Łódź

Stracili blisko osiem milionów w "superskoku", odszkodowania nie dostaną. "Cios w całą branżę"

Łódź

Firma ochroniarska nie dostanie odszkodowaniaTVN24 Łódź
wideo 2/5

Fałszywy konwojent najpierw się u nich zatrudnił, a potem - w dogodnym momencie - odjechał bankowozem wypchanym gotówką. Firma ochroniarska Servo była ubezpieczona, ale nie dostanie odszkodowania. Wypłaty odmówił ubezpieczyciel. Teraz sąd uznał, że słusznie. - Ten wyrok zmieni całą branżę - komentuje szef firmy, która przegrała proces o niecałe osiem milionów złotych.

Firma ochroniarska Servo 10 lipca 2015 roku była odpowiedzialna za blisko osiem milionów złotych, które powierzył im bank. Kiedy dwóch konwojentów poszło napełniać bankomat w Swarzędzu pod Poznaniem, trzeci (jak się potem okazało zatrudniony na podstawie fałszywych dokumentów) odjechał bankowozem, potem zniknął wraz z łupem.

/Czytaj reportaż na ten temat w Magazynie TVN24/

Firma Servo od momentu kradzieży regularnie spłaca bankowi pieniądze. Znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, bo towarzystwo ubezpieczeniowe Warta odmówiło wypłaty odszkodowania za skradzione pieniądze. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Łodzi, który w tym sporze przyznał rację ubezpieczycielowi.

Oprócz tego Servo ma zapłacić na rzecz towarzystwa Warta ponad 16 tys. złotych w ramach zwrotu zastępstwa procesowego w tej sprawie.

Wyrok nie jest prawomocny.

"Będzie rewolucja"

Rozporządzenie MSWiA precyzuje, że transport przewożenia gotówki od 8 do 24 jednostek rozliczeniowych musi być ochraniany przynajmniej przez dwóch konwojentów. Jedna jednostka rozliczeniowa to 120-krotność przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim kwartale, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Ilu konwojentów do transportu gotówki?

Dlaczego - zdaniem sądu - ubezpieczyciel nie powinien wypłacać odszkodowania? Bo - jak uzasadniała sędzia Dorota Sulińska-Kowalska - firma ochroniarska źle organizowała transporty gotówki.

Sąd podkreślił, że w dniu kradzieży do rozwiezienia gotówki oddelegowane były trzy osoby - jedna z nich była kierowcą, druga przenosiła kasetkę z gotówką. Tylko trzecia nie miała zadań dodatkowych, a więc de facto konwojowała transport.

- Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 7 września 2010 roku jasno określa, że przewożenie tak dużych kwot powinno odbywać się z udziałem przynajmniej dwóch konwojentów. Przy czym nie mogą oni przenosić wartości pieniężnych lub kierować bankowozem - podkreślała sędzia.

Ponieważ firma Servo miała nie wypełnić wymogów ministerialnego rozporządzenia, to - tym samym - wyłączona została odpowiedzialność towarzystwa Warta za szkodę.

- Jeżeli ten wyrok by się uprawomocnił, to będzie to prawdziwa rewolucja dla całej branży. Wszyscy organizują konwoje w identyczny sposób co my. Poczynając od firm państwowych finansowanych ze Skarbu Państwa, po firmy prywatne - podkreślał już po wyroku Jarosław Kur, szef firmy Servo.

W rozmowie z tvn24.pl poinformował, że wystąpi o pisemne uzasadnienie wyroku sądu i odwoła się od wyroku.

Inne grzechy

Sąd, analizując spór pomiędzy Servo a towarzystwem Warta, zwrócił uwagę, że pomiędzy podmiotami zawarte zostały dwie polisy - Cargo (obejmująca wartość przewożonych pieniędzy) i polisa OC.

- W obu przypadkach odpowiedzialność ubezpieczyciela została wyłączona przez niedostosowanie się do rozporządzenia MSWiA. W przypadku polisy Cargo dochodzą jednak dodatkowe okoliczności, które zdejmują odpowiedzialność z ubezpieczyciela - mówiła sędzia Sulińska-Kowalska.

Tłumaczyła, że ubezpieczenie Cargo nie obowiązywało w przypadku, kiedy dojdzie do szkody na skutek rażącego niedbalstwa.

- A z rażącym niedbalstwem mieliśmy tu niestety do czynienia - mówiła sędzia.

Dodała, że fałszywy konwojent został zatrudniony w firmie ochroniarskiej na podstawie fałszywych dokumentów. W czasie rekrutacji podał on, że pracował wcześniej w innej agencji ochrony. Podał jej nazwę i adres.

- Okazało się, że ta firma po prostu nie istnieje. Firma Servo jednak tego nie sprawdziła. A przecież od podmiotów, zajmujących się ochroną tak wartościowego mienia, trzeba wymagać najwyższych standardów, jeżeli chodzi o przyjmowanie pracowników - uzasadniała Sulińska-Kowalska.

O niedbalstwie - zdaniem sądu - świadczy też fakt, że w dniu kradzieży fałszywy konwojent został posadzony za kierownicą, chociaż tego dnia miał pełnić inną funkcję. Kilka godzin przed skokiem powiedział przełożonemu, że go boli noga i nie może normalnie chodzić.

- Tymczasem firma Servo w przygotowanej przez siebie instrukcji konwojowej jasno wskazuje, że członkowie konwoju mogą wykonywać obowiązki wyłącznie przy pełnej sprawności psychofizycznej. Tym samym firma nie respektowała własnych zasad - argumentował sąd.

"Wszyscy już są"

W tamtym roku za przeprowadzenie kradzieży zostało skazanych sześć osób, w tym cztery bezpośrednio z nią związane. Był to Krzysztof W. (który wcielił się w fałszywego konwojenta) oraz Marek K. i Adam K. (zdaniem prokuratorów to dwaj z trzech głównych autorów planu), Dariusz D. (pomagał m.in. przerzucać zrabowane worki z gotówką) i członkowie rodziny Adama K., którzy wpłacili część łupu do banku. Niedawno w Łodzi rozpoczął się ich proces apelacyjny.

Rozprawa pierwszej instancji toczyła się bez Grzegorza Ł., wiceszefa Servo, który zniknął na początkowym etapie śledztwa. Prokuratorzy twierdzą, że on też był jedną z osób, które opracowały skok. Mężczyzna został zatrzymany w ubiegłym roku na Ukrainie, czeka na ekstradycję.

Tym samym - według śledczych - w rękach wymiaru sprawiedliwości są już wszystkie osoby, które miały związek ze spektakularną kradzieżą. Z blisko 8 milionów zrabowanych pieniędzy udało się odzyskać niecałe 300 tysięcy złotych.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Łódź