Prokuratura bada tragiczny wypadek. Dwie osoby nie żyją, motorniczy pijany

Łódź

Aktualizacja:
Do tragedii doszło w centrum ŁodziFakty TVN
wideo 2/17

Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie wyjaśnia okoliczności wypadku z udziałem tramwaju, w wyniku którego śmierć poniosły dwie osoby, a dwie zostały ranne. 34-letni motorniczy był pijany, został zatrzymany. Niewykluczone, że usłyszy zarzut spowodowania wypadku w stanie nietrzeźwości, za co grozi do 12 lat więzienia.

Do zdarzenia doszło tuż przed godz. 13:00 na skrzyżowaniu Piotrkowskiej i ul. Radwańskiej. Świadkowie wypadku twierdzą, że tramwaj nie zatrzymał się na przystanku i na czerwonym świetle wjechał na skrzyżowanie. - Motorniczy nawet nie zauważył, że doszło do wypadku. Pojazd został zatrzymany dopiero przez innych pasażerów po około stu metrach - relacjonował jeden ze świadków.

Według ustaleń policji, tramwaj na przejściu dla pieszych śmiertelnie potrącił potrącił 72 i 77-letnią kobietę. Trzecia z potrąconych kobiet, 75-latka walczy o życie w szpitalu. Rozpędzony pojazd wjechał jeszcze w samochód osobowy. 37-letni kierowca opla także został ranny.

Z kolei świadkowie twierdzą, że tramwaj najpierw uderzył w samochód osobowy, a ten wpadł w pieszych.

Motorniczy był pijany

- Motorniczy był pijany. Wstępne badanie trzeźwości wykazało, że 34-letni mężczyzna miał w organizmie 1,2 promila alkoholu - mówiła zaraz po zdarzeniu TVN24 Marzanna Boratyńska z łódzkiej drogówki.

Policja informuje, że motorniczy nie chciał rozmawiać z policjantami o wypadku. Funkcjonariusze podkreślają, że mężczyzna zachowywał się, jakby nie miał pojęcia, co się wydarzyło. 34-latek został zatrzymany do dyspozycji prokuratora.

Przesłuchanie i zarzuty najwcześniej we wtorek

Skrzyżowanie, na którym doszło do wypadku jest monitorowane. Funkcjonariusze liczą, że zapis z monitoringu pozwoli bardzo dokładnie wyjaśnić, jak doszło do zdarzenia. Pomocny będzie też zapis z kamer zainstalowanych w tramwaju. Nagrania zostały już zabezpieczone przez śledczych.

Śledztwo w sprawie wypadku prowadzi prokuratura Łódź-Polesie. Motorniczy ma być przesłuchany w ciągu 48 godzin od spowodowania wypadku.

- Zanim mężczyzna złoży wyjaśnienia, będziemy chcieli poznać jak najdokładniej okoliczności wypadku - powiedział na antenie TVN24 Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Niewykluczone, że 34-letni pracownik MPK usłyszy zarzut spowodowania wypadku w stanie nietrzeźwości, za co grozi do 12 lat więzienia. Prokurator Kopania informuje jednak, że motorniczy może też odpowiadać za spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, za co grozi nawet do 15 lat więzienia. Kwalifikacja prawna - jak zaznacza Kopania - zależy jednak od prokuratora prowadzącego śledztwo.

Śledczy sprawdzają m.in., kiedy motorniczy zaczął pić alkohol. - Chcemy wiedzieć, czy przyszedł do pracy w stanie nietrzeźwości, czy też spożywał alkohol w czasie służby - wyjaśnił Kopania.

Motorniczy o wypadku w Łodzi: Nie pamiętam Dziennik Łódzki

Kobieta walczy o życie

Ranne w wypadku osoby trafiły do szpitali. Potrącona na przejściu kobieta jest w ciężkim stanie. - Pacjentka doznała wielonarządowych obrażeń całego ciała. Kobieta ma przejść operację - powiedziała Adrianna Sikora, rzeczniczka szpitala im. Kopernika.

Do szpitala im. Jonschera w Łodzi trafił kierowca osobowego opla. Lekarze nie udzielają informacji w sprawie jego stanu zdrowia.

Policja wyjaśnia okoliczności wypadkutvn24

Motorniczy straci pracę

Do wypadku doszło tuż obok łódzkiej katedry. W momencie tragedii kończyły się akurat uroczystości związane ze świętem Trzech Króli. W pobliżu miejsca zderzenia było mnóstwo osób.

Sebastian Grochala z Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego informuje, że motorniczy pracował od godz. 6. Tragiczny przejazd przez centrum miasta był najprawdopodobniej jego ostatnim przed zjazdem do zajezdni.

- Mężczyzna pracował u nas od dwóch lat. Musiał więc wiedzieć, jakie obowiązują u nas normy i świadomie je złamał - poinformował.

MPK Łódź przyznaje, że nie wszyscy motorniczowie są sprawdzani pod kątem trzeźwości. Badania są wyrywkowe, kiedy - jak mówi Grochala - zachowanie któregoś z pracowników wzbudzi podejrzenia. - Być może teraz zmienimy nasze przepisy - zapowiedział.

Z kolei Krzysztof Kamiński, wiceprezes MPK zapewnił, że motorniczy zostanie zwolniony z pracy. - Ta decyzja jest pewna, oczywiście nie zmieni to dramatu osób poszkodowanych przez naszego pracownika - przyznał.

Zarząd Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego zapewnił też, że stan techniczny tramwaju zostanie dokładnie zbadany.

Obowiązkowe kontrole trzeźwości

Po poniedziałkowej tragedii prezydent Łodzi, Hanna Zdanowska zapowiedziała, że każdy motorniczy będzie obowiązkowo badany alkomatem przed wyjazdem w trasę. Trzeźwość będzie badana też wśród pracowników nadzoru ruchu.

- Oczekuję jutro rano od prezesa MPK raportu oraz przedstawienia rozwiązań uwzględniających zmiany - poinformowała w wydanym oświadczeniu.

Prezydent Łodzi oczekuje także, że MPK ustali i ukarze wszystkie osoby, które "dopuściły do prowadzenia tramwaju przez osobę będąca w stanie nietrzeźwym".

Relacje świadków wypadku tvn24

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem, pokazać go w niekonwencjonalny sposób - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: bż/roody/par / Źródło: TVN24 Łódź