"Po otrzymaniu ciosu najpewniej jeszcze żyła". Ojciec z zarzutem zabójstwa trzymiesięcznej córki

Łódź

Aktualizacja:
37-latkowi grozi dożywocieTVN24 Łódź
wideo 2/7

Dożywocie grozi 37-letniemu Tomaszowi K. z Opoczna (woj. łódzkie). Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo trzymiesięcznej córki. To on - zdaniem śledczych - zadał cios, po którym dziecku pękła czaszka. Żonie podejrzanego prokuratorzy chcą przedstawić zarzut nieudzielenia pomocy. Pogotowie zostało wezwane przez wujka zmarłej. Na pomoc było jednak za późno.

Tomasz K. został przywieziony do gmachu prokuratury w Opocznie przed godz. 15. Tutaj usłyszał zarzut zabójstwa córki. Jeszcze przed budynkiem nasza reporterka zapytała go, dlaczego uderzył trzymiesięczną Patrycję. Odparł, że niczego takiego nie zrobił.

- Na tej podstawie można domyślać się, że 37-latek nie przyzna się do stawianych mu zarzutów - informuje Katarzyna Pasikowska-Poczopko, dziennikarka TVN24.

Śledczy jednak nie mają wątpliwości, że to on uderzył niemowlę. Na tyle mocno, że dziewczynka zmarła.

- Miała rozległe obrażenia w postaci złamania kości ciemieniowej lewej - wyjaśnia Sławomir Kierski z Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim.

Te obrażenia i w konsekwencji zgon - zdaniem patomorfologów z zakładu medycyny sądowej w Łodzi - mógł wywołać "silny, tępy uraz głowy".

- Wszystko wskazuje na to, że dziecko żyło po otrzymaniu ciosu. Niewykluczone więc, że miała jeszcze szansę na ratunek - zaznacza prokurator Kierski.

Pomocy jednak nie było. Tak przynajmniej wynika z zeznań brata zmarłej dziewczynki. Ośmioletni Kacper podczas przesłuchania przed sądem opowiedział, że widział, jak matka karmi martwe już niemowlę. Wtedy miał zwrócić jej uwagę. W reakcji został uderzony przez ojca.

Matka, 33-letnia Joanna K., ma usłyszeć zarzut nieudzielenia pomocy.

Martwe dziecko, pijani rodzice

Do koszmaru doszło w miniony wtorek. W lokalu, w którym przebywała czteroosobowa rodzina, pojawił się kuzyn Tomasza K. (w środę policja informowała o jeszcze jednym mężczyźnie, ale te informacje ostatecznie się nie potwierdziły). To on zadzwonił na pogotowie. Kiedy w mieszkaniu pojawili się ratownicy, na ratunek było już za późno.

- Stwierdzono zgon dziecka. Na miejsce została wezwana policja - opowiada st. asp. Barbara Stępień z opoczyńskiej policji.

Funkcjonariusze stwierdzili, że matka dzieci jest kompletnie pijana i ma w organizmie ponad 2,5 promila alkoholu. W lokalu nie było już jej męża. Został on zatrzymany godzinę później, kilka ulic dalej. On też był pijany. Małżeństwo zostało zatrzymane. Wczoraj rodzice trzeźwieli.

W rękach policji znalazł się też kuzyn ojca, który miał być agresywny w czasie interwencji policji. On w organizmie miał niemal trzy promile.

Ośmioletni syn podejrzanej pary trafił do pogotowia opiekuńczego. Jest pod opieką psychologów.

- Przed nami bardzo delikatna praca. Musimy zrobić wszystko, żeby ten koszmar w jak najmniejszym stopniu wpłynął na jego przyszłość - informuje tvn24.pl Barbara Karsińska, specjalista ds. pracy socjalnej w Powiatowym Centrum Pomocy Rodziny w Opocznie.

Świętowali remont?

Mieszkanie, w którym doszło do dramatu, należało do nieżyjącej już babci Tomasza K.

- Rodzina mieszkała tam już wcześniej. W 2015 roku się wyprowadzili do wynajętego lokalu - mówi Maria Barbara Chomicz, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Opocznie. Dlaczego?

Koszmar w OpocznieTVN24 Łódź

Wtedy, decyzją sądu, małżeństwo straciło prawa do opieki nad sześcioletnim wówczas synem.

- Warunkiem odzyskania syna było nie tylko przejście na abstynencję, ale również całkowita zmiana środowiska - mówi dyrektor Chomicz.

Małżeństwo zrobiło wszystko, żeby odzyskać dziecko. Pracownicy społeczni podkreślają, że para starała się, aby nie mieć już problemów wychowawczych.

- Matka w ogóle przestała pić, ojcu zdarzało się to incydentalnie - zaznacza nasza rozmówczyni.

Wynajmowany przez rodzinę lokal był jednak niewielki. Dlatego na początku tego roku małżeństwo zdecydowało się na powrót pod dawny adres. Niestety, wtedy też do pracowników społecznych dotarła informacja, że Tomasz K. znowu wpada w ciągi alkoholowe.

- Mężczyzna w styczniu został skierowany do Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Niestety, do udziału w zajęciach nie można nikogo zmusić. Mężczyzna kłamał, że uczęszcza na spotkania - informuje Maria Barbara Chomicz.

Sugeruje, że w miniony wtorek ojciec mógł świętować zakończenie remontu razem z kuzynem, który pomagał przy pracach.

Autor: bż/jb / Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: tvn24