Samo centrum Łodzi, blisko galerii handlowej, niemal naprzeciwko restauracji. To tam w jednym z pustostanów przed mrozem próbował schronić się około 40-letni mężczyzna.
W sobotę wieczorem już nie dawał oznak życia. Dzień wcześniej policjanci jeszcze z nim rozmawiali.
Pogotowie, które zostało wezwane na miejsce, odstąpiło od reanimacji. Lekarz stwierdził zgon. Mężczyzna zmarł najprawdopodobniej z powodu wychłodzenia. - Człowiek się stara i chciałby jakoś pomóc tym osobom. Jest to emocjonalne, jest to po prostu zdenerwowanie - mówi sierż. Ernest Ossowski z łódzkiego komisariatu. Mężczyźnie nieraz proponowano pomoc, jednak nie chciał z niej skorzystać.
Bardzo często odmawiają pomocy
W nocy z soboty na niedzielę, kiedy temperatura spadła do -16 stopni, razem z dzielnicowymi z pierwszego komisariatu w Łodzi, odwiedziliśmy miejsca, w których koczują osoby w kryzysie bezdomności. W jednym z nich przebywa pan Jerzy, który twierdzi, że jest tam od początku zimy. Policjantom nie udało się go przekonać, żeby pojechał do noclegowni.
Im niższe temperatury, tym częściej patrole policji pojawiają się w miejscach, gdzie wydawałoby się, że nikt nie powinien przebywać - pustostany, komórki, opuszczone altanki na działkach i nie tylko.
Czy to trudna służba dla policjantów? - Myślę, że tak. Bo nie zawsze uda nam się znaleźć osoby, które potrzebują pomocy, a bardzo często osoby odmawiają tej pomocy, bo wolą żyć swoim życiem tak naprawdę. Wolą być kowalem swojego losu - mówi sierż. sztab. Krzysztof Pawlak z łódzkiej policji.
Jak reagować, gdy widzimy osoby w kryzysie bezdomności, które gdzieś się skryły? - Przede wszystkim dzwonić na służby, ale jeżeli mamy to, co mamy teraz na dworze, to nie wyrzucać ich, nie wyganiać - odpowiada Konrad Wójcik ze Straży Miejskiej w Łodzi.
W styczniu z wychłodzenia zmarło 28 osób.
Autorka/Autor: Marta Kolbus, kkop/adso
Źródło: TVN24