Polskie, stój", następnie "Wojsko Polskie, stój, bo strzelam", po czym oddał strzały - w jego ocenie - w kierunku bezpiecznym, tj. pod lekkim kątem w powietrze, aby zaalarmować sąsiednie posterunki. Wskazał, że były to strzały zarówno alarmowe, jak i ostrzegawcze.
Na ostatniej rozprawie prokurator wniósł o wymierzenie oskarżonemu kary sześciu miesięcy ograniczenia wolności, orzeczenia po 500 zł nawiązki na rzecz każdego pokrzywdzonych i odczytania wyroku podczas zbiórki żołnierzy 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej. Natomiast obrona wniosła o uniewinnienie. Adwokatka oskarżonego poinformowała, że Karol S. zwolnił się z wojska i nie pełni już służby.
Z aktu oskarżenia wynika, że wczesnym popołudniem 25 marca 2024 r. przy granicy z Białorusią w rejonie Dubicz Cerkiewnych doszło do nielegalnego przekroczenia granicy przez migrantów. Za pomocą samochodowego lewarka rozgięli oni przęsła stalowej bariery i przeszli na stronę polską, niosąc drabiny, które miały posłużyć do pokonania kolejnej przeszkody, czyli zwojów drutu ostrzowego - concertiny.
Patrole polskich służb zauważyły nielegalne przekroczenie granicy. Żołnierze i funkcjonariusze SG zaczęli biec w tym kierunku, oddając jednocześnie strzały alarmowe w powietrze. Strzały usłyszeli żołnierze z kolejnego posterunku. Usłyszał je też oskarżony i drugi szeregowiec, którzy zaczęli biec w kierunku, gdzie przez granicę przeszli migranci.
"W czasie biegu oskarżony, znajdując się od około 210 metrów do około 164 metrów od tego miejsca, przyjmując za każdym razem postawę strzelecką, oddał łącznie 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej w kierunku znajdującej się na tej drodze grupy osób złożonej z migrantów, funkcjonariuszy SG i żołnierzy" - wynika z ustaleń śledczych.
Według prokuratury spośród tych 12 strzałów - trzy pociski rykoszetowały po uderzeniach w słup betonowy, ziemię i zwoje drutu kolczastego. Pozostałe dziewięć przeszło obok grupy. W tym czasie migranci cofali się na stronę białoruską, rzucając gałęziami i kamieniami w stronę funkcjonariuszy i żołnierzy, na co ci reagowali rozpylaniem gazu łzawiącego.
Swoje ustalenia prokuratura oparła na zapisie systemu kamer perymetrycznych wzdłuż granicy. Na podstawie tych nagrań wydane zostały również opinie z zakresu rekonstrukcji 3D i badań wizyjnych oraz z zakresu badań broni i balistyki.
"Biegły z zakresu badań broni i balistyki stwierdził, że pociski wystrzelone w czasie dziewięciu strzałów, które nie rykoszetowały, miały energię wystarczającą do spowodowania zranienia lub śmierci człowieka, zależnie od miejsca trafienia, na całym torze lotu" - podała prokuratura.
Oskarżony nie był dotychczas karany. Za zarzucane mu czyny grozi do trzech lat więzienia.
Operacja "Śluza" - kryzys wywołany przez Łukaszenkę
Kryzys migracyjny na granicach Białorusi z Polską, Litwą i Łotwą został wywołany przez Alaksandra Łukaszenkę, który jest oskarżany o prowadzenie wojny hybrydowej. Polega ona na zorganizowanym przerzucie migrantów na terytorium Polski, Litwy i Łotwy. Łukaszenka w ciągu ponad 31 lat swoich rządów nieraz straszył Europę osłabieniem kontroli granic.
Czytaj też: Operacja "Śluza" - skąd latały samoloty do Mińska? Oto, co wynika z analizy tysięcy rejsów
Akcję ściągania migrantów na Białoruś z Bliskiego Wschodu czy Afryki, by wywołać kryzys migracyjny, opisał na swoim blogu już wcześniej dziennikarz białoruskiego opozycyjnego kanału Nexta Tadeusz Giczan. Wyjaśniał, że białoruskie służby prowadzą w ten sposób wymyśloną przed 10 laty operację "Śluza". Pod pozorem wycieczek do Mińska, obiecując przerzucenie do Europy Zachodniej, reżim Łukaszenki sprowadził tysiące migrantów na Białoruś. Następnie przewozi ich na granice państw UE, gdzie służby białoruskie zmuszają ich, by je nielegalnie przekraczali. Ta operacja wciąż trwa.
Organizacje pomocowe o sytuacji na granicy
Organizacje niosące pomoc humanitarną na granicy polsko-białoruskiej twierdzą, że pomimo zmiany rządów w Polsce wobec migrantów nadal łamane jest prawo. Przekonują, że mają udokumentowane przypadki wyrzucania za granicę z Białorusią osób, które wyraźnie i w obecności wolontariuszy prosiły o ochronę międzynarodową. W czasie jednej z konferencji prasowych zaprezentowano drastyczny film udostępniony przez Podlaskie Ochotnicze Pogotowie Humanitarne, na którym widać przeciąganie bezwładnego ciała kobiety przez bramkę w płocie granicznym i porzucanie jej po drugiej stronie.
Organizacje pomocowe domagają się od rządu przywrócenia praworządności na pograniczu polsko-białoruskim, prowadzenia polityki ochrony granic z poszanowaniem prawa międzynarodowego oraz krajowego gwarantującego dostęp do procedury ubiegania się o ochronę międzynarodową i przestrzeganie zasady non-refoulement, wszczynania przewidzianych prawem postępowań administracyjnych wobec osób przekraczających granicę, natychmiastowego zatrzymania przemocy na granicy wobec osób w drodze i pociągnięcie do odpowiedzialności winnych przemocy.
"Wiemy o osobach w ciężkim stanie zdrowia wyrzucanych z ambulansów wojskowych, a także wywożonych wprost ze szpitali. Za druty i płot graniczny trafiają mężczyźni, kobiety z dziećmi oraz małoletni bez opieki. Wywózkom cały czas towarzyszy przemoc ze strony polskich służb: używanie gazu łzawiącego, bicie, rozbieranie do naga, kopanie, rzucanie na ziemię, skuwanie kajdankami, niszczenie telefonów i dokumentów, odbieranie plecaków z prowiantem oraz czystą wodą. Ludzie opowiadają nam, że groźbą lub przemocą fizyczną są zmuszani do podpisywania oświadczeń, że nie chcą się ubiegać o ochronę międzynarodową w Polsce, a następnie wywożeni są za płot" - czytamy we wspólnym oświadczeniu organizacji.
Czytaj więcej w tvn24.pl: Kryzys na granicy polsko-białoruskiej