Z dotychczasowych ustaleń śledczych wiadomo, że chłopiec przez trzy minuty tonął, a potem przez sześć minut niezauważony leżał na dnie niecki.
Z pomocą ruszył mu klient pływalni. Jak wspomina pan Mieczysław, w tamtej chwili dzieci przebywały na dwóch skróconych torach przeznaczonych do nauki pływania. Jego zdaniem, w tym miejscu niecka ma głębokość od 120 do 130 centymetrów.
- Płynąc po swoim torze, kątem oka zauważyłem na tym krótszym torze jakieś leżące dziecko w takiej nienaturalnej pozycji. Podszedłem do dzieci, które się tam pluskały. Zapytałem, dlaczego ten dzieciak jest tak długo pod wodą, bo mi się wydawało, że to za długo trwa. Myślałem, że może bawią się, kto dłużej wytrzyma po wodą - opowiada w rozmowie z TVN24 Mieczysław Piechota.
Dzieci tylko wzruszyły ramionami, więc mężczyzna rzucił się na pomoc.
- Zanurkowałem i wyjąłem to dziecko, ale ono już dosłownie leciało przez ręce. Szybko krzyknąłem do ratownika i podałem mu to dziecko - dodaje Piechota.
Ratownik od razu rozpoczął udzielanie pierwszej pomocy. Wkrótce miejsce odgrodzono parawanem. - Jak to się stało, nie wiem. (…) Ktoś zawinił, ale nie nam to osądzać. Współczuję tylko rodzicom, bo przecież przeżywają traumę. Oddali dziecko w pewne ręce - mówi świadek.
Sprawą zajmuje się prokuratura
"W poniedziałek, 27 lipca, przed godz. 10 podczas kursu wakacyjnego pływania organizowanego przez zewnętrzny podmiot doszło do zdarzenia - tonięcia siedmioletniego dziecka. Na miejsce został wezwany zespół ratowniczy, dziecko zostało karetką odwiezione do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki i znajduje się tam pod opieką lekarzy. (...) Aquapark zabezpieczył nagrania z monitoringu i pozostaje do dyspozycji właściwych służb" - napisano w oświadczeniu Aquaparku Fala.
Jak udało się nam ustalić, w zajęciach brała udział dwunastka dzieci, które były pod opieką trójki dorosłych. Miejsce zdarzenia było dobrze widoczne co najmniej z dwóch stanowisk ratowniczych. Chłopiec ćwiczył z grupą starszych od siebie dzieci.
Dziecko trafiło do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Jego stan określono jako krytyczny.
Sprawą zajmuje się prokuratura. - Prokurator zabezpieczył monitoring i dokumentację związaną z zatrudnieniem ratowników, sprawdzono też ich trzeźwość. Śledztwo jest prowadzone pod kątem narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - poinformował prokurator Paweł Jasiak w Prokuratury Okręgowej w Łodzi.