- Są to naprawdę przypadki incydentalne. Ilość ludzi i koni na targach powoduje, że zdarzy się czarna owca, która zachowuje się nieodpowiedzialnie. Takie przypadki trzeba piętnować i wyeliminować - powiedział TVN24 burmistrz Pajęczna Dariusz Tokarski.
Podkreślił, że problemem jest nagrywanie takich incydentów, zamiast jak najszybsze zgłaszanie odpowiednim służbom.
- Bolączką jest na pewno to, że w dzisiejszych czasach ludzie telefonu używają do nagrywania, zamiast do zgłaszania do odpowiednich służb. Na miejscu były służby. Wystarczyło wykonać telefon i do 30 sekund, może minuty, służby byłyby na miejscu - dodał burmistrz Pajęczna.
Policja o incydencie podczas targów
Aspirant Wioletta Mielczarek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pajęcznie, powiedziała w poniedziałek w rozmowie z tvn24.pl, że policjanci nie otrzymali oficjalnego zgłoszenia, dlatego też nie interweniowali na miejscu.
- Jako komenda dowiedzieliśmy się o tym zdarzeniu z informacji krążących w mediach społecznościowych. Wówczas zostały podjęte pierwsze czynności, w wyniku których udało się ustalić tożsamość mężczyzny, który brał udział w tym zdarzeniu. Na miejsce zostały wezwane służby medyczne, które przewiozły mężczyznę do szpitala - podała policjantka.
Mężczyzna by nietrzeźwy, miał prawie trzy promile alkoholu. Obecnie przebywa już w domu.
- W poniedziałek burmistrz złożył oficjalne zawiadomienie. Policja wszczęła czynności wyjaśniające, na podstawie których ustali, czy doszło do przestępstwa - przekazała aspirant Wioletta Mielczarek.
"To taka polska tradycja"
Swojego niezadowolenia z przebiegu wydarzeń w Pajęcznie nie kryje Scarlett Szyłogalis, prezeska Fundacji Tara - Schronisko dla koni, która wielokrotnie brała udział w targach koni. Jak mówi, picie alkoholu to norma i takie zachowania wcale jej nie dziwią.
- Na targi koni jeżdżę od 30 lat i wszędzie rejestruję to samo zachowanie. To taka polska tradycja, że jak się sprzeda konia, czy targuje się, to jest tak zwane przybijanie, czyli przypluwa się dłoń i przepija wódką. Sprzedaż konia po prostu opija się alkoholem. To nie dzieje się rzadko. To norma - podkreśla Szyłogalis.
I dodaje: - Musiało dojść do tego, że zwierzę obroniło się. Przez przypadek zostało to zarejestrowane. Bardzo ciężko zarejestrować sytuację na przykład batożenia koni na targach, ponieważ dominuje zwyczaj swoistego rodzaju ochrony innych handlujących i jak się wyciąga kamerę, to natychmiast zastawiają ciałami, by nic nie było widać.
Schronisko w mediach społecznościowych opublikowało kilka filmów z targów w Pajęcznie, pokazujących, w jaki sposób były traktowane konie.
Mężczyzna, który znęcał się nad końmi, to dorożkarz z Krakowa. Prezydent miasta Aleksander Miszalski zapowiedział w poniedziałek, że zostanie z nim rozwiązana umowa.