Wójt kontra mieszkaniec. Zaczęło się od sporu o hydrant, skończyło ciosami

TVN24

TVN24 ŁódźZaczęło się od zdjęć

- Wkurzył się, że nakryłem go na kradzieży. Dlatego mnie pobił - opowiada mieszkaniec gminy Bedlno (woj. łódzkie). Napastnikiem miał być jej wójt. - To prowokacja polityczna. Zostałem zaatakowany i musiałem się bronić - twierdzi samorządowiec. Pewne jest tylko to, że zaczęło się od hydrantu, z którego polityk nalewał wodę do opryskiwacza.

Wersja mieszkańca

Piątkowe popołudnie. Przed hydrantem stojącym przy drodze stoi ciągnik z opryskiwaczem. Do środka leje się woda.

- Zauważyłem, że ktoś do prywatnych celów używa gminnej wody, to zrobiłem zdjęcia - opowiadał na łamach portalu eKutno.pl pan Eugeniusz, mieszkaniec gminy Bedlno.

Jak tłumaczył, dopiero po pewnym czasie zorientował się, że na miejscu jest wójt gminy, Krzysztof Kołach.

Pan Eugeniusz opowiadał lokalnym dziennikarzom, że samorządowiec był agresywny. Miał pokazywać środkowy palec. Potem - jak twierdzi - zaczęły się rękoczyny.

- Zaczął mnie okładać pięściami. Ugięły mi się nogi, ale on nie przestawał, dobiegł ten drugi mężczyzna i razem mnie bili, aż byłem na czworakach - tłumaczył pan Eugeniusz, cytowany przez lokalnych dziennikarzy.

Z opresji uratować go miał kolega.

- Zadzwoniłem na policję - opowiada.

Wersja wójta

- Pod domem mojej mamy zatrzymał się samochód, z którego wysiadł mężczyzna. Z szyderczym uśmiechem robił zdjęcia, jak napełniałem wodą opryskiwacz - relacjonuje wójt Krzysztof Kołach.

Samorządowiec - jak relacjonuje - od razu zorientował się, że ma do czynienia z prowokacją polityczną.

- Idą wybory samorządowe. Takie akcje są w cenie. Ale ja za długo żyję na świecie, żeby nie widzieć, co się dzieje - tłumaczy.

Nieznajomemu z aparatem fotograficznym miał powiedzieć, że wodę z hydrantu pobiera legalnie.

- Powiedziałem, że w urzędzie gminy są dokumenty zaświadczające o tym, że płacę za wodę, którą wykorzystałem. Byłbym przecież idiotą, gdybym dla paru złotych narażał się na kompromitację - zapewnia.

Co działo się potem? Z ust przyjezdnych miały padać nieparlamentarne słowa.

- Tamten facet do mnie podszedł i opowiadał, że mnie zniszczy. Potem zamachnął się na mnie ręką. Ja zrobiłem unik i zacząłem się bronić. Po chwili on odszedł, a ja wezwałem policję - tłumaczy samorządowiec.

Kto mówi prawdę?

To, kto był napastnikiem, a kto ofiarą, wyjaśnia policja pod nadzorem prokuratury. Obaj mężczyźni podkreślają, że mają świadków, którzy zaświadczą o prawdziwości ich słów.

Pan Eugeniusz pojechał po zdarzeniu do szpitala. Dzisiaj dysponuje obdukcją lekarską, z której wynika, że na głowie miał siniaki.

Takiego dokumentu nie ma wójt, który jednak podkreśla, że o niczym to nie świadczy.

- Żyjemy w dziwnym kraju. Napastnik był z innej miejscowości. Przyjechał na posesję mojej mamy i przystąpił do ataku. Każdy ma prawo się bronić, nawet wójt - mówi Krzysztof Kołach.

Autor: bż / Źródło: TVN24 Łódź