Na leczenie, na pogrzeb, na przeszczep... Od 84-latka wyłudzili ponad 800 tysięcy

TVN24

ShutterstockPodejrzanemu 50-latkowi i jego córce grozi do 10 lat więzienia

Chciał pomóc, był przez lata traktowany "jak skarbonka". 50-letni mężczyzna i jego 26-letnia córka wykorzystali łatwowierność 84-latka z Łodzi i oszukali go na ponad 800 tys. złotych. Oszukany starszy mężczyzna przez lata oddawał im wszystkie oszczędności. Sprzedał nawet samochód i mieszkanie. Uwierzył, że finansuje leczenie ciężko chorych ludzi.

Wszystko zaczęło się w maju 2008 roku.

- Wtedy do 84-latka z Łodzi zwróciła się jego dawna znajoma. Błagała o pomoc finansową dla syna - mówi Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Kobieta miała twierdzić, że syn ma chorobę nowotworową i do ratowania życia potrzebuje pieniędzy.

- Pokrzywdzony poruszony losem młodego mężczyzny przelał pieniądze w kwocie 19 tys złotych - informuje prokurator.

Studnia bez dna?

Jak się później okazało - to była pierwsza, ale nie ostatnia "prośba".

- Od tego czasu, wielokrotnie kontaktował się z nim już sam syn kobiety. Ten, który miał walczyć z chorobą nowotworową - mówi Kopania.

Mężczyzna wciąż prosił o pieniądze. Zapewniał, że się leczy, że konieczne są operacje za granicą – w Niemczech i w Austrii. Rzekomo dzwonił także z kliniki w Brnie, błagając o pomoc. Mówił, że konieczny jest przeszczep trzustki, poważnie także choruje na serce.

84-letni łodzianin słyszał podziękowania i deklaracje, że wszystkie pieniądze zostaną mu oddane.

Kolejne koszty...

Po pewnym czasie 50-latek zadzwonił i poinformował o chorobie córki. Również miała wymagać (a jakże) kosztownego leczenia. Potem okazało się, że 84-latek musi pomóc w zorganizowaniu pogrzebu dla żony. Problem w tym, że żona żyje do dziś.

- Podejrzany o oszustwo 50-latek opowiadał też, że rzekomo za granicą zmarł także jego teść i potrzebował pieniędzy na sprowadzenie ciała. Przesyłał pokrzywdzonemu także pocztówki i listy z podziękowaniami - mówi Kopania.

Starszy mężczyzna po pewnym czasie wyliczył, że na konto wiecznie wymagających pomocy znajomych przelał ok. 700 tys. złotych. Część pieniędzy pochodziło z jego oszczędności. Resztę miał ze sprzedaży swojego mieszkania i samochodu. Kiedy to nie wystarczało - pożyczał od znajomych.

Po pięciu latach mężczyzna zaczął podejrzewać, że jest ofiarą oszustów. Wtedy jednak dostał zwrot części pieniędzy. Bardzo małej części.

- Kiedy jednakże podejrzany dziś 50-latek zwrócił mu kwotę około 1000 złotych, w dalszym ciągu zdecydował się pomagać - wyjaśnia prokurator.

Rodzinny "interes"

Kilka lat później 84-latek nie miał już wątpliwości, że trzeba działać. Policja szybko zatrzymała 50-letniego mężczyznę i jego 26-letnią córkę (jak się okazało, to na jej pieniądze przelewane były pieniądze "na pomoc").

Szybko się okazało, że wszystkie historie opowiadane starszemu łodzianinowi były fałszywe.

Policjanci przeszukali dom 50-latka w Sosnowcu.

- Zabezpieczono kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce, karty płatnicze różnych banków, kilkadziesiąt kart SIM różnych sieci oraz szereg dokumentów i zapisków związanych z operacjami finansowymi - informuje insp. Joanna Kącka z łódzkiej policji.

Za oszustwo o znacznej wartości ojcu i córce grozi do 10 lat więzienia. 50-latek trafił do aresztu, jego córka ma policyjny dozór.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź